Występ Waldemara Budy w Telewizji wPolsce24 miał być prawdopodobnie kolejną próbą pokazania „siły przekazu” PiS w sporze z Donaldem Tuskiem. W praktyce stał się jednak symbolicznym przykładem intelektualnego i językowego upadku tej formacji. Były minister rozwoju i technologii, dziś europoseł, nie zaproponował żadnej merytorycznej refleksji nad polityką zagraniczną czy relacjami z USA. Zamiast tego zaserwował widzom festiwal zoologicznych metafor i personalnych przytyków.
„Donald Tusk znów zaczepia, łapie i szczypie za nogawkę pana prezydenta jak mały ratlerek” – mówił Buda. Trudno o lepszy przykład stylu, w jakim PiS prowadzi dziś debatę publiczną: nie argumenty, nie fakty, ale obrazki z kreskówki. Tusk jako piesek, Nawrocki jako dumny przywódca, a sam Buda w roli komentatora, który próbuje zamienić politykę w kabaret.
Problem polega na tym, iż ta groteska nie jest niewinna. To świadoma strategia budowania emocji i zastępowania realnych problemów językiem pogardy. Gdy premier krytykuje prezydenta za brak jednoznacznej reakcji na wypowiedzi Donalda Trumpa, PiS nie odpowiada na zarzut, ale atakuje personalnie. Zamiast rozmowy o bezpieczeństwie NATO słyszymy opowieści o „klęczeniu” i „leżeniu”.
Buda posunął się jeszcze dalej: „Z Berlina nie wszystko widać, ale panie premierze, my tutaj w Polsce to na stojąco wyprostowani i dumni”. To stara jak PiS narracja o „prawdziwych Polakach” kontra „elity z Brukseli”. Retoryka, która przez lata miała mobilizować elektorat, dziś brzmi jak zdarta płyta. Zwłaszcza gdy wygłasza ją polityk, który sam od lat funkcjonuje w strukturach unijnych i pobiera niemałe europoselskie wynagrodzenie.
Kulminacją absurdu była wypowiedź: „On w zasadzie w Brukseli to nie tylko klęczy, ale leży”. Trudno nie odnieść wrażenia, iż Buda opisuje raczej własną partię, która po przegranych wyborach nie potrafi odnaleźć się w roli opozycji. Zamiast programowej refleksji mamy obsesyjne skupienie na Tusku i nieustanne próby ośmieszania go dzięki języka rodem z podwórka.
To zresztą szerszy problem PiS: formacja, która przez osiem lat rządów deklarowała przywiązanie do „poważnego państwa”, dziś sama rezygnuje z powagi. Buda nie jest tu wyjątkiem, ale symptomem. Jego wypowiedzi idealnie wpisują się w styl partii, która każdą krytykę odbiera jako osobisty atak i odpowiada agresją. „Jeżeli zaczepia tak niegrzecznie, to musi się z tym po prostu liczyć” – stwierdził europoseł. To adekwatnie definicja polityki PiS: prowokować, eskalować, a potem udawać ofiarę.
Najbardziej ironiczne jest jednak to, iż Buda próbuje budować obraz Tuska jako polityka uległego wobec Berlina czy Brukseli, podczas gdy to właśnie PiS przez lata izolował Polskę w Unii, prowadził jałowe konflikty z Komisją Europejską i Trybunałem Sprawiedliwości UE, a następnie dziwił się, iż kraj traci wpływy. Dziś, gdy trzeba realnie odbudowywać pozycję Polski, partia Kaczyńskiego oferuje jedynie metafory o psach i kolanach.
W gruncie rzeczy występ Budy mówi więcej o PiS niż o Tusku. Pokazuje partię zmęczoną, zamkniętą w swoim języku i przekonaną, iż wyborców przez cały czas można karmić prostymi hasłami o dumie i zdradzie. Tyle iż Polska 2026 roku to nie Polska z czasów pierwszych rządów PiS. Wyborcy oczekują odpowiedzi na realne pytania: o bezpieczeństwo, gospodarkę, miejsce w Europie. Tymczasem dostają „ratlerki” i „leżenie w Brukseli”.
To już nie jest polityka. To jest autoparodia.

7 godzin temu








![Koniec z przestawianiem zegarków? Polska naciska na Brukselę. Lista skutków ubocznych jest długa [RAPORT]](https://warszawawpigulce.pl/wp-content/uploads/2024/11/Zegar-palac-czas.webp)

![Chełm. W ubiegłym tygodniu odeszli od nas... [25-1-2026]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-chelm-w-ubieglym-tygodniu-odeszli-od-nas-18-1-2026-1769332277.jpg)
