Dorośli boją się dzieci, obywatele boją się polityków. Czy świat stanął na głowie?
Kto dziś powinien się bać kogo?
Jeszcze nie tak dawno wydawało się oczywiste, iż to dzieci mają respekt przed dorosłymi, a politycy obawiają się obywateli, którzy przy urnach wyborczych mogą rozliczyć ich z niespełnionych obietnic. Dziś coraz częściej można odnieść wrażenie, iż role zaczynają się odwracać.
W wielu szkołach nauczyciele przyznają nieoficjalnie, iż boją się stanowczo reagować na niewłaściwe zachowania uczniów. Rodzice coraz częściej obawiają się konsekwencji zwrócenia uwagi własnym dzieciom. W przestrzeni publicznej słychać głosy o kryzysie autorytetów i zaniku odpowiedzialności.
Jednocześnie wielu obywateli z niepokojem obserwuje działania polityków. Pojawiają się pytania o wolność słowa, dostęp do informacji publicznej, przejrzystość wydawania publicznych pieniędzy czy wpływ władzy na media.
Czy to tylko naturalna zmiana pokoleniowa, czy może sygnał głębszego kryzysu społecznego?
Pytania, których coraz częściej unikamy
Jeżeli dorośli zaczynają bać się dzieci, to kto tak naprawdę wychowuje kolejne pokolenie?
Jeżeli nauczyciel obawia się ucznia, to kto jest odpowiedzialny za edukację?
Jeżeli rodzic boi się postawić granice własnemu dziecku, to czy nie tworzymy pokolenia, które nigdy nie nauczy się odpowiedzialności za swoje czyny?
A może problem nie tkwi w dzieciach, ale w świecie dorosłych, którzy coraz częściej rezygnują z własnych obowiązków?
Podobne pytania można postawić wobec polityki.
Jeżeli obywatele boją się polityków, to czy demokracja działa tak, jak powinna?
Jeżeli mieszkańcy boją się zadawać trudne pytania władzom, to czy władza przez cały czas służy obywatelom?
Jeżeli dziennikarze zaczynają obawiać się krytykowania osób publicznych, to kto będzie patrzył rządzącym na ręce?
Demokracja opiera się na odwadze obywateli
Historia pokazuje, iż zdrowe państwo funkcjonuje wtedy, gdy politycy wiedzą, iż są rozliczani przez społeczeństwo. To nie obywatel powinien obawiać się zadawania pytań. To polityk powinien być gotowy na odpowiedź.
Władza nie jest własnością żadnej partii, żadnego prezydenta miasta, żadnego ministra czy premiera. Władza jest jedynie czasowo powierzonym mandatem do zarządzania wspólnymi sprawami.
Kiedy ten prosty mechanizm zostaje zaburzony, pojawia się niebezpieczeństwo.
Nie chodzi choćby o konkretne decyzje polityczne. Chodzi o atmosferę społeczną. O poczucie, iż zwykły człowiek może mówić otwarcie o swoich problemach, krytykować władzę i domagać się wyjaśnień bez obaw o konsekwencje.
Świat stanął na głowie?
Być może nie jesteśmy jeszcze na końcu świata. Być może nie żyjemy w czasach katastrofy, jak czasem sugerują najbardziej pesymistyczne głosy.
Ale warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie kilka prostych pytań:
Czy dzieci mają dziś wystarczająco dużo autorytetów?
Czy rodzice przez cały czas wychowują, czy tylko spełniają oczekiwania swoich dzieci?
Czy nauczyciele mają narzędzia do wykonywania swojej pracy?
Czy obywatele czują, iż mają realny wpływ na decyzje podejmowane przez władzę?
Czy politycy słuchają mieszkańców, czy tylko prowadzą własną politykę informacyjną?
I wreszcie najważniejsze pytanie.
Jeżeli dorośli boją się dzieci, a obywatele boją się polityków, to czy nie jest to sygnał, iż coś bardzo ważnego w naszym społeczeństwie przestało działać tak, jak powinno?
Odpowiedź każdy musi znaleźć sam.
Jedno jest pewne. Społeczeństwo, które przestaje zadawać pytania, wcześniej czy później traci możliwość wpływania na własną przyszłość
Dzień Dobry Polsko! Dzień Dobry ze Świnoujścia! Poranny spacer po najpiękniejszej plaży nad Bałtykiem

Dorośli boją się dzieci, obywatele boją się polityków. Czy świat stanął na głowie?

2 godzin temu
















