Temat powrócił po ostatnich niedzielnych atakach ataki na zachodnią Ukrainę, tuż przy przejściu Dorohusk–Jagodzin, niedaleko którego drony uderzyły w stację paliw i pociąg. Powiat włodawski leży na północ od tego
rejonu.Starosta podkreśla, iż położenie powiatu przy granicach z Białorusią i Ukrainą wiąże się z koniecznością utrzymywania gotowości do odbierania informacji o zagrożeniach i ostrzegania mieszkańców. Do wykonywania tych obowiązków potrzebne są jednak nie tylko urządzenia i procedury, ale także odpowiednio liczny zespół.Według przedstawionego przez niego szacunku zatrudnienie czterech dodatkowych osób kosztowałoby około 350 tys. zł rocznie. Zwiększenie obsady z dwóch do sześciu pracowników pozwoliłoby rozłożyć dyżury, zapewnić zastępstwa podczas urlopów i chorób oraz uwzględnić potrzebę odpoczynku po nocnych wezwaniach.- Moi pracownicy nie śpią nocami, dyżurują na zmianę siedem dni w tygodniu, 24 godziny na dobę. Dosłownie padają ze zmęczenia. Jesteśmy buforem bezpieczeństwa dla całej Polski, a wciąż sprawa takich dyżurów nie jest rozwiązana systemowo - mówi starosta.W jego ocenie finansowanie obsady powinno mieć stały charakter. Potrzeba odbierania komunikatów nie ogranicza się bowiem do godzin pracy starostwa, a organizacja dyżurów musi uwzględniać również noce, weekendy i dni świą
teczne.Dwie osoby to za małoBezpośrednim impulsem do przygotowania wniosku był weekend, podczas którego jeden z pracowników odpowiedzialnych za nasłuch przebywał na urlopie. Jego obowiązki musiał przejąć drugi dyżurny. Sytuacja ta pokazała, jak niewielkie możliwości organizowania zastępstw daje obecna
obsada.Przy dwuosobowym zespole każda nieobecność oznacza przeniesienie odpowiedzialności na jednego pracownika. Dotyczy to zarówno zaplanowanego wypoczynku, jak i choroby czy innych okoliczności uniemożliwiających pełnienie dyżuru. Brakuje osób, które mogłyby przejąć zadania i zapewnić pozostałym czas na regenerację.Dyżurni wykonują jednocześnie inne obowiązki w starostwie. Nocne wezwanie nie oznacza więc, iż następnego dnia są zwolnieni z codziennej pracy urzędowej. To właśnie nakładanie się tych zadań jest jednym z głównych problemów wskazywanych przez pracowników i starostę.System ostrzegania obejmuje około 34 tys. mieszkańców powiatu. Nasłuch prowadzony w starostwie jest jednym z jego ogniw: służy odbieraniu komunikatów o zagrożeniu i potrzebie uruchomienia alarmowania. Utrzymanie tego stanowiska wymaga zatem zapewnienia obsady także poza zwykłymi godzinami funkcjonowania urzę
du.Do radiostacji trzeba dojechaćPo otrzymaniu wiadomości z Rządowego Centrum Bezpieczeństwa albo Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lublinie dyżurny musi przyjechać do starostwa. Radiostacja znajduje się w budynku urzędu, dlatego rozpoczęcie nasłuchu wymaga dotarcia na miejsce i przygotowania stanowiska.- Jak dostaję wiadomość o zagrożeniu, to muszę się ubrać, wyjść z domu, dotrzeć do starostwa, otworzyć budynek, czyli rozbroić wszelkie zabezpieczenia, otworzyć sekretariat, pobrać klucze, włączyć urządzenia nasłuchowe. To wychodzi tak gdzieś 20 minut do pół godziny - wylicza Krzysztof, jeden z pracownikó
w.Mieszka około kilometra od urzędu. Jak wynika z jego relacji, wskazany czas obejmuje nie tylko sam dojazd, ale również czynności niezbędne do uruchomienia urządzeń. Dopiero po ich wykonaniu może odbierać informacje przekazywane drogą radiową.Obecna organizacja dyżurów opiera się więc na gotowości do przyjazdu po otrzymaniu powiadomienia. Nie oznacza stałej obecności pracownika przy radiostacji. W praktyce dyżurny musi być przygotowany do opuszczenia domu i rozpoczęcia pracy również w środku
