Rząd szykuje rewolucję w opłatach. Doliczą dodatkową opłatę za każdy kilogram odpadów

1 godzina temu

Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowało projekt nowelizacji ustawy, który gruntownie zmieni sposób płacenia za śmieci. Opłaty mają zależeć od masy wyrzucanych odpadów i jakości segregacji. Gminy dostaną prawo do weryfikacji deklaracji, a mieszkańcy – szansę na ulgi za kompostowanie. choćby w blokach.

Fot. Shutterstock

Płacisz za kilogramy, nie za ilość osób czy za nieruchomość

W dużych miasta np. w Warszawie, opłaty za odpady dokonuje się za nieruchomość. Nieważne ile osób mieszka w mieszkaniu czy domu, opłata zawsze jest taka sama. Jednak nie w całej Polsce tak jest – większość gmin nalicza opłaty za śmieci według prostej zasady: ile osób w mieszkaniu, tyle razy płacisz stawkę. Prowadził to do absurdów, bo nikt nie sprawdza ile osób mieszka w danym mieszkaniu. W praktyce singiel płacił tyle samo co samotny senior, a rodzina 2+4 tyle samo co para bezdzietna, bo ci piersi po prostu zapomnieli zaktualizować stanu osobowego.

Nowy projekt zakłada, iż gminy będą mogły uzależnić wysokość opłat od rzeczywistej masy wytwarzanych śmieci. jeżeli wyrzucasz 20 kg odpadów miesięcznie, zapłacisz mniej niż sąsiad, który produkuje 50 kg. To proste i sprawiedliwe – przynajmniej w teorii.

Ministerstwo zapewnia, iż celem jest „zwiększenie skuteczności, przejrzystości i sprawiedliwości systemu” oraz zachęcenie mieszkańców do dokładniejszej segregacji. Bo od tego też będzie zależała wysokość rachunku. Nie da się ukryć, iż system zmotywuje do kompostowania i zanoszenia butelek do butelkomatów.

Sortownia oceni twoją segregację

Kluczowa nowość: gminy będą mogły weryfikować jakość segregacji już w sortowniach. jeżeli śmieci z danej nieruchomości są stale źle posegregowane – plastik leci do papieru, szkło do zmieszanych – samorząd nałoży wyższą, karną stawkę.

Czyżby pracownicy firmy odbierającej odbady mieli chodzić z lupą i sprawdzać każdy worek? Niekoniecznie. System ma działać na poziomie całych budynków lub ulic. Sortownia sprawdzi odpady z konkretnego rejonu, a jeżeli znajdzie masowe błędy, gmina podniesie opłaty dla wszystkich mieszkańców tego obszaru.

To może być problem w blokach – jeden niedbały sąsiad wyrzucający wszystko do jednego worka może podnieść rachunki całej klatce. Teraz też tak jest, ale ciężej wykryć sprawcę. Ministerstwo milczy, jak rozwiązać ten problem.

Opłata stała i zmienna – nowy model rozliczeń

Projekt przewiduje podział opłat na część stałą i zmienną. Część stała pokrywa koszty funkcjonowania systemu – wywóz, sortownie, PSZOK-i, administracja. To płacą wszyscy, niezależnie od tego, ile śmieci produkują.

Część zmienna zależy od masy wyrzuconych odpadów. Im więcej śmieci, tym wyższy rachunek. To ma motywować do ograniczania konsumpcji i lepszej segregacji – im więcej odpadów da się przetworzyć, tym mniejsze koszty dla gminy i mieszkańców.

Gminy nie będą zobowiązane do wprowadzenia tego systemu – nowelizacja daje im możliwość, ale nie nakazuje. Każdy samorząd zdecyduje, czy opłaca mu się inwestycja w wagi i system monitoringu.

Sprawdzą cię przez wodę

Ministerstwo zna problem zaniżania liczby mieszkańców w deklaracjach. Oficjalnie w mieszkaniu mieszka jedna osoba, a w praktyce cztery. Gminy dotychczas miały „ograniczone narzędzia” weryfikacji.

Teraz dostaną dostęp do danych z przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych. jeżeli ktoś zgłasza, iż mieszka sam, ale zużywa 15 mł wody miesięcznie, gmina będzie mogła to sprawdzić i naliczyć odpowiednią opłatę.

To rozwiązanie budzi kontrowersje. Z jednej strony uszczelnia system i karze oszustów. Z drugiej – rodzi pytania o ochronę danych osobowych i inwigilację. Ministerstwo tłumaczy, iż chodzi tylko o weryfikację deklaracji, nie o masową kontrolę mieszkańców.

Kompostownik w bloku – ulga dla wspólnot

Jedna z najciekawszych nowości to możliwość ulgi za kompostowanie bioodpadów również w budynkach wielorodzinnych. Dotychczas przywilej ten przysługiwał tylko właścicielom domów jednorodzinnych.

Warunkiem jest zgoda mieszkańców oraz zapewnienie prawidłowego użytkowania kompostownika. Obowiązek organizacji spoczywa na właścicielu nieruchomości – czyli zwykle wspólnocie mieszkaniowej lub spółdzielni.

W praktyce oznacza to, iż wspólnota musi postawić kompostownik na terenie osiedla, zorganizować instruktaż dla mieszkańców, kontrolować, czy nikt nie wrzuca tam plastiku czy mięsa, i dbać o higienę. To kosztuje i wymaga zaangażowania.

