Rekordowe cztery miliony Krzysztofa Stanowskiego

bejsment.com 12 godzin temu

Krzysztof Stanowski, dziennikarz i twórca internetowy, przekazał do Państwowej Komisji Wyborczej podpisy wymagane do rejestracji swojej kandydatury w wyborach prezydenckich. Jak poinformował, udało mu się zebrać dokładnie cztery miliony podpisów w zaledwie cztery dni.

– To rekord, żaden inny kandydat choćby się nie zbliżył do takiej liczby – zaznaczył.

Mimo tego sukcesu Stanowski przyznał, iż jego głównym celem nie jest zdobycie urzędu prezydenta, ale udział w debacie prezydenckiej organizowanej przez Telewizję Polską. – Jednym z największych wyzwań jest teraz przekonanie ludzi, by na mnie nie głosowali – stwierdził z przymrużeniem oka.

Siła internetu

Stanowski podkreślił, iż tak spektakularny wynik zawdzięcza przede wszystkim mobilizacji swojej społeczności internetowej. – Internet to ogromna siła. Moje półtora miliona subskrybentów przełożyło się na cztery miliony podpisów. Jestem z tego bardzo dumny – powiedział.

Kampania poparcia była prowadzona głównie w mediach społecznościowych. Gdy ogłoszono, iż zebrano milion podpisów, internauci postanowili nie poprzestawać i zmobilizowali się jeszcze bardziej, by przebić wyniki innych znanych polityków, jak Rafał Trzaskowski czy Karol Nawrocki.

Podpisy napływały nie tylko z Polski, ale i z zagranicy. – Wczoraj odebrałem przesyłkę z czterema podpisami z Japonii – zdradził kandydat.

„Nie chcę żadnych głosów”

Zapytany o dalsze plany, Stanowski zaznaczył, iż jego celem było wyłącznie zebranie podpisów. – Teraz największym wyzwaniem będzie zniechęcenie czterech milionów osób do oddania na mnie głosu. Ja naprawdę nie chcę głosów – powtórzył.

Zaznaczył jednak z uśmiechem, iż może nie być to łatwe, ponieważ – jak sam mówi – „jest fajnym człowiekiem, któremu trudno odmówić zaufania”.

Czy to żart?

Gdy dziennikarze zapytali go, czy jego kandydatura to forma żartu, odpowiedział:

– Na początku rzeczywiście się nad tym zastanawiałem, ale patrząc na obecny krajobraz polityczny, wydaje mi się, iż nie jestem choćby w czołówce kandydatów traktujących wybory z przymrużeniem oka.

W żartobliwym tonie wymienił kilku innych uczestników wyścigu prezydenckiego: Szymona Hołownię, Rafała Trzaskowskiego, Karola Nawrockiego, a także Sławomira Mentzena czy Grzegorza Brauna.

– Gdyby to była trasa stand-upowa, hale mogłyby pękać w szwach – skwitował.

„Jestem populistą i się tego nie wstydzę”

Na pytanie o swoje poglądy polityczne Stanowski odpowiedział z charakterystyczną ironią:

– Jestem zatwardziałym populistą. Głoszę to, co w danym momencie może mi zapewnić największe poparcie. Potrafię powiedzieć wszystko, czego społeczeństwo oczekuje, choćby jeżeli wymaga to mijania się z prawdą.

Zauważył przy tym, iż nie jest w tym podejściu odosobniony.

– Większość kandydatów stosuje podobną strategię – podkreślił. Dodał, iż w kampanii widać, jak politycy zmieniają swoje przekonania pod wpływem zmieniających się nastrojów społecznych.

Na koniec przyznał z dystansem:

– choćby jeżeli zajmę ostatnie miejsce, z szacunkiem ukłonię się moim rywalom. To naprawdę mocni gracze.

Na podst. Polsat News

Idź do oryginalnego materiału