W sklepie sześć, osiem albo dziesięć tysięcy złotych. W samorządzie piętnaście, dwadzieścia, a czasami dwadzieścia pięć tysięcy. I wtedy pada pytanie, które powinien zadać każdy mieszkaniec: dlaczego? Dlaczego urząd, który wydaje nasze pieniądze, nie potrafi kupować tak, jak kupowałby człowiek wydający pieniądze z własnego portfela?
To nie jest pytanie o jeden telewizor, komputer, monitor, samochód, usługę fotograficzną czy kawałek wyposażenia.
To jest pytanie o cały system wydawania publicznych pieniędzy w całej Polsce.
GDYBY TO BYŁY ICH WŁASNE PIENIĄDZE, TEŻ ZAPŁACILIBY DWA RAZY WIĘCEJ?
Wyobraźmy sobie prostą sytuację.
Przeciętny człowiek chce kupić sprzęt za dziesięć tysięcy złotych. Sprawdza kilka sklepów, porównuje ceny, negocjuje, szuka promocji. Być może po kilkunastu minutach znajduje identyczny produkt za osiem tysięcy.
Dlaczego?
Bo wydaje własne pieniądze.
W urzędzie mechanizm powinien działać jeszcze dokładniej. Przecież urzędnik nie zarządza swoimi pieniędzmi. Zarządza pieniędzmi mieszkańców.
Prawo mówi jasno, iż wydatki publiczne powinny być dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasady uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów oraz optymalnego doboru metod i środków.
Dlatego kiedy na rynku określony produkt kosztuje przykładowo osiem tysięcy złotych, a urząd płaci za porównywalny zakup kilkanaście tysięcy, mieszkańcy mają pełne prawo zapytać:
Co dokładnie uzasadnia tę różnicę?
PONIŻEJ PROGU NIE ZNACZY: MOŻNA ROBIĆ, CO SIĘ CHCE
Od pierwszego stycznia dwa tysiące dwudziestego szóstego roku próg stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych został podniesiony ze stu trzydziestu tysięcy do stu siedemdziesięciu tysięcy złotych.
To oznacza większą swobodę przy wielu mniejszych zakupach.
Ale uwaga.
Brak obowiązku przeprowadzenia pełnego postępowania według Prawa zamówień publicznych nie oznacza zgody na dowolne wydawanie pieniędzy.
Sam Urząd Zamówień Publicznych podkreśla, iż również przy zamówieniach poniżej ustawowego progu należy działać przejrzyście, racjonalnie, z poszanowaniem konkurencji i dbałością o efektywne wydawanie środków publicznych. Nadrzędnym celem ma być wybór najlepszej dostępnej oferty i najlepsza relacja efektu do poniesionych kosztów.
I właśnie tutaj zaczynają się najważniejsze pytania.
DLACZEGO WYBRANO WŁAŚNIE TĘ FIRMĘ?
Jeżeli urząd kupuje coś znacznie drożej od ceny, którą mieszkaniec może znaleźć na rynku, powinien bez problemu pokazać:
kto dokonał rozeznania rynku,
ile ofert porównano,
jakie były ceny konkurencji,
dlaczego wybrano konkretną firmę,
co dokładnie obejmowała cena,
czy sprzęt miał dodatkowe wyposażenie,
ile kosztował montaż,
ile konfiguracja,
ile transport,
ile gwarancja,
oraz kto zatwierdził wydatek.
Jeżeli wszystko jest w porządku, dokumenty powinny zakończyć dyskusję.
Jeżeli natomiast dokumentów nie ma, konkurencji praktycznie nie było, a zamówienia regularnie trafiają do tych samych wykonawców, pytania mieszkańców stają się jeszcze bardziej zasadne.
A MOŻE CHODZI O POLITYCZNE DŁUGI?
I w tym miejscu dochodzimy do najbardziej drażliwego tematu.
Kampanie wyborcze kosztują. Polityka kosztuje. Budowanie zaplecza politycznego kosztuje. Są plakaty, reklamy, materiały, media, organizacja wydarzeń i całe otoczenie ludzi pracujących wokół kandydatów.
Czy późniejsze zamówienia publiczne mogą być formą odwdzięczania się określonym środowiskom?
Bez konkretnych dowodów nie wolno twierdzić, iż tak właśnie się dzieje.
Ale obywatel ma pełne prawo zapytać, czy pomiędzy wykonawcami otrzymującymi samorządowe pieniądze a politykami, komitetami wyborczymi, osobami związanymi z kampaniami albo ich otoczeniem występowały wcześniej relacje biznesowe lub polityczne.
To właśnie przejrzystość jest najlepszą odpowiedzią na takie podejrzenia.
Nie obrażanie mieszkańców.
Nie zasłanianie się procedurami.
Nie mówienie: „wszystko odbyło się zgodnie z regulaminem”.
Tylko dokumenty.
„ZGODNIE Z PROCEDURĄ” NIE ZAWSZE ZNACZY „GOSPODARNIE”
