Potrzebujemy 6 mln min, aby zabezpieczyć granicę z państwami, które mogą dokonać na nas agresji. Możliwości produkcyjne mamy jednak znacznie mniejsze. Miny produkuje tylko jedna firma – czytamy w środowym wydaniu „Rzeczpospolitej”.
Są nią Bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne Belma, które dostały pona 311 mln zł na zwiększenie zdolności produkcyjnych min do 1,2 mln rocznie. Jednak zdaniem analityków Instytutu Wschodniej Flanki, na których powołuje się „Rz”, zapotrzebowanie Polski to ok. 5-6 mln sztuk.
Zdaniem autorów raportu IWF „Współczesna wojna minowa. Doświadczenia ukraińskie oraz wyzwania dla Polski i regionu po wyjściu z Traktatu Ottawskiego”, zróżnicowanie systemów minowania oraz fakt, iż czas użycia min jest ograniczony, sprawiają, iż jednorazowy zakup nie jest rozwiązaniem problemu. Byłaby nim natomiast zdywersyfikowana produkcja na terenie kraju. Jak czytamy w „Rz”, zapewniałaby bezpieczeństwo dostaw, a konkurencja pomiędzy wytwórcami gwarantowałaby rozsądną cenę.
Największymi zapasami min lądowych na świecie dysponuje Rosja. Ma ich ok. 26,5 mln sztuk. I wykorzystuje je na skalę masową.
AB, PAP

2 godzin temu










