Radna Owca alarmuje o zwolnieniach w Krakowie. „Zgasił ją” internauta.

1 godzina temu

Ponad 3,2 tys. osób straciło pracę w Krakowie w wyniku zwolnień grupowych przeprowadzonych w 2025 roku. Na te dane powołała się radna Aleksandra Owca, apelując do władz miasta o przygotowanie wsparcia dla osób zagrożonych utratą zatrudnienia. Jej wystąpienie wywołało jednak również krytyczne komentarze w mediach społecznościowych.

Radna zwróciła uwagę, iż szczególnie dotknięte redukcjami zatrudnienia zostały firmy z sektora nowoczesnych usług biznesowych i technologii. Jak argumentowała, rozwój sztucznej inteligencji i automatyzacji może w kolejnych latach ograniczać zapotrzebowanie na pracowników wykonujących część zadań administracyjnych, analitycznych i biurowych.

– Nie możemy udawać, iż tych zmian nie ma. Potrzeby rynku pracy, na których przez lata opierał się rozwój Krakowa, będą się zmieniać. Im szybciej miasto zacznie reagować na te procesy, tym większa szansa, iż mieszkańcy nie zostaną pozostawieni sami sobie – przekonywała.

W skierowanej do pełniącego obowiązki prezydenta Stanisława Kracika interpelacji radna pyta o gotowość Grodzkiego Urzędu Pracy do obsługi rosnącej liczby osób poszukujących zatrudnienia. Jednocześnie zaproponowała utworzenie miejskiego punktu kontaktowego dla osób zagrożonych zwolnieniami, który miałby zapewniać podstawową pomoc prawną, informacje o prawach pracowniczych, Państwowej Inspekcji Pracy oraz działalności związków zawodowych.

Krytyka: „To nie jest plan transformacji gospodarczej”

Pod wpisem radnej pojawiły się jednak głosy zarzucające jej, iż diagnozuje realny problem, ale proponuje rozwiązania o charakterze administracyjnym zamiast gospodarczym.

Jeden z komentujących napisał:

„Najbardziej komiczny jest kontrast między diagnozą a receptą. jeżeli rzeczywiście problemem jest technologiczna transformacja rynku pracy, automatyzacja i zmiana struktury gospodarki, to najważniejsze byłyby inwestycje w nowe kompetencje, przedsiębiorczość, przyciąganie nowych branż i tworzenie warunków do powstawania firm. Tymczasem proponowanym symbolem działania staje się punkt kontaktowy, który ma rozdawać informacje o związkach zawodowych i PIP.”

Autor komentarza ocenił również, iż przedstawiona przez radną narracja wpisuje się w charakterystyczny dla partii Razem sposób opisywania gospodarki.

„Propaganda Razem nie polega na zmyślaniu problemów, ale na ich selektywnym opowiadaniu. Rzeczywiste zjawisko, zmiany w sektorze usług biznesowych, zostaje wpisane w ulubioną opowieść o konflikcie między pracownikiem a korporacją.”

Zdaniem internauty w wystąpieniu zabrakło odpowiedzi na pytanie, jakie nowe branże i sektory gospodarki mogłyby zastąpić miejsca pracy, które mogą zniknąć w wyniku automatyzacji.

Dwa spojrzenia na ten sam problem

Spór nie dotyczy samych danych dotyczących zwolnień grupowych, ponieważ te są bezsporne. Różnica pojawia się na poziomie diagnozy i proponowanych rozwiązań.

Radna Owca koncentruje się przede wszystkim na ochronie pracowników oraz budowie systemu wsparcia dla osób zagrożonych utratą zatrudnienia. Krytycy zwracają natomiast uwagę, iż równie istotna powinna być strategia przyciągania nowych inwestycji, rozwijania przedsiębiorczości oraz tworzenia miejsc pracy w sektorach przyszłości.

Dyskusja pokazuje, iż wraz z rozwojem sztucznej inteligencji i automatyzacji coraz częściej pojawia się pytanie nie o to, czy rynek pracy będzie się zmieniał, ale jaką rolę powinien odegrać samorząd w przygotowaniu miasta do tych zmian.

Cały krytyczny post:

„Ten wpis jest dobrym przykładem politycznej narracji, która z kilku prawdziwych obserwacji buduje dużo szerszy obraz kryzysu i proponuje rozwiązania odpowiadające ideologicznemu profilowi partii Razem.
Kraków od lat żył z usług biznesowych, centra wspólnych usług, księgowość, HR, IT i cała armia ludzi od przekładania Excela z jednego folderu do drugiego. Teraz część firm ogranicza zatrudnienie, część automatyzuje procesy, a część po prostu przenosi koszty gdzie indziej. To realny problem. Ale w propagandowym lustrze Razem każda zmiana gospodarcza natychmiast zamienia się w moralitet: korporacje są bezduszne, pracownik jest bezradny, a wybawienie przyjdzie z kolejnego miejskiego punktu kontaktowego, najlepiej z pieczątką i formularzem A-38.
Retoryka działa tu według prostego schematu. Najpierw buduje się atmosferę nadciągającej katastrofy: AI „wypycha z pracy”, rynek „odchodzi do przeszłości”, miasto „milczy”. Potem pojawia się bohater zbiorowy – „mieszkanki i mieszkańcy” – którym grożą tajemnicze siły globalnego kapitału. A na końcu przychodzi rozwiązanie: więcej instytucji, więcej pośredników, więcej publicznej opieki nad losem pracownika. To trochę tak, jakby na wiadomość o nadejściu samochodów elektrycznych proponować utworzenie miejskiego punktu wsparcia dla producentów podków.
Najbardziej komiczny jest kontrast między diagnozą a receptą. jeżeli rzeczywiście problemem jest technologiczna transformacja rynku pracy, automatyzacja i zmiana struktury gospodarki, to najważniejsze byłyby inwestycje w nowe kompetencje, przedsiębiorczość, przyciąganie nowych branż i tworzenie warunków do powstawania firm. Tymczasem proponowanym symbolem działania staje się punkt kontaktowy, który ma rozdawać informacje o związkach zawodowych i PIP. To jak odpowiadać na sztorm rozdawaniem broszur o zasadach korzystania z parasola.
W tym sensie propaganda Razem nie polega na zmyślaniu problemów, ale na ich selektywnym opowiadaniu. Rzeczywiste zjawisko – zmiany w sektorze usług biznesowych – zostaje wpisane w ulubioną opowieść o konflikcie między pracownikiem a korporacją. Znika pytanie, dlaczego te miejsca pracy w ogóle powstały w Krakowie i co zrobić, by pojawiły się kolejne. Zostaje pytanie, jak zorganizować lepszy urząd, gdy stare miejsca pracy zaczną znikać. To wizja miasta, które zamiast budować nowe silniki gospodarki, przygotowuje większą poczekalnię dla pasażerów schodzących z poprzedniego pociągu.
I właśnie dlatego tekst brzmi bardziej jak kampanijna ulotka niż plan transformacji gospodarczej: dużo troski, dużo alarmu, dużo administracyjnej empatii, a zaskakująco mało konkretów o tym, jakie nowe sektory mają zastąpić te, które rzekomo odchodzą do historii.”
Grzegorz Gorski
(zdj. Marcin Plis)
Idź do oryginalnego materiału