Referendum w Krakowie coraz bliżej, towarzysza mu coraz większe emocje. Nie wiadomo, czy wśród większości mieszkańców, ale na pewno u inicjatorów referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa oraz wśród obrońców prezydenta. W piątek, 8 maja 2026 roku dziennikarze byli świadkami wzajemnych oskarżeń posłów Koalicji Obywatelskiej i członków komitetu referendalnego. Przed siedzibą krakowskiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego padały zarzuty o kłamstwa i nielegalne finansowanie kampanii referendalnej. Choć obie konferencje odbyły się prawie w tym samym czasie, do bezpośredniego zwarcia nie doszło, choć wszystkie wystąpienia posłów KO nagrywali przedstawiciele komitetu referendalnego.
Najpierw pytania, potem doniesienia
Posłowie Koalicji Obywatelskiej złożyli w krakowskiej delegaturze KBW pismo z pytaniami dotyczącymi finansowania kampanii referendalnej. Domagali się ujawnienia tego, kto finansuje listy wrzucane do skrzynek przez Pocztę Polską, plakaty i billboardy oraz gazetki namawiające Krakowian do głosowania 24 maja za odwołaniem prezydenta i radnych. Jak wyliczał poseł Dominik Jaśkowiec, wydatki na ten cel będą siedmiocyfrowe, Posłanka Dorota Marek pytała, czy to przypadek, iż akcja referendalna w Krakowie ruszyła w momencie wybuchu afery Zondacrypto. A Posłanka Katarzyna Matusik-Lipiec zwracała uwagę, iż w gazetkach kolportowanych do mieszkańców znajdują się nieprawdziwe informacje.
Posłowie PO byli pytani, dlaczego w tej sprawie nie zawiadomili prokuratury czy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, skoro maja tak poważne podejrzenia co do legalności finansowania kampanii referendalnej przez przeciwników prezydenta. Dominik Jaśkowiec zaznaczył, iż na razie jako parlamentarzyści zadają pytania, ale nie wykluczają podjęcia kolejnych kroków, w tym zawiadomień do odpowiednich organów.
Każdy może wydać miliony na referendum
Po konferencji prasowej polityków KO, swoją – w tym samym miejscu – mieli przedstawiciele komitetu referendalnego. Jan Hoffman, oznajmił, iż nie musi odpowiadać na pytanie o to, kto finansuje plakaty i gazetki, ale stwierdził, iż robi to Łukasz Gibała i jego Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. Podkreślił, iż każdy w Krakowie może wyjść na Rynek Główny i agitować za referendum, każdy może też wydawać pieniądze na kampanię referendalną.
Przedstawiciele komitetu referendalnego zarzucali, iż to prezydent nielegalnie finansuje kampanię antyreferendalną zwiększając wydatki na na kampanie informacyjne i druk gazety miejskiej krakow.pl. Jan Hoffmann zasugerował, iż choćby ławki dialogu, podczas których prezydent informuje o swoich działaniach i odpowiada na pytania mieszkańców, mogą łamać przepisy o referendum. Jak tłumaczył Jan Hoffman, agitacji referendalnej nie wolno prowadzić obiektach administracji publicznej, a prezydent nawołuje do bojkotu referendum np. podczas internetowej ławki dialogu. – Dlatego sprawdzimy, gdzie to zostało nagrane i podejmiemy ewentualne decyzje – stwierdził Jan Hoffman.
Procesy w trybie referendalnym, potem cywilne
Rafał Zontek, pełnomocnik komitetu referendalnego poinformował, iż w poniedziałek przed krakowskim sądem odbędzie się pierwszy proces w trybie referendalnym. Pozwana została radna Anna Bałdyga za informowanie, iż Mateusz Jaśko był wśród inicjatorów referendum. Pozew złożył Rafał Zontek jako mieszkaniec. Inni członkowie komitetu referendalnego mówili, jak bardzo poczuli się urażeni, iż zaliczono ich do grona przestępców. Nie wykluczają, iż i oni złożą pozwy – najpierw w trybie referendalnym, a potem w procesach cywilnych o zadośćuczynienie. Wszystko będzie zależeć od wyniku pierwszego procesu.
Pytani o ich związki z Mateuszem Jaśko, przedstawiciele komitetu referendalnego twierdzili, iż nie mają z nim wspólnego. – Mateusz Jaśko popiera prezydenta Aleksandra Miszalskiego – stwierdził choćby Wojciech Jakubowski. rzeczywiście od pewnego czasu Mateusz jasko zamieszcza posty w mediach społecznościowych informujące, iż broni prezydenta Krakowa i będzie za nim głosował podczas referendum. Tyle, iż taka narracja przemawia przeciwko prezydentowi, bo pójście do urn 24 maja to zwiększenie szans na odwołanie prezydenta.
Nasz komentarz – „To nie my”
Referendum w sprawie odwołania prezydenta Aleksandra Miszalskiego i Rady Miasta Krakowa tylko formalnie jest inicjatywą 21 członków komitetu referendalnego. Bez wsparcia finansowego z zewnątrz i towarzyszącej agitacji ze strony Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji nie nabrałoby takiego rozgłosu i nie miałoby żadnego znaczenia. Przepisy, które pozwalają na wydatki referendalne w setkach tysięcy, a niektórzy twierdzą – iż w milionach złotych i to bez jakiejkolwiek informacji o tym i kontroli, nie są dobre. Wadliwe są także regulacje, które nie są w stanie zapobiec zwiększeniu wydatków urzędowych na kontakty z mieszkańcami w czasie, kiedy jest referendum.
Te przepisy pozwalają inicjatorom referendum mówić: „To nie my” finansujemy billboardy, plakaty, gazety, mailing i reklamę w sieci, „To nie my” odpowiadamy za te treści, choć przecież one pracują na ich korzyść. Z drugiej strony te same przepisy pozwalają prezydentowi na promowanie się w ramach działalności jako urzędnika i mówić „To nie ma nic wspólnego z referendum”. W obu przypadkach wiadomo, iż to zakłamywanie rzeczywistości.
Najgorsze jest to, iż nie ma prostej recepty na rozwiązanie tego problemu. A choćby jeżeli ktoś ją znajdzie, to w obecnej sytuacji politycznej nie ma szans na jej zastosowanie w praktyce.
Grzegorz Skowron

1 godzina temu












