Rosyjski przywódca przyjechał do Xi Jinpinga już po raz 25. Zabrał ze sobą ogromną delegację: wicepremierów, ministrów, szefów Gazpromu i Rosnieftu, specjalistów od energii, handlu i wojny. Xi przyjął go z cesarskim ceremoniałem. W Wielkiej Hali Ludowej huknęły salwy honorowe, orkiestra wojskowa odegrała hymny, a później rozpoczął się bankiet. Serwowano kaczkę po pekińsku, szynkę z Jinhua, zupę z krewetek i makaron z Fuzhou. Do tego chińskie wina oraz program artystyczny będący dyplomatycznym miksem wszystkiego, co mogło przypaść Rosjanom do gustu: fragmenty opery pekińskiej, rosyjskie pieśni i oczywiście „Taniec małych łabędzi” z „Jeziora łabędziego” Czajkowskiego. Rosję przyjęto wspaniale, choć za całym tym blichtrem kryła się chłodna kalkulacja. Bo o ile Rosjanie potrzebują dziś Chińczyków wręcz rozpaczliwie, o tyle Chińczycy potrzebują Rosjan tylko w takim zakresie, w jakim są oni użyteczni. Xi najwyraźniej postanowił urządzić demonstrację dyplomatycznej siły. Najpierw z pompą ugościł rywala – Trumpa, potem przyjaciela – Putina. W obu wizytach ważna jest oprawa, twierdzi Steve Tsang z brytyjskiego ośrodka badawczego SOAS China Institute: – Chiny pokazują, iż utrzymują strategiczne partnerstwo, z kim chcą, a Stany Zjednoczone są tylko jednym z wielu mocarstw.
Putin w Chinach po raz 25. Za pompą kryje się chłodna kalkulacja
3 miesięcy temu
- Strona główna
- Polityka światowa
- Putin w Chinach po raz 25. Za pompą kryje się chłodna kalkulacja
Powiązane
Pierwsze takie manewry bez sił USA. Nie zabrakło Polski
47 minut temu
Polecane
Afera Zondacrypto. Roman Ż. doprowadzony do prokuratury
1 godzina temu