Ale dla dużych bloków może się opłacać. Bioodpady stanowią około 30-40% masy śmieci z gospodarstw domowych. jeżeli wspólnota przekona mieszkańców do kompostowania, może znacząco obniżyć rachunki za wywóz.

Czy sąsiedzi się dogadają?

Problem w tym, iż kompostownik wymaga współpracy. Wystarczy, iż kilka osób zacznie wrzucać tam plastikowe torby z obierkami albo resztki mięsa, i cały system przestanie działać. Kompost się zepsuje, zaśmieci, zacznie cuchnąć.

Spółdzielnie i wspólnoty obawiają się, iż staną się zakładnikami najbardziej niedbałych lokatorów. Ministerstwo zaleca „nadzór nad prawidłowym użytkowaniem”, ale kto ma to kontrolować? Zarządca? Wolontariusze?

Jeśli system się sprawdzi, może być przełomem. jeżeli nie – będziemy mieli śmierdzące kompostowniki na osiedlach i kolejne konflikty sąsiedzkie.

Ulgi dla seniorów, niepełnosprawnych i szewców

Projekt poszerza katalog ulg w opłatach za śmieci. Gminy będą mogły zwolnić z części opłat:

  • Osoby starsze – szczególnie samotne, które produkują mało odpadów
  • Osoby niepełnosprawne – z uwzględnieniem ich sytuacji materialnej
  • Osoby w trudnej sytuacji życiowej i materialnej – bezrobotni, rodziny wielodzietne
  • Drobni przedsiębiorcy – szewcy, punkty dorabiania kluczy, małe zakłady rzemieślnicze

Ten ostatni punkt to nowość. Dotychczas drobni rzemieślnicy płacili jak firmy – często wielokrotność stawek dla gospodarstw domowych. Szewc wynajmujący mały lokal mógł płacić kilkaset złotych miesięcznie za śmieci, mimo iż produkował ich kilka więcej niż przeciętna rodzina.

Ministerstwo zauważa, iż takie firmy działają „lokalnie na małą skalę” i ich opodatkowanie śmieciami powinno być proporcjonalne do rzeczywistej masy odpadów. To może pomóc małym przedsiębiorcom, którzy narzekają na wysokie koszty działalności.

Czy to koniec niesprawiedliwych opłat?

Projekt brzmi obiecująco, ale diabeł tkwi w szczegółach. Główne pytania:

Kto zapłaci za wagi i monitoring? System ważenia śmieci wymaga infrastruktury – wagi w śmieciarkach, czytniki przy pojemnikach, oprogramowanie. To kosztuje. Gminy prawdopodobnie przerzucą te koszty na mieszkańców w ramach „opłaty stałej”.

Czy weryfikacja w sortowniach będzie sprawiedliwa? jeżeli sortownia stwierdzi, iż z danej ulicy przyszły źle posegregowane śmieci, czy wszyscy mieszkańcy zapłacą karę? Czy będzie możliwość odwołania?

Co z blokami, gdzie segregacja jest wspólna? Jeden niedbały sąsiad może zepsuć statystyki całej klatki. Kto za to odpowie? Zarządca? Wspólnota? A może wszyscy lokatorzy solidarnie?

Czy dane z wodociągów nie naruszają prywatności? Gmina będzie wiedziała, ile wody zużywa każde gospodarstwo. To daje obraz trybu życia mieszkańców. Czy takie dane są bezpieczne?

Samorządy mają wątpliwości

Projekt trafił do konsultacji jesienią 2025 roku. Samorządy zgłaszają obawy, iż nowe przepisy przyniosą więcej problemów niż korzyści.

Koszt wdrożenia może być ogromny. Małe gminy nie mają pieniędzy na inteligentne pojemniki z wagami i systemami kontroli dostępu. Mogą zostać zmuszone do podwyżek opłat tylko po to, żeby sfinansować nową infrastrukturę.

Ryzyko nielegalnego wyrzucania śmieci. jeżeli opłaty zaczną zależeć od masy, pojawi się pokusa, żeby część śmieci wyrzucić gdzieś indziej – do lasu, na działkę, do cudzego pojemnika. Przed 2013 rokiem, gdy system był podobny, Polska miała problem z dzikimi wysypiskami.

Konflikty w blokach. System odpowiedzialności zbiorowej nigdy nie działał dobrze. jeżeli cała klatka płaci karę za jednego niedbałego sąsiada, rodzi to frustrację i napięcia między lokatorami.

Kiedy wejdzie w życie?

Projekt jest na etapie konsultacji. Ministerstwo planowało przyjęcie przez rząd w 4 kwartale 2025 roku. jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowe przepisy mogą zacząć obowiązywać w 2026 roku.

Ale to nie znaczy, iż od razu wszystko się zmieni. Gminy dostaną czas na wdrożenie – muszą zmienić uchwały, kupić sprzęt, przebudować system rozliczeń. W praktyce pierwsze opłaty według nowych zasad mogą pojawić się dopiero w 2027 roku, i to tylko w tych gminach, które zdecydują się na zmiany.

Bo to właśnie gminy mają ostatnie słowo. Ministerstwo daje narzędzia, ale nie nakazuje ich używania. Każdy samorząd sam zdecyduje, czy opłaca mu się rewolucja, czy woli zostać przy starym systemie.

Jedno jest pewne: debata o śmieciach będzie gorąca. I nie tylko w kompostownikach.

Idź do oryginalnego materiału