Radni PiS o dwóch latach rządów Magdaleny Łacnej: „Mamy samą wisienkę, a o torcie możemy tylko pomarzyć” – WYWIAD

6 dni temu

Mijają dwa lata pięcioletniej kadencji samorządowej, a wraz z nimi czas pierwszych poważnych podsumowań działań lokalnych władz. W rozmowie z Bochnianin.pl radni PiS Ireneusz Sobas i Marek Bryg krytycznie oceniają dwa lata rządów burmistrz Magdaleny Łacnej, wskazując m.in. na brak decyzyjności, problemy inwestycyjne i słabą skuteczność w pozyskiwaniu środków zewnętrznych. Mówią też o własnej wizji rozwoju Bochni i kierunkach, które – ich zdaniem – miasto powinno obrać w kolejnych latach.

W tym wywiadzie przeczytasz o:
  • ocenie dwóch lat rządów burmistrz Magdaleny Łacnej z perspektywy opozycji,
  • niezrealizowanych obietnicach wyborczych i problemach inwestycyjnych,
  • sytuacji komunikacyjnej Bochni i pomysłach na jej poprawę,
  • roszadach personalnych oraz funkcjonowaniu urzędu miasta,
  • alternatywnej wizji rozwoju Bochni według radnych PiS.

Mirosław Cisak, Bochnianin.pl: – Mijają dwa lata rządów burmistrz Magdaleny Łacnej. Jak klub radnych Prawo i Sprawiedliwość, z perspektywy opozycji, ocenia ten czas – zarządzanie miastem, podejmowanie decyzji, komunikację z mieszkańcami?

Marek Bryg, radny klubu radnych PiS: – Moja ocena jest negatywna, a determinuje ją przede wszystkim brak decyzyjności. Nie mówię tu tylko o burmistrz Magdalenie Łacnej, ale też o jej zastępcach – Filipie Pachu i Wojciechu Woźniczce. Widzę ogromny problem z podejmowaniem decyzji merytorycznych. Na eventach jest miło, komunikacja wizerunkowa działa, ale tam, gdzie trzeba twardych kroków, pojawia się paraliż.

Z czego może wynikać ten brak decyzyjności?

Ireneusz Sobas, radny klubu radnych PiS: – Odpowiedź na pytanie, dlaczego tak jest, jest prosta i powtarzamy to do znudzenia: stery miasta przejęła ekipa niemal zupełnie pozbawiona doświadczenia samorządowego. Przez te dwa lata oni dopiero uczyli się mechanizmów władzy, poznawali urząd. W efekcie Bochnia straciła mnóstwo czasu, a nowi włodarze dopiero teraz, po 24 miesiącach, ruszają z bloków startowych.

Czy to oznacza, iż tęsknicie panowie za poprzednią kadencją? Przecież burmistrz Stefan Kolawiński też był przez radnych waszego klubu mocno krytykowany.

MB: – Porównanie wypada zdecydowanie na niekorzyść obecnej ekipy. Z poprzednim burmistrzem i jego zastępcami można było porozmawiać merytorycznie na różne tematy, choćby jeżeli się nie zgadzaliśmy. Dzisiaj tej merytoryki w relacji pomiędzy burmistrz i radnymi zwyczajnie brakuje. Inwestycje, które widzimy, szły do tej pory głównie „z rozpędu”, jako kontynuacja tego, co zapoczątkowano wcześniej.

Mówicie o braku komunikacji, ale burmistrz Magdalena Łacna jest bardzo aktywna w mediach społecznościowych.

MB: – Podobno na TikToku jest bardzo aktywna, szczególnie jeżeli chodzi o młodzież. Ale to jest kreowanie wizerunku, a nie komunikacja z mieszkańcami o ich problemach. Przykład? Ostatnie spotkanie w sprawie planu zagospodarowania osiedla Proszowskie – pani burmistrz nie przyszła, wysłała zastępcę. To tam widać realną komunikację, a nie w internecie.

W kampanii wyborczej słyszeliśmy o rewolucji: parkingi, centrum kulturalne, ale też np. psie wybiegi. Co z tego mamy po dwóch latach?

IS: – Praktycznie nie ma wykonania sztandarowych obietnic. Sieci parkingów nie ma, powstały może dwa placyki postojowe, które trudno nazwać parkingami. Centrum kulturalne próbowano połączyć z parkingiem przy ul. Floris bez żadnych wcześniejszych analiz. Jedynym pozytywem jest planowany Park&Ride w pobliżu dworca kolejowego.

MB: – Patrzę na te prostsze rzeczy, które obiecywano np. psie wybiegi czy zachęty do tworzenia zielonych ogrodów na dachach. To inwestycje tanie, łatwe w „papierologii”, a ich też nie ma.

IS: – Oczywiście nie wszystko jest na minus, bo pani burmistrz rozkręciła „miękkie” tematy, czyli eventy kulturalne, turystyczne i sportowe. To jest wisienka na torcie, której brakowało za burmistrza Kolawińskiego, ale teraz mamy samą wisienkę, a o torcie możemy tylko pomarzyć.

Wspomnieli panowie o parkingach, ale w kampanii obiecywano też „rewolucję autobusową”. Jak oceniacie kondycję komunikacji zbiorowej w Bochni?

IS: – Tu również mamy do czynienia z wielkimi, szumnymi obietnicami, za którymi nie poszły realne czyny. Obiecywano nowe linie i zwiększenie częstotliwości kursów, a tymczasem, poza kilkoma kosmetycznymi zmianami, do dzisiaj w zasadzie nie zrobiono nic. Generalna reforma komunikacji zbiorowej, kupno nowych autobusów i wytyczenie nowych tras to dla nas truizm, o którym wszyscy mówią, ale obecna władza nie potrafi go zrealizować.

Miasto tłumaczyło, iż nie udało się pozyskać dofinansowania na zakup nowych autobusów.

IS: – To trzeba próbować do skutku! Nie rozumiem, dlaczego nasi sąsiedzi potrafią pozyskiwać na ten cel ogromne pieniądze, a Bochnia jakoś jedna, jedyna zostaje w tyle. To jest kwestia determinacji i sprawności komórki ds. pozyskiwania środków zewnętrznych, która u nas kuleje. Musimy pamiętać, o kogo walczymy – dorośli, siłą przyzwyczajenia pewnie nieprędko przesiądą się do autobusów z własnych samochodów, ale emeryci i uczniowie są skazani na komunikację zbiorową i to dla nich musimy ten system naprawić.

MB: – Komunikacja, zarówno ta samochodowa, jak i zbiorowa, to dziś bolączka numer jeden w Bochni. To są nadrzędne kwestie, których nie załatwi samo wprowadzenie Bocheńskiej Karty Mieszkańca, jeżeli nie pójdą za tym realne inwestycje w tabor i siatkę połączeń.

No dobrze, ale programy „Taxi dla seniora” czy „Złota rączka” działają i są oceniane pozytywnie.

MB: – Tylko kto to robi? To nie są projekty realizowane przez urzędników pani burmistrz, tylko bocheńskiego MOPS-u pod kierownictwem dyrektora Norberta Paproty. Gdyby nie jednostki pomocnicze miasta, to urząd w tych tematach by nie podołał.

Porozmawiajmy o roszadach personalnych. Niedawno odszedł sekretarz miasta, doszło też do zmiany kompetencji zastępców burmistrza. Jak to oceniacie?

IS: – Rezygnacja sekretarza Tomasza Urynowicza w lutym to „mały wstrząs”. To był najbardziej merytorycznie przygotowany urzędnik nowej ekipy. Chwilę później nastąpiła zamiana funkcji między zastępcami – to nie była kosmetyka, tylko próba ratowania wizerunku, bo sposób prowadzenia inwestycji był fatalnie postrzegany. Pani burmistrz nie mogła ich wymienić na nikogo z zewnątrz, bo porusza się w ramach koalicji, więc zrobiła zwykłą roszadę.

MB: – Mnie niepokoją kadry na niższych szczeblach. Zwolniono mnóstwo doświadczonych pracowników. Nowi często nie mają elementarnej wiedzy. Na jednym ze spotkań pracownik urzędu błędnie określił nacisk na oś na poziomie 11 ton. Pomylił parametry techniczne budowy drogi z parametrami ograniczającymi tonaż w projekcie organizacji ruchu.

Przejdźmy do konkretnych inwestycji. Nowy budynek na osiedlu Niepodległości, szkoła na os. Proszowskim, ośrodek sportowo-rekreacyjny w Chodenicach – czy postęp prac jest zadowalający?

IS: – Budynek na Niepodległości to typowa scheda po poprzedniku. Mało tego – gdyby nie twarda postawa naszego klubu, ta wielomilionowa inwestycja mogłaby zostać „zaorana”. Przypomnę, iż pani burmistrz uległa grupie osób protestujących przeciwko maszynom budowlanym i dopiero nasza interwencja na sesji uratowała ten projekt.

MB: – Szkoła na os. Proszowskim? Była działka, była koncepcja, wystarczyło to pchnąć. I co? Okazało się, iż przy projektowaniu zapomniano o skomunikowaniu terenu z miastem. Znowu robota od początku. A ośrodek w Chodenicach? Zaraz połowa kadencji, a my wciąż jesteśmy w fazie „myśli i analiz”. Powinno już coś być chociaż na papierze, a nie ciągłe analizowanie.

Burmistrz chciała też budować żłobek we wschodniej części miasta. To chyba dobry pomysł?

IS: – Pomysł fajny, ale lokalizacja absurdalna – w miejscu jedynego czynnego miejskiego przedszkola dla tej części miasta, która najszybciej się zaludnia. Chciano „wyeksmitować” dzieci z przedszkola, by zrobić żłobek, bez żadnej analizy. To są właśnie te emocje (miał być szybki sukces), które przykrywają zdrowe, analityczne myślenie.

A jak oceniacie panowie stan finansów miasta? Burmistrz często podkreśla, iż sytuacja jest bardzo dobra.

IS: – Sytuacja jest więcej niż dobra, jeżeli patrzeć tylko na stan konta, ale to raczej element, który nie wygląda najlepiej. Burmistrz Kolawiński na bieżąco inwestował wolne środki, by pozyskiwać dotacje. Obecna ekipa nie pozyskuje wystarczającej ilości funduszy zewnętrznych, więc ma rezerwy, ale te pieniądze na koncie tracą na wartości.

MB: – Miasto nie jest od tego, żeby gromadzić pieniądze, tylko żeby je inwestować w infrastrukturę. Proszę spojrzeć na statystykę przetargów do połowy kwietnia: ogłoszono ich 11, z czego 7 to sprzedaż działek, a tylko 4 to inwestycje. Wyprzedajemy majątek, zamiast budować. Firmy teraz szukają zleceń, a my będziemy ogłaszać przetargi zimą, gdy wykonawcy podyktują nam astronomiczne ceny.

Ostatnio doszło do zmiany przewodnictwa w trzech komisjach Rady Miasta. Klub PiS razem z nieformalną grupą radnych ma większość. Czy zamierzacie ją wykorzystać, by narzucić własny kurs?

IS: – Na pewno będziemy to robić. Podkreślę jednak, iż do tej pory 99% uchwał, przygotowanych przez panią burmistrz, przechodziło na sesjach, więc opowiadania o radnych „wetomatach” to żart. Dobre projekty na pewno znajdą uznanie w naszych oczach. Ale jeżeli nie będzie inicjatywy ze strony pani burmistrz, zaczniemy przeforsowywać własne projekty. Już to robimy – przy okazji uchwalenia tegorocznego budżetu zgłosiliśmy szereg inwestycji czy remontów, na które ludzie czekają od lat, zabiegaliśmy o drugi etap łącznika autostradowego, o którym bez zaangażowania radnego wojewódzkiego Piotra Dziurdzi moglibyśmy zapomnieć.

Na koniec spróbujmy nakreślić alternatywną wizję Bochni. Gdyby w 2024 roku to pan, panie Ireneuszu, został burmistrzem – jakie 2-3 decyzje podjąłby pan na początku kadencji?

IS: – Na pewno nie dzieliłbym wydziałów tylko po to, by tworzyć nowe stanowiska kierownicze dla kolegów – to uważam za skandal. Natychmiast wzmocniłbym komórkę pozyskującą środki zewnętrzne, bo tu między miastem a starostwem (w którym pracuję i mogę to obserwować na bieżąco) jest przepaść. W tym samym czasie powiat bocheński pozyskał 172 mln zł, a miasto – z tego co ostatnio powiedziała burmistrz – ok. 47 mln zł.

Jakie byłyby pierwsze inwestycje?

IS: – Komunikacja, komunikacja i jeszcze raz komunikacja. Nie tylko parkingi, ale też „bypassy” drogowe. Mieszkam na osiedlu, do którego prowadzi praktycznie jedna droga – Brzeźnicka. Mały wypadek i jesteśmy odcięci od reszty miasta. Bochnia potrzebuje chłodnego, analitycznego myślenia o siatce szkół i wyludnianiu się centrum w zmieniającej się rzeczywistości demograficznej, planach zagospodarowania dla północnej, intensywnie przeobrażanej części miasta oraz układzie dróg, a nie tylko „miękkich” eventów.

Zobacz też:

W Radiu Kraków o 2 latach rządów nowej burmistrz Bochni – POSŁUCHAJ
Sonda czytelników
Jak oceniasz pierwsze dwa lata kadencji burmistrz Magdaleny Łacnej?
Ładowanie sondy...
Idź do oryginalnego materiału