
Aż trudno uwierzyć, ale za nami już ponad 9 lat hossy na rynku uranu. W tym czasie spółki uranowe notowały wzrosty choćby po kilka tysięcy procent. Choć brzmi to jak opis rynku, którego lepiej teraz nie dotykać, wiele czynników przemawia za tym, iż jest zupełnie odwrotnie. Zapraszam Was na materiał, z którego dowiecie się, dlaczego jest to jeden z najciekawszych momentów na rynku uranu w historii.
Rynek uranu: rosnący popyt i deficyt podaży
Zacznijmy sobie od tego, iż krótko przypomnę czym jest uran i dlaczego ten surowiec jest w ogóle warty uwagi z perspektywy inwestora.
W dużym skrócie ]]>uran jest surowcem energetycznym]]> wykorzystywanym jako paliwo w elektrowniach jądrowych. Choć ma on też oczywiście inne zastosowania, np. w sektorze zbrojeniowym, to zdecydowaną większość globalnego popytu na uran stanowią reaktory jądrowe.
Elektrownie jądrowe mają wiele zalet, którymi nie mogą pochwalić się inne tradycyjne źródła energii. Energia produkowana w reaktorach jest tania, jest jej bardzo dużo i przede wszystkim jest stabilna, czego kompletnie nie można powiedzieć o energii z paneli fotowoltaicznych czy farm wiatrowych.
Te zalety w ostatnich latach są coraz bardziej dostrzegane przez poszczególne kraje, jak i największe firmy technologiczne na świecie. Wspólnym mianownikiem jest tutaj bezpieczeństwo energetyczne. Zarówno z punktu widzenia państw, jak i korporacji, atom jawi się jako idealne źródło energii, które umożliwi im stabilny rozwój w kolejnych latach.
Dlatego dziś sytuacja wygląda następująco:
- część krajów, które wcześniej deklarowały odejście od reaktorów, wycofuje się z tych planów,
- nie brakuje państw, które deklarują budowę nowych jednostek,
- starym reaktorom znacząco wydłuża się okres eksploatacji,
- a wyłączone przed laty reaktory przywracane są do pracy.
Ważną rolę w kwestii restartów reaktorów odgrywają wspomniane wcześniej firmy technologiczne. ]]>BigTechy, takie jak Microsoft czy Google podpisują wieloletnie umowy na odbiór energii jądrowej]]>, co daje operatorom elektrowni pewność przychodów. Bez takich kontraktów wznawianie pracy w wyłączonych wcześniej jednostkach postępowałoby znacznie wolniej.
Warto w tym miejscu dodać, iż równolegle do globalnego trendu, jakim jest powrót do konwencjonalnych reaktorów, na znaczeniu zyskuje technologia tzw. SMR-ów, czyli małych reaktorów modułowych.
Na chwilę obecną mówimy jednak o prototypach, które do komercyjnego użytku miałyby przejść dopiero w kolejnych latach. Tym niemniej, jest to technologia bardzo obiecująca, która z pewnością znacząco zwiększyłaby popyt na paliwo jądrowe.
Jak zatem widzicie, od strony zapotrzebowania na uran, kolejne lata prezentują się bardzo atrakcyjnie. Naturalnie jednak rodzi się pytanie, jak wygląda sytuacja od strony dostępności tego surowca w perspektywie następnych lat.
Bez owijania w bawełnę powiem, iż pod kątem podaży uranu na rynku sytuacja wygląda równie dobrze z perspektywy inwestora. Dość powiedzieć, iż przez blisko dekadę bessy, która trwała od połowy 2007 do listopada 2016 roku, branża spółek wydobywających uran została zdziesiątkowana. Istotną rolę w tym okresie odegrała katastrofa jądrowa w Fukushimie, do której doszło w marcu 2011 roku. Była ona momentem zwrotnym. Wydarzeniem, które na lata zepchnęło uran i energetykę jądrową na margines. Kapitał omijał szerokim łukiem branżę uranową. Przetrwały tylko najlepiej zarządzane spółki. Najbardziej rentowne projekty. Albo po prostu firmy, które na potęgę drukowały akcje i w ten sposób pokrywały koszty swojej działalności.
Aktualnie zatem branża uranowa nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu na uran, które przewidywane jest na kolejne lata. Według prognoz Goldman Sachs, skumulowany deficyt surowca na rynku do 2035 roku ma wynieść 350 mln funtów uranu.
Aby dać Wam jakiś punkt odniesienia, w 2025 roku w ujęciu globalnym wydobyto łącznie ok. 180 mln funtów uranu. Innymi słowy, do końca 2035 roku przewiduje się skumulowany deficyt na poziomie niemal dwukrotności rocznej globalnej produkcji tego surowca.
Jeszcze ciekawiej wyglądają przewidywania do 2045 roku. Według Goldman Sachs skumulowany deficyt wyniesie ponad 1,9 mld funtów uranu, czyli ponad 10 razy tyle, ile wyniosła całkowita produkcja uranu w 2025 roku.
Oczywiście do tak odległych szacunków należy podchodzić z dystansem, natomiast najważniejszy jest fakt, iż rynek uranu jest daleki od tego aby wejść w stan równowagi popytu i podaży, nie wspominając już o ewentualnej nadwyżce surowca. I to jest główny argument, który przemawia za inwestycją w aktywa powiązane z uranem na kolejne lata.
Czytaj dalej: ]]>Rynek uranu wysyła sygnał, którego prawie nikt nie widzi]]>
]]>Czym jest wskaźnik cena/sprzedaż (P/S)? Jakie są jego wady i zalety?]]>
Autor: ]]>Konrad Pietruszka]]>













