PSL po referendum w powiecie kolbuszowskim: "Dziedzic zaprasza Buczka na korepetycje"

1 godzina temu

Przedstawiciele PSL przekonywali, iż kampania referendalna skupiała się przede wszystkim na krytyce władz Powiatu, natomiast zabrakło w niej konkretnych propozycji dotyczących dalszego rozwoju samorządu. Ich zdaniem, politycy posiadający mandat parlamentarny lub europejski powinni wykorzystywać swoje możliwości również do pozyskiwania pieniędzy na lokalne inwestycje.

"Korepetycje" dla Buczka

Do europosła Buczka zwrócił się bezpośrednio Dominik Błaszczyk, dyrektor biura posła Adama Dziedzica. W imieniu parlamentarzysty, zaprosił on europosła na swoiste "korepetycje" z pozyskiwania funduszy i wspierania samorządów.

fot. Artur Zajczyk

– Pan poseł Dziedzic z chęcią udzieli posłowi Buczkowi korepetycji, tak aby nie tylko krytykował władze Powiatu, ale również zaczął pracować na jego rzecz i pozyskiwać dla Powiatu środki – powiedział Błaszczyk.

W ten sposób ludowcy chcieli przeciwstawić krytykę władz Powiatu konkretnym działaniom związanym z pozyskiwaniem zewnętrznego finansowania. W ich opinii, mandat europosła daje możliwości, które można wykorzystać właśnie w interesie lokalnych społeczności.

Koszt referendum

Drugim mocnym wątkiem konferencji były pieniądze wydane na przeprowadzenie głosowania. Według danych przedstawionych przez PSL, referendum kosztowało około 450 tys. zł. Do tej kwoty odniósł się Ernest Dąbrowski, dyrektor podkarpackiego biura PSL, zestawiając ją z różnicą pomiędzy wynagrodzeniem europosła i posła na Sejm.

fot. Artur Zajczyk

– Ta kwota 25 tysięcy złotych, którą [Buczek] mógłby przeznaczyć na zwrot kosztów referendum, zwróciłaby się w 18 miesięcy. Gdyby przez te 18 miesięcy odkładał po 25 tysięcy złotych do tej skarbonki, ta kwota by się zwróciła i wtedy pan europoseł mógłby swoje zaplecze budować za prywatne pieniądze. Za prywatne można, ale szanujmy w końcu pieniądze publiczne – mówił Dąbrowski.

Wyliczenie przedstawione przez PSL opierało się na założeniu, iż odkładanie 25 tys. zł miesięcznie przez 18 miesięcy dałoby łącznie 450 tys. zł, czyli kwotę wskazywaną przez ugrupowanie jako koszt referendum. Politycy zestawili to również z wynagrodzeniem posła na Sejm, które, według przytoczonych przez nich danych, wynosi około 12 tys. zł miesięcznie.

Przykład z Mielca

Podczas środowej konferencji pojawił się także wątek sąsiedniego powiatu mieleckiego. