Rosyjski senator atakuje Tuska. Nord Stream znów boli Kreml

dzienniknarodowy.pl 7 godzin temu
Zdjęcie: Rosyjski senator atakuje Tuska. Nord Stream znów boli Kreml


Rosyjski senator Władimir Dżabarow 21 sierpnia uderzył w Donalda Tuska po jego słowach o zatrzymaniu Wołodymyra Żurawlowa w sprawie Nord Streamu. Padła obelga pod adresem polskiego premiera, a Kreml dorzucił własny komunikat. Dla Polski sedno jest proste: ten gazociąg był narzędziem rosyjsko-niemieckiej gry.

Kremlowska nerwowość po słowach Tuska

Rosja zareagowała wściekłością na wypowiedź Donalda Tuska o sprawie Nord Streamu. Jak podał Polsat News, senator Rady Federacji Władimir Dżabarow powiedział o polskim premierze, iż ma "nie po kolei w głowie". To nie był tylko personalny atak. To była klasyczna kremlowska metoda: obrazić polskiego polityka, a przy okazji uderzyć w polskie stanowisko wobec Nord Streamu.

Według relacji Polsatu Dżabarow zarzucił Tuskowi obronę osób odpowiedzialnych za sabotaż i przekonywał, iż Polska była przeciwna gazociągowi z powodu utraconych pieniędzy za tranzyt. Tak mówi rosyjski polityk, gdy brakuje mu argumentu politycznego. Z punktu widzenia Warszawy Nord Stream od początku był problemem bezpieczeństwa, nie sporem o opłaty.

Dziennik Narodowy wielokrotnie pisał, iż Rosja traktuje energetykę jako narzędzie nacisku. W przypadku Nord Streamu ten mechanizm był wyjątkowo czytelny: rosyjski gaz miał płynąć do Niemiec z pominięciem regionu, który najlepiej rozumiał imperialną naturę Moskwy.

Nord Stream był ciosem w Europę Środkową

Tusk powiedział w czwartek, iż wstydzić powinni się ci, którzy gazociąg zbudowali, a nie ci, którzy go unieruchomili. Można spierać się z premierem w dziesiątkach spraw, ale w tej diagnozie pobrzmiewa elementarna polska racja stanu. Nord Stream był projektem, który wzmacniał Rosję i obniżał bezpieczeństwo państw między Berlinem a Moskwą.

Tu kończy się partyjna przepychanka, a zaczyna twardy realizm. Polska prawica nie musi bronić Tuska jako polityka, by powiedzieć jasno: rosyjskie moralizowanie w sprawie Nord Streamu brzmi jak kpina. Kreml najpierw latami budował energetyczną zależność Europy od własnego gazu, potem rozpętał pełnoskalową wojnę przeciw Ukrainie, a dziś próbuje występować w roli strażnika europejskiej infrastruktury.

To samo państwo codziennie testuje odporność Zachodu. Gdy Rosja uderza na Ukrainę, Polska musi myśleć nie kategoriami wygody Berlina, ale kategoriami własnego bezpieczeństwa, gospodarki i suwerenności.

Podejrzany, nie skazany

Sprawa ma jednak także wymiar prawny. Niemiecka prokuratura federalna poinformowała, iż 19 sierpnia w Puli w Chorwacji zatrzymano obywatela Ukrainy oznaczonego jako Vladimir Z. na podstawie europejskiego nakazu aresztowania z 3 czerwca 2024 roku. Według niemieckich śledczych mężczyzna jest zawodowym nurkiem i miał uczestniczyć w grupie, która we wrześniu 2022 roku podłożyła ładunki przy rurociągach Nord Stream 1 i Nord Stream 2 w pobliżu Bornholmu.

To są zarzuty, nie wyrok. W polskim tekście trzeba to rozróżniać, bo państwo prawa nie polega na wydawaniu wyroków w mediach, choćby jeżeli sama sprawa ma ogromny wymiar geopolityczny. Niemiecka prokuratura twierdzi, iż eksplozje z 26 września 2022 roku poważnie uszkodziły oba gazociągi. Obrona i sądy będą oceniać dowody.

Dla Polski ważne jest coś jeszcze: Warszawa nie powinna pozwolić, by niemieckie postępowanie zamieniło się w polityczny spektakl rozmywający odpowiedzialność za samą budowę Nord Streamu. Bo pytanie nie brzmi wyłącznie, kto wysadził rury. Pytanie brzmi także, kto przez lata uzależniał Europę od gazu państwa, które otwarcie traktowało energię jak broń.

Rosyjska obelga odsłania prawdziwy spór

Reakcja Dżabarowa i Pieskowa pokazuje, iż Moskwa doskonale wie, gdzie leży nerw sprawy. Nord Stream był dla niej symbolem wpływu na Zachód. Gdy ten symbol stał się wrakiem na dnie Bałtyku, Kreml stracił nie tylko infrastrukturę, ale też część narzędzia politycznej presji.

Dlatego rosyjscy politycy tak chętnie obrażają Polaków i polskie władze. Chcą wmówić Europie, iż sprzeciw Warszawy wobec rosyjsko-niemieckiego gazociągu był prowincjonalną zawiścią. Był czymś odwrotnym: trzeźwą oceną zagrożenia, którą Berlin zlekceważył z powodów biznesowych i ideologicznych.

Rząd Donalda Tuska w wielu obszarach zasługuje na twardą krytykę. Ale gdy Moskwa atakuje polskie stanowisko w sprawie Nord Streamu, odpowiedź powinna być ponadpartyjna: Polska miała rację. Gazociąg omijający nasz region był wymierzony w bezpieczeństwo Europy Środkowej, a rosyjskie połajanki tego faktu nie przykryją.

Źródło: Polsat News, Generalbundesanwalt beim Bundesgerichtshof, Associated Press.

Źródło: Polsat News

Idź do oryginalnego materiału