Rząd od miesięcy obiecuje koniec abonamentu RTV. W praktyce projekt wciąż czeka w kolejce, a Polacy w 2026 roku płacą dokładnie tak samo jak wcześniej – tyle iż według wyższych stawek. Najważniejsza niewiadoma nie dotyczy choćby samej ustawy, ale jednej osoby: prezydenta Karola Nawrockiego, który dotąd nie powiedział na ten temat ani słowa, bo projekt jeszcze do niego nie trafił.
Polskie Złotówki w różnych nominałach. | Fot. Warszawa w Pigułce.Co naprawdę jest w projekcie rządowym? To nie jest opłata audiowizualna
Minister kultury Marta Cienkowska przedstawiła założenia nowej ustawy medialnej w listopadzie 2025 roku. Projekt opiera się na trzech filarach: niezależności władz mediów publicznych, stabilnym finansowaniu oraz ograniczeniu wydawania prasy przez samorządy. najważniejszy punkt dla portfeli Polaków: abonament RTV ma zniknąć, a media publiczne mają być finansowane z budżetu państwa – konkretnie 2,5 mld zł rocznie, waloryzowane co roku o wskaźnik inflacji. Projekt przewiduje też likwidację Rady Mediów Narodowych i nowy, dziewięcioosobowy skład KRRiT, częściowo powoływany przez prezydenta.
To istotna różnica względem często powtarzanej w mediach opłaty audiowizualnej – pomysłu pobierania ok. 9 zł miesięcznie od każdej dorosłej osoby razem z PIT. Ta koncepcja była i wciąż jest dyskutowana w przestrzeni publicznej, ale nie jest częścią aktualnego, głównego projektu rządowego, który stawia na finansowanie budżetowe, nie na nową, powszechną daninę od osoby fizycznej.
Dlaczego nic się jeszcze nie zmieniło?
Projekt nowelizacji ustawy medialnej trafił do konsultacji publicznych, w toku których zgłoszono ponad 270 opinii i stanowisk – część krytycznych, w tym ze strony samej KRRiT. Według harmonogramu rządowego, Rada Ministrów ma zająć się projektem w drugim lub trzecim kwartale 2026 roku, a dopiero potem trafi on do Sejmu. To oznacza realne ryzyko, iż obecna kadencja parlamentu nie zdąży uchwalić nowych przepisów – mimo iż pierwsze zapowiedzi likwidacji abonamentu padały już w 2025 roku.
Prezydent Karol Nawrocki nie wypowiadał się publicznie na temat tej ustawy
Prezydent Nawrocki w ciągu pierwszych miesięcy urzędowania kilkukrotnie pokazał, iż jest skłonny zawetować całą, obszerną ustawę z powodu jednego lub dwóch przepisów, które mu się nie podobają – tak stało się z reformą Kodeksu postępowania karnego połączoną z likwidacją CBA, z ustawą o kształtowaniu ustroju rolnego, a w styczniu 2026 roku z nowelizacją dotyczącą blokowania nielegalnych treści w internecie, którą prezydent nazwał formą „administracyjnej cenzury”. Likwidacja Rady Mediów Narodowych, zapisana w projekcie ustawy medialnej, może być właśnie takim punktem spornym.
Anonimowy przedstawiciel rządu, cytowany przez „Dziennik Gazetę Prawną”, ujął to bez ogródek: Prezydent Nawrocki nie ma żadnego interesu w podpisaniu tej ustawy, bo obecny stan mediów publicznych byłby korzystny dla PiS, gdyby ta partia wróciła do władzy w 2027 roku. Obecna większość sejmowa nie ma przy tym wystarczającej liczby głosów, by odrzucić prezydenckie weto. Formalnie jednak prezydent jeszcze nie zajął stanowiska w tej konkretnej sprawie – projekt po prostu jeszcze do niego nie dotarł.
Czy opłata audiowizualna może wrócić jako plan B?
Część komentatorów wskazuje, iż jeżeli finansowanie z budżetu napotka problem – w Sejmie albo na biurku prezydenta – rząd może wrócić do koncepcji powszechnej opłaty pobieranej przez urząd skarbowy, którą trudniej byłoby zablokować pojedynczym wetem dotyczącym np. składu KRRiT. To pozostaje na razie scenariusz, nie zapowiedziany plan – rząd oficjalnie nie ogłosił, iż sięgnie po taki wariant, ale sama koncepcja nie została też nigdy formalnie wycofana z dyskusji.
Warszawa – stolica najgorszej ściągalności i miejsce, gdzie zapada cały los reformy
Jest dodatkowy, czysto warszawski wymiar tej sprawy. Według danych KRRiT to właśnie Warszawa, obok Krakowa i Wrocławia, wyróżnia się szczególnie niską ściągalnością abonamentu RTV na tle innych regionów kraju – w największych miastach odsetek faktycznie płacących odbiega od reszty Polski wyraźniej niż gdzie indziej. W skali całego kraju regularnie płaci kilka ponad 2 mln gospodarstw domowych z ponad 6,7 mln zarejestrowanych odbiorników, a do budżetu państwa wpływa z tego tytułu nie więcej niż 650 mln zł rocznie – czyli ułamek tego, co wpływałoby przy pełnej ściągalności.
Warszawa jest też dosłownie miejscem, w którym fizycznie rozstrzyga się cała ta sprawa. To w stolicy ma siedzibę Wydział Abonamentu RTV Biura KRRiT (ul. Sobieskiego 101), to w Warszawie urzęduje Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które przygotowało projekt reformy, to w warszawskim Sejmie projekt ma być głosowany, i to do warszawskiego Pałacu Prezydenckiego ostatecznie trafi ustawa, by Karol Nawrocki podjął decyzję o jej podpisaniu albo zawetowaniu. Mieszkańcy stolicy są więc jednocześnie grupą, która najsłabiej płaci obecny abonament, i tą, która z najbliższej odległości obserwuje, jak władza decyduje o jego ewentualnym zniesieniu.
Co to oznacza dla Ciebie? Płacić tak jak dotychczas, dopóki nie zmieni się prawo
- W 2026 roku wciąż obowiązuje klasyczny abonament RTV według stawek KRRiT: 9,50 zł miesięcznie za radio, 30,50 zł za telewizor lub zestaw telewizor i radio.
- Żadna nowa opłata – ani budżetowy model finansowania, ani opłata audiowizualna – nie weszła w życie i nie ma ustawy, która by to zmieniała. Nie reaguj na informacje sugerujące, iż nowy system już działa.
- Jeśli korzystasz ze zwolnień (np. jako senior czy osoba z niepełnosprawnością), zachowaj dokumentację – obecne zasady zwolnień obowiązują bez zmian.
- Śledź losy projektu w Sejmie dopiero od momentu, gdy faktycznie zostanie tam złożony – w tej chwili wciąż jest na etapie rządowych prac legislacyjnych.
- Nie planuj budżetu domowego pod kątem nowej opłaty od 2027 roku jako pewnika – los projektu zależy od głosowania w Sejmie i od decyzji prezydenta, której nikt nie jest w stanie dziś przewidzieć.

1 godzina temu