nocy.Po nocnym nasłuchu wracają do codziennych obowiązkówPracownicy opisują sytuacje, w których od zakończenia nocnego nasłuchu do rozpoczęcia zwykłego dnia pracy pozostaje zaledwie kilka godzin. Powrót do domu nie oznacza wówczas możliwości pełnego wypoczynku, ponieważ rano ponownie muszą stawić się w starostwie.- Kolejna noc i znowu nieprzespana. Dostajemy wiadomości, po czym się zdzwaniamy, budzi się cała rodzina, jedziemy na nasłuch do urzędu. Po jakiejś godzinie nasłuch się kończy i załóżmy, iż o godzinie 5 rano wracam do domu. Ale o 7.30 muszę z powrotem być w pracy, żeby realizować swoje pozostałe zadania urzędowe - mówi Robert, drugi dyżurny.Z jego relacji wynika, iż obciążenie nie sprowadza się wyłącznie do czasu spędzonego przy urządzeniu. Obejmuje również przerwany sen, przygotowanie do wyjazdu i dojazd, a następnie konieczność wykonywania obowiązków w ciągu dnia. Nocne powiadomienia wpływają przy tym także na domownikó
w.Obaj pracownicy mają doświadczenie z wcześniejszej pracy w służbach oraz uprawnienia emerytalne. Deklarują, iż przez cały czas chcą wykorzystywać swoją wiedzę i wykonywać powierzone zadania. Zwracają jednak uwagę, iż obecny sposób organizacji dyżurów prowadzi do przeciążenia. Według ich relacji nie otrzymują dodatków za opisywane obowiązki.- Chcemy pomagać, chcemy przez cały czas to robić. No ale nie takim kosztem - zaznaczają.Przekazanie nasłuchu strażakom również wymagałoby obsadyPrzy uruchamianiu syren starostwo współpracuje ze strażą pożarną. Przejęcie przez strażaków samego nasłuchu oznaczałoby jednak nałożenie kolejnych obowiązków na ich służbę dyżurną.Jak wyjaśniają urzędnicy odpowiedzialni za nasłuch, na stanowisku jest jeden dyżurny. Gdyby w czasie zagrożenia powietrznego doszło także do pożaru lub innego zdarzenia wymagającego interwencji, musiałby równocześnie obsługiwać nakładające się zadania.W ich ocenie samo przeniesienie obowiązku do innej instytucji nie rozwiązałoby zatem problemu kadrowego. Również taki wariant wymagałby zwiększenia zatrudnienia, aby odbieranie komunikatów o zagrożeniach mogło odbywać się równolegle z obsługą pozostałych zdarzeń.Wydatki na szpital ograniczają możliwości powiatuMariusz Zańko tłumaczy, iż samorząd nie dysponuje środkami pozwalającymi samodzielnie finansować kolejne potrzeby. Jako przykład obciążenia lokalnego budżetu wskazuje pomoc udzieloną miejscowemu szpitalowi.- Powiat do tej pory przekazał 11 milionów na stabilizację bardzo ciężkiej sytuacji finansowej szpitala, na spłatę jego długów, które zostawili poprzednicy - mówi
starosta.Zańko przekonuje, iż wsparcie było konieczne, aby zapobiec zamknięciu placówki. Podkreśla przy tym jej przygraniczne położenie oraz znaczenie zarówno dla mieszkańców, jak i funkcjonariuszy Straży Granicznej czy żołnierzy korzystających z opieki
medycznej.Dla starosty sytuacja szpitala jest także argumentem za przyznaniem dodatkowych pieniędzy na obsadę nasłuchu. Jak wskazuje, lokalny budżet już ponosi znaczne koszty związane z utrzymaniem opieki medycznej na obszarze przygranicznym. Finansowanie kolejnych stałych obowiązków wymaga, jego zdaniem, wsparcia państwa.- Dlatego o ile mamy u siebie te zadania, musimy je realizować, to powinny być przeznaczone na to dodatkowe środki finansowe - podkreś
la.Wniosek do MSWiAPowiat otrzymuje państwowe wsparcie na ochronę ludności, między innymi na wyposażenie, szkolenia i działalność straży pożarnej. Jak wskazuje starosta, przez cały czas brakuje jednak środków na zwiększenie obsady nasłuchu. Finansowanie sprzętu i przygotowania do działań musi iść w parze z możliwością zapewnienia pracowników, którzy będą wykonywać te
zadania.Rosyjskie ataki w sąsiedztwie polskiej granicy wymagają utrzymywania gotowości do odbierania komunikatów i ostrzegania mieszkańców również nocą oraz w dni wolne od pracy. Dlatego planowany wniosek do MSWiA ma dotyczyć finansowania zatrudnienia w wymiarze rocznym, pozwalającego organizować dyżury także w okresach urlopowych i podczas nieobecności pracownikó
w.Samorząd zamierza wystąpić o około 350 tys. zł rocznie na cztery dodatkowe etaty. Starosta oczekuje, iż zwiększenie zespołu do sześciu osób pozwoli zapewnić zastępstwa i odpoczynek po nocnych wezwaniach, a tym samym utrzymać ciągłość dyżurów oraz sprawne przekazywanie informacji o zagrożeniach mieszkańcom powiatu włodawskiego.