Robił wszystko, czyli nic konkretnego. Wizerunkowa ofensywa Nawrockiego

15 godzin temu
Zdjęcie: Nawrocki


Protesty rolników przeciwko umowie handlowej Mercosur stały się w Warszawie nie tylko demonstracją społecznego gniewu, ale też sceną politycznego teatru. Na placu Defilad pojawiły się hasła o bezpieczeństwie żywnościowym i „zalewie niekontrolowanej żywności”, a ulicami stolicy ruszył marsz. W tym samym czasie Pałac Prezydencki zadbał, by kamery zdążyły wcześniej na spotkanie z rolnikami. Prezydent Karol Nawrocki miał bowiem — jak relacjonują jego urzędnicy — „jednoznacznie opowiedzieć się po stronie protestujących”.

W tej historii najciekawsze nie jest jednak samo spotkanie, ale sposób, w jaki opowiadają o nim prezydenccy współpracownicy. Rzecznik kancelarii Rafał Leśkiewicz zapewniał, iż Nawrocki „robił wszystko przez ostatnie kilka miesięcy, a jest prezydentem dopiero od 6 sierpnia, aby ta umowa nie została podpisana”. Trudno o zdanie bardziej symptomatyczne: dużo patosu, mało konkretu. „Robił wszystko” brzmi efektownie, ale w polityce zagranicznej oznacza zwykle serię rozmów, które nie zawsze przekładają się na realne decyzje.

Leśkiewicz wyliczał więc spotkania z Emmanuelem Macronem i Giorgią Meloni, sugerując, iż Francja „nie zamierza zatwierdzić umowy”, a Włochy mogą dołączyć do mniejszości blokującej. To narracja budująca obraz prezydenta-dyplomaty, który rzekomo samotnie ratuje polskie rolnictwo, podczas gdy rząd „ogranicza się do deklaracji”. Tyle iż podobne deklaracje słyszeliśmy już wielokrotnie — i zwykle okazywały się one elementem krajowej gry politycznej, nie skuteczną strategią w Brukseli.

Urzędnicy Pałacu idą dalej. Minister Mateusz Kotecki przypomniał o „prezydenckiej inicjatywie w sprawie ochrony polskiej wsi”, która „od 150 dni czeka w parlamencie”. To kolejny element wizerunkowej układanki: prezydent jako aktywny legislator, blokowany przez złych posłów. Problem w tym, iż sama obecność projektu w Sejmie nie rozwiązuje żadnego z problemów, o których mówią dziś rolnicy na ulicach Warszawy. Jest raczej wygodnym alibi.

Najbardziej uderza rozdźwięk między słowami a realnym wpływem. Prezydent „apeluje o większą aktywność rządu i MSZ”, ale sam — zgodnie z konstytucją — nie prowadzi negocjacji handlowych. Może wspierać, może rozmawiać, ale nie decyduje. Tymczasem z relacji jego urzędników wynika, jakby to Pałac Prezydencki był głównym ośrodkiem sprawczym, a rząd jedynie przeszkodą.

Rolnicy, którzy po spotkaniu ruszyli na ulice, przyjęli te deklaracje z nadzieją. „Pan prezydent wyraził poparcie dla dzisiejszego protestu i podtrzymał swoje stanowisko sprzeciwu wobec procedowania umowy” — mówił Damian Murawiec. Trudno się dziwić: w sytuacji frustracji każde wsparcie z najwyższego szczebla władzy ma znaczenie symboliczne. Pytanie jednak, czy symbolika wystarczy.

Cała opowieść o prezydenckim zaangażowaniu wygląda jak nieudolna próba budowania wizerunku Nawrockiego jako „obrońcy wsi” — na tle protestów, kamer i ostrych haseł. Urzędnicy Pałacu mówią dużo, gwałtownie i głośno, jakby bali się, iż bez ich narracji prezydent zniknie z politycznego kadru. Tymczasem rolnicy nie potrzebują kolejnych zapewnień o „robieniu wszystkiego”. Potrzebują realnych decyzji na poziomie unijnym i spójnej polityki państwa. A tej nie da się zastąpić konferencją prasową ani listą spotkań, choćby jeżeli brzmi ona imponująco.

Idź do oryginalnego materiału