Grzegorz Schetyna 20 sierpnia w radiowej Jedynce skrytykował pomysł Mateusza Morawieckiego, by powołać służbę deportacyjną dla cudzoziemców bez prawa pobytu. Stawką nie jest samo hasło z konferencji Rozwoju Plus, ale pytanie, czy Polska ma realnie egzekwować decyzje migracyjne i chronić bezpieczeństwo obywateli.
Deportacje wróciły do centrum sporu
Grzegorz Schetyna w rozmowie z radiową Jedynką uderzył w propozycje Mateusza Morawieckiego i klubu Rozwój Plus dotyczące migracji. Jak podało Polskie Radio, senator KO mówił, iż jest zszokowany pomysłem służby deportacyjnej i przekonywał, iż normalny wyborca "chwyta się za głowę". To mocna deklaracja, ale słaba odpowiedź na realny problem.
Morawiecki przedstawił swój pakiet 18 sierpnia w Warszawie. Wśród propozycji znalazły się m.in. indywidualne konto imigranta, alert deportacyjny, roczne limity wiz pracowniczych i osobna służba deportacyjna. O tych założeniach pisały m.in. Interia i TVN24, a na łamach DN opisywaliśmy już plan Morawieckiego dla Schengen i migracji. Sedno jest proste: państwo, które wydaje decyzję o opuszczeniu kraju, musi mieć narzędzia, by ją wykonać.
Państwo nie może być bezradne
Schetyna ma rację w jednym punkcie: zewnętrzne granice Schengen i Unii Europejskiej muszą być bezpieczne. Tylko iż to nie rozwiązuje sprawy ludzi, którzy już są na terytorium państwa i nie mają prawa pobytu. Wtedy zaczyna się test administracji. Decyzja bez wykonania jest papierem. Granica bez egzekucji prawa jest dekoracją.
W polskim interesie leży kontrolowana migracja, jasne kryteria pobytu i skuteczne procedury powrotowe. Mówimy o odpowiedzialności za obywateli, budżet, szkoły, rynek pracy i bezpieczeństwo na ulicach, a nie o pogardzie wobec cudzoziemców. Europa Zachodnia przez lata udawała, iż wystarczy wielkie słowo o integracji. Skutki tego eksperymentu wracają dziś w debatach o przestępczości, napięciach społecznych i rosnących kosztach utrzymania systemów socjalnych.
Polska nie musi powtarzać cudzych błędów. Powinna je studiować.
Spór o nazwę czy o realną politykę?
Najłatwiej ośmieszyć nazwę. Trudniej odpowiedzieć, kto ma skutecznie wykonywać deportacje, w jakim terminie, za czyje pieniądze i pod jaką kontrolą sądową. jeżeli obecne służby potrafią to robić sprawnie, rząd powinien pokazać liczby i procedury. jeżeli nie potrafią, trzeba je naprawić. Samo oburzenie nie zastąpi państwa.
Morawiecki także nie ucieknie od własnego bilansu. Opozycja i media przypominają, iż za rządów PiS do Polski przyjechało wielu pracowników z zagranicy, a system wizowy stał się przedmiotem poważnego sporu politycznego. Prawica nie może więc ograniczyć się do nowego szyldu. Musi pokazać system, który oddziela uczciwą pracę i legalny pobyt od nadużyć, fikcyjnych dokumentów i luk administracyjnych.
W tej sprawie liczy się nie efekt konferencji, ale wynik. Czy Polska będzie przyciągać tych, których naprawdę potrzebuje gospodarka, a równocześnie usuwać osoby bez prawa pobytu? Czy będzie tylko kolejnym krajem, w którym decyzje migracyjne stoją w segregatorach?
Lekcja dla polskiej prawicy
Plan Rozwoju Plus wpisuje się w szerszy spór na prawicy o to, czy Polska ma iść drogą twardej asymilacji, kontroli i limitów, czy drogą miękkiego administrowania presją migracyjną. DN pisał wcześniej o propozycji służby deportacyjnej, bo sam temat jest ważniejszy niż partyjna bijatyka.
Narodowy realizm zaczyna się od uznania faktu: państwo istnieje po to, by chronić wspólnotę polityczną. Migracja może być legalna, czasowa i podporządkowana polskiemu interesowi. Nie może być żywiołem, któremu administracja jedynie nadaje numery spraw.
Dlatego atak Schetyny odsłania coś więcej niż niechęć do Morawieckiego. Odsłania spór o to, czy deportacja po prawomocnej decyzji jest normalnym instrumentem państwa, czy tematem, którego elity wolą się bać. Polska potrzebuje w tej sprawie mniej teatralnego oburzenia, a więcej twardej, sprawdzalnej polityki.
Źródło: Polskie Radio, Interia, TVN24.
Źródło: Gazeta.pl Wiadomości