To jedna z najważniejszych rzeczy, o których trzeba mówić.
Zakup może zostać przeprowadzony formalnie zgodnie z wewnętrznym regulaminem, a mimo to pozostawiać pytanie o jego ekonomiczny sens.
Jeżeli ktoś kupił produkt za dwadzieścia tysięcy złotych, który w porównywalnej konfiguracji powszechnie dostępny jest za dziesięć tysięcy, nie wystarczy odpowiedzieć:
„Procedury zostały zachowane”.
Mieszkaniec może wtedy odpowiedzieć:
„Dobrze. Ale dlaczego przepłaciliście?”
Bo ustawa o finansach publicznych nie nakazuje tylko prawidłowo wypełniać dokumentów. Nakazuje wydawać pieniądze celowo i oszczędnie.
TO NIE SĄ PIENIĄDZE PREZYDENTA, BURMISTRZA ANI URZĘDNIKA
O tym samorządowcy bardzo często powinni sobie przypominać.
Pieniądze znajdujące się w budżecie miasta nie są pieniędzmi prezydenta miasta.
Nie są pieniędzmi radnych.
Nie są pieniędzmi urzędników.
To pieniądze pochodzące między innymi z podatków, opłat i innych publicznych dochodów.
Pieniądze mieszkańców.
Dlatego faktura na dwadzieścia tysięcy złotych zamiast dziesięciu tysięcy nie jest niewinną różnicą na papierze.
Te dodatkowe dziesięć tysięcy można było wydać gdzie indziej.
Na drogę.
Na bezpieczeństwo.
Na szkołę.
Na komunikację.
Na pomoc mieszkańcom.
Albo po prostu ich nie wydawać.
MIESZKAŃCY POWINNI PATRZEĆ WŁADZY NA RĘCE
Nie chodzi o to, aby w każdym zakupie doszukiwać się przestępstwa.
Chodzi o coś dokładnie odwrotnego.
O wymuszenie takich standardów przejrzystości, aby nie trzeba było się niczego domyślać.
Jeżeli samorząd kupuje produkt, który kosztuje znacznie więcej od jego normalnej ceny rynkowej, powinien potrafić w kilku zdaniach wyjaśnić różnicę i pokazać dokumenty.
Jeżeli wykonawca jest najlepszy — pokażcie porównanie.
Jeżeli cena jest wyższa z powodu montażu — pokażcie koszt montażu.
Jeżeli sprzęt ma inną konfigurację — pokażcie specyfikację.
Jeżeli wpłynęły trzy oferty — pokażcie trzy oferty.
Jeżeli tylko jedna firma mogła wykonać zamówienie — wyjaśnijcie dlaczego.
Publiczne pieniądze wymagają publicznego rozliczenia.
TRUJĄCE STRĄKI NA PROMENADZIE W ŚWINOUJŚCIU. Kto odpowiada za bezpieczeństwo? Czas je usunąć, zanim dojdzie do nieszczęścia
OBIETNICE WYBORCZE MOŻNA ZAPOMNIEĆ. O WYDATKACH NIE WOLNO ZAPOMINAĆ
Po wyborach bardzo łatwo zapomina się o obietnicach.
Trudniej powinno być zapomnieć o fakturach.
Każda złotówka wydana przez samorząd powinna być możliwa do obrony przed mieszkańcami.
Dlatego zamiast przyjmować kolejne zakupy jako coś oczywistego, pytajmy:
Ile kosztuje ten produkt na rynku?
Dlaczego urząd zapłacił właśnie tyle?
Kto wybrał wykonawcę?
Ile ofert sprawdzono?
Czy wykonawca miał wcześniej jakiekolwiek związki z osobami prowadzącymi kampanie wyborcze lokalnych polityków?
Czy te same firmy regularnie otrzymują kolejne zlecenia?
To nie jest polityczne polowanie.
To jest kontrola społeczna.
A politycy, którzy naprawdę nie mają niczego do ukrycia, powinni być jej największymi zwolennikami.
Bo najlepszą odpowiedzią na podejrzenia nie jest oburzenie.
Najlepszą odpowiedzią jest faktura, porównanie ofert i pełna jawność.
I właśnie dlatego mieszkańcy powinni patrzeć samorządom na ręce.
Bo gdy polityk wydaje własne pieniądze, może choćby przepłacić dziesięć razy.
Ale kiedy wydaje nasze pieniądze, ma obowiązek wytłumaczyć każdą złotówkę.
PESEL W PRYWATNEJ CHMURZE? TELEFONY URZĘDNIKÓW POD LUPĄ. PYTAMY JOANNĘ AGATOWSKĄ O CYBERBEZPIECZEŃSTWO ŚWINOUJŚCIA

Urzędy kupują sprzęt i usługi za kwoty znacznie wyższe niż ceny rynkowe. Skąd biorą się takie różnice i kto powinien kontrolować wydawanie pieniędzy mieszkańców? AI

1 godzina temu












![„W niedzielę po kościele” o miłości do Kurpi. Agnieszka Zielewicz gościła w ostrołęckim muzeum [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/797229499_3499686103537903_2955214413694182414_n.jpg)

![Futsal. Udana premiera Constractu Olsztyn w "Małej Arenie" [ZDJĘCIA]](https://static.olsztyn.com.pl/static/articles_photos/47/47944/7eba4e79ba3f22f5dd2a31b31d214dd6.jpg)

