Skala podwyżek jest ogromna. Jeszcze rok temu za tonę pelletu konsumenci płacili średnio około 1350 zł. w tej chwili sytuacja wygląda o wiele gorzej - stawki na rynku potrafią sięgać choćby 2100 zł za tonę. Przetwórcy i dystrybutorzy jednoznacznie wskazują, gdzie leży główne źródło tego problemu: brak trocin i coraz wyższa cena tego półproduktu.
W odpowiedzi na kryzysowe sygnały ze strony rynku, 15 lipca w Ministerstwie Energii doszło do oficjalnego spotkania przedstawicieli administracji rządowej z reprezentantami Polskiej Rady Pelletu. Rozmowy skupiły się na analizie trudnej sytuacji rynkowej oraz wypracowaniu propozycji wsparcia dla ostatecznych odbiorców paliwa. Jak informowała po spotkaniu minister klimatu Paulina Hennig-Kloska, w trakcie obrad wyznaczono dwa zasadnicze kierunki działań mających przynieść ulgę rynkowi.
- Po pierwsze poszukanie nowych rynków importu, bo ceny drewna skoczyły najbardziej wtedy, gdy zamknęliśmy import z Białorusi. Druga rzecz to postawienie na rozwój agropelletu. Produkcję pelletu ze słomy czy słonecznika można uruchomić bardzo gwałtownie - mówiła na antenie RMF FM.
Szefowa resortu przypomniała, iż rząd w ubiegłych latach aktywnie wspierał obywateli w zakupie kotłów na pellet. Jednak w jej ocenie długofalowy problem tkwi przede wszystkim w transformacji całego sektora ciepłowniczego, gdzie zapotrzebowanie opiera się na nieporównywalnie większych wolumenach.
- Od paru lat uprzedzałam ciepłowników, iż dojdzie do momentu, w którym podaż pelletu czy biomasy leśnej będzie nieadekwatna do zapotrzebowania i należy się elektryfikować - podkreśliła minister.
Jednocześnie Hennig-Kloska odniosła się do kwestii prawnych regulujących obrót surowcem i obowiązujących przepisów zakazujących spalania pełnowartościowego drewna w sektorze energetycznym. Taki materiał ma trafiać wyłącznie do celów produkcyjnych oraz dalszego przetwarzania.
- Powiedzieliśmy, iż nie można spalać pełnowartościowego drewna w piecach. To drewno ma trafiać do produkcji i przetwarzania - zaznaczyła. - Z tego przetwarzania powstaje więcej odpadów do produkcji pelletu. Produkcja pelletu z pełnowartościowego drewna byłaby bardzo droga i moim zdaniem nieakceptowana społecznie.
Co ciekawe, oficjalne statystyki pokazują, iż krajowa produkcja wcale nie maleje. Zgodnie z oficjalnymi danymi GUS, produkcja pelletu w ubiegłym roku odnotowała znaczący wzrost - aż o 24 procent. Dlaczego więc popyt chwilowo przewyższa podaż i winduje ceny? Zdaniem minister Hennig-Kloski, obecne zjawisko to w dużej mierze efekt obaw polskich gospodarstw domowych po minionej, wyjątkowo mroźnej zimie. Strach przed ponownymi chłodami i potencjalnymi problemami z dostępnością opału sprawił, iż Polacy ruszyli do składów i zaczęli robić zapasy znacznie wcześniej niż zwykle. To masowe przesunięcie zakupów z jesieni na miesiące letnie wywołało nagły, letni boom na rynku opału.
- jeżeli zima będzie łagodniejsza, sytuacja powinna się unormować - oceniła minister klimatu.

14 godzin temu






