Darmowa kultura dla wszystkich czy czysty zysk dla kombinatorów? Krakowskie plenerowe biblioteczki, mające służyć bezpłatnej wymianie książek między mieszkańcami, stały się celem osób szukających łatwego zarobku. W sieci narasta oburzenie po doniesieniach o masowym czyszczeniu regałów z woluminów, które chwilę później trafiają na portale aukcyjne.
W Krakowie nie jest to dla nikogo widok zaskakujący. Plenerowe biblioteczki można spotkać w parkach, na skwerach czy w ogrodach kieszonkowych. Pojedyncze budki i szafki bookcrossingowe zaczęły pojawiać się w Krakowie około 2016–2017 roku. Prawdziwy rozkwit przypadł jednak na lata 2019–2021. Kolejnych punktów przybywa systematycznie wraz z kolejnymi edycjami Budżetu Obywatelskiego.
Od szlachetnej idei do pomysłu na biznes
Idea jest prosta. Każdy może podejść, otworzyć biblioteczkę i wziąć ze sobą dowolną książkę bez posiadania karty bibliotecznej czy rejestracji. Inicjatorzy zachęcają, aby, biorąc do domu pozycję, która nas interesuje, w jej miejsce zostawić inną i dać jej „drugie życie”. W tym, w czym jedni widzą fajną inicjatywę „zero waste”, inni dostrzegli… szansę na zarobek.
W ostatnich tygodniach na krakowskich grupach zaczęły pojawiać się posty informujące o tym, iż niektórzy mieszkańcy całkowicie opróżniają lokalne biblioteczki z książek, aby następnie sprzedać je na popularnym portalu aukcyjnym.
„Wczoraj zostawiliśmy z żoną książki w parkowej biblioteczce, poszliśmy na lody, a przy wychodzeniu widzimy, jak starsza pani z plecakiem i torbami pakuje wszystkie nasze książki. Dzisiaj te same książki widzimy wystawione w internecie. Najbardziej wkurzyło mnie jednak to, co było chwilę później. Minutę po niej przyszła pani z córką, też przyniosły książki, a dziewczynka znalazła chyba Kaczora Donalda i tak się ucieszyła, iż aż miło było patrzeć. I właśnie dla takich osób są te biblioteczki. Dla dzieci, dla ludzi, którzy chcą coś przeczytać, dla zwykłego dzielenia się książkami. A nie po to, żeby ktoś sobie zrobił darmową dostawę zbiorów. I jeszcze w ogłoszeniu w „chłopakach” (bo choćby wystawiający czytać nie umie) chwali się bogatym zbiorem. No trzymajcie mnie” – czytamy w jednym z niedawno opublikowanych wpisów.
Magistrat przypomina: „System opiera się na zaufaniu”
Mieszkańcy w komentarzach nie kryją swojego oburzenia powtarzającymi się w różnych częściach miasta sytuacjami. O komentarz do sprawy poprosiliśmy Urząd Miasta Krakowa.
– Bookcrossing według idei polega na wzajemnej wymianie książek przez mieszkańców – ktoś książkę przynosi, ktoś bierze dla siebie, więc taki sposób wymiany nie podlega kontroli urzędu. Biblioteczki plenerowe bardzo często uzupełnia Szyszkodar, który przy okazji ratuje książki z różnych miejsc. ZZM nie realizuje zakupów książek do biblioteczek. Niekiedy uzupełniane są one o publikacje miejskie, które co do zasady są darmowe. Idea bookcrossingu opiera się na zaufaniu i trosce o wspólne dobro, ale też idei posiadania czegoś z drugiej ręki i dzielenia się tym, co komuś już się nie przyda. Budki montowane przez ZZM w parkach mają pomagać mieszkańcom w realizowaniu tej idei, czyli wzajemnej wymiany, nie są więc zapełniane, są infrastrukturą, która może służyć realizacji idei bookcrossingu – zaznacza krakowski magistrat.
W rozmowie z KRK NEWS przedstawiciele Urzędu Miasta przyznają jednocześnie, iż mieszkańcy dotychczas nie złożyli oficjalnego zgłoszenia w tej sprawie.
– Do ZZM nie docierały informacje o niepokojących sytuacjach związanych z funkcjonowaniem budek poza zdarzającymi się w parkach aktami wandalizmu – przekazuje nam biuro prasowe UMK.
Internauci nie zamierzają jednak siedzieć bezczynnie. W postach sukcesywnie pojawiających się na lokalnych forach dyskusyjnych cały czas pojawiają się nowe pomysły na zabezpieczenie książek przed „kreatywnymi handlarzami”. O tym, na ile przyniosą one wymierne efekty, przekonamy się w najbliższych tygodniach.

16 godzin temu
![Gostynińska Żaba znana była jedynie z legendy. Kamienna rzeźba płaza stała się atrakcją miasta [FOTO]](https://dziennikplocki.pl/wp-content/uploads/2026/09/2.jpg)











