Przez to całe referendum należytej uwadze umykają inne kwestie ważne dla miasta i regionu. Świat nie zatrzymuje się w miejscu, dlatego dziś nie o referendum, a o S7, którego jak już wieszczyliśmy w „(Nie) politycznym Krakowie” nie będzie. Przynajmniej na razie.
Gdy nad Krakowem unosił się polityczny kurz referendum, do naszego miasta, bardzo przyzwoitą drogą od strony Warszawy, nadjechał minister infrastruktury Dariusz Klimczak. Minister postanowił pochylić się nad losem zainteresowanych budową S7 z Krakowa do Myślenic, czyli w gruncie rzeczy nas wszystkich, i orzekł, iż krakowski oddział Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad nie będzie się już zajmował projektowaniem nowego przebiegu trasy, bo lepiej zrobi to jednostka w Warszawie. Słowom ministra przyklasnął wojewoda Krzysztof Klęczar, który stwierdził, iż z konsultacji społecznych płyną jednoznaczne sygnały, iż zaprezentowane sześć wariantów S7 jest nie do zaakceptowania.
Rzeczywiście, krakowski oddział GDDKiA zrobił wiele, by przekonać obserwatorów, iż w konkursie nieudolnych procedur zająłby drugie miejsce i to tylko z powodu własnej nieudolności. Postanowił więc najpierw przestraszyć sporą grupę mieszkańców powiatów wielickiego, myślenickiego i krakowskiego oraz samego Krakowa potencjalnym przebiegiem drogi przez ich salon i łazienkę, po czym rozpoczął konsultacje, pytając jak się to ludziom podoba. Zaskoczenia nie było. Nie podobało się. Zaczęły się protesty, blokowanie przejazdu Zakopianką, noszenie trumien pod siedzibę Dyrekcji. Generalnie, elementarz protestów bardzo wkurzonych ludzi.
Ich głos był na tyle donośny, iż został usłyszany w Warszawie, stąd decyzja ministra. Czy ona przybliża powstanie nowej drogi? Nie, co najwyżej może ten proces usprawnić. Usprawnienie polegałoby na tym, iż zostałby wybrany jeden wariant drogi, który byłby następnie realizowany. Plus takiego rozwiązania to samo powstanie drogi. Najważniejsze minusy: drogę będą projektować w Dyrekcji w Warszawie, gdzie siłą rzeczy realia południa Małopolski są znane słabiej, a to z kolei może doprowadzić do błędów i uproszczeń. Przede wszystkim jednak, jeżeli droga ma powstać, to przesiedlenia i wyburzenia są konieczne. Musi za nimi stanąć autorytet, a w jego braku, siła państwa i nie łatwo będzie znaleźć decydenta, który podejmie się, by po nią sięgnąć, to bowiem oznaczać będzie najpewniej przegrane wybory.
Mówiąc wprost, jeżeli będzie S7 po nowym śladzie, to będą wyburzenia. Ale tego nikt nie chce powiedzieć głośno. Zostają więc domysły. Pierwszy jest taki, iż powstanie jedna propozycja zamiast sześciu, co zdenerwuje o wiele mniej osób. Ale to tylko domysł, nie wiemy bowiem czy warszawska GDDKiA nie przedstawi ośmiu lub dwudziestu ośmiu wariantów drogi. Drugi pozostało ciekawszy, a jego autorem jest prezydent Aleksander Miszalski, który po decyzji ministra Klimczaka oświadczył: „Zrobione. S7 nie będzie przebiegało przez południe Krakowa”. Retoryka charakterystyczna dla czasów referendum odwoławczego ma zostać przez odbiorców przeczytana w ten sposób: oto zabiegi ze strony prezydenta sprawiły, iż nowa droga nie pobiegnie przez Kraków. Tylko, iż nikt czegoś takiego nie powiedział. Powiedziano, iż dotychczasowe warianty nie zyskały akceptacji społecznej i trzeba szukać innych. Tylko czy rzeczywiście należy uważać, iż ominą one największe miasto w ciągu nowej drogi? Należy powątpiewać. Jednak zagranie iż strony prezydenta jest retorycznie interesujące obrazuje bowiem porzekadło, iż problemy dzielą się na takie które rozwiązują się same i takie, których rozwiązać się nie da. Minister infrastruktury zrobił więc co prezydent chciał usłyszeć (problem rozwiązał się sam), ale GDDKiA może znów rozpocząć wytyczanie drogi od Krakowa (problemu rozwiązać się nie da).
Niezależnie od tych oczywistych złośliwości za wydłużeniem drogi do finału w postaci powstania lub niepowstania drogi Kraków-Myślenice stoją realne lęki, a być może w przyszłości dramaty, ludzi zamieszkałych w jej ciągu, oraz pieniądze nas wszystkich. Duża część pracy Dyrekcji w Krakowie nie zostanie pewnie uwzględniona, a za nową pracę trzeba będzie zapłacić. Nie z kieszeni GDDKiA w Krakowie, tylko w Warszawie. Tylko, iż to i tak jedna i ta sama kieszeń- kieszeń, w której leży Państwa portfel. Póki co, jest wędrującą kreską na mapie, a już S7 Kraków-Myślenice to nasza bardzo droga droga. Pod każdym względem.
Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

3 godzin temu












![Wyjątkowy koncert "Dla Ciebie Polsko" w Muzeum Żołnierzy Wyklętych w Ostrołęce [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/641705205_1456061616115301_2226097463849105750_n.jpg)