Sprawa obniżki podatków przesądzona? Przed nami rok cudów

1 godzina temu

Bo wie ktoś, jakie będą podatki w Polsce w 2027 roku? Zaraz usłyszę: tak, minister finansów. No, nie jestem tego pewien. Zwykle wie, ale czeka nas rok cudów, czyli rok wyborczy.

Trzy lata temu Donald Tusk – z poparciem koalicjantów – obiecał podniesienie kwoty wolnej od podatku z 30 do 60 tys. zł. To by oznaczało, iż osoba o dochodach do 6 tys. zł brutto w ogóle nie zapłaci PIT. No, komu by się to nie podobało?

Ile wyniosą podatki? „Trwają analizy”

Punkt widzenia zależy jednak od miejsca siedzenia. Kiedy Tusk został premierem, zapał do podnoszenia progów podatkowych mocno u niego osłabł. Głównie za sprawą Andrzeja Domańskiego, który jak niemal każdy minister finansów w III RP czuje fizyczny ból, kiedy musi wydać jakąś złotówkę. Domański gwałtownie wyliczył, iż dwukrotne zwiększenie kwoty wolnej od podatku, to co roku koszt circa 50 mld zł. A na zbrojenia, ochronę zdrowia i cały socjal nie daje przecież św. Mikołaj. Dlatego na pytania mediów oraz głosy Lewicy i Polski 2050, co z tą obniżką podatków, padała odpowiedź „trwają analizy”.

Ale koalicjanci KO mają już tego dość, a minister Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz wprost stwierdziła, iż nie da się wygrać wyborów bez spełnienia tego „konkretu”. Bo dziś chyba nikt nie jest w stanie wyliczyć z pamięci całej setki konkretów, ale przynajmniej jeden, ten o podatkach, ludzie doskonale pamiętają. I chyba dociera to do władz Koalicji Obywatelskiej. Niedawno senator Grzegorz Schetyna przyznał, iż sprawa obniżki podatków jest już przesądzona. Ale o ile? Tego nie wie jeszcze nikt.

Sam Tusk musi pamiętać, czym się skończyło uleganie swojemu poprzedniemu ministrowi finansów, Vincentowi Rostowskiemu, z jego słynnym powiedzeniem „Piniendzy nie ma i nie będzie”. Wygrał PiS z obietnicą 500 plus.

Dziś podejście do finansów publicznych (nie tylko w Polsce) jest mniej dogmatyczne, ale Domański łatwo też nie ustąpi. Dlatego nie wierzę, by kwota wolna od podatku wzrosła dwukrotnie. Rząd pewnie powie, iż teraz trochę, a reszta np. za dwa lata.

Obstawiam więc, iż nowy próg wyniesie 40-45 tys. zł. Czyli przeciętny pracujący i emeryt dostanie w 2027 roku co miesiąc 100-150 zł netto więcej. Ktoś zapyta: a co to dzisiaj jest? Odpowiem, iż mieć a nie mieć w portfelu półtorej stówki to jednak różnica. A dla rządzącej koalicji może to być albo nie być.

Czytaj: Napaść we Wrocławiu. Ksenofobia i chuligaństwo niszczą Polskę

***

Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

Idź do oryginalnego materiału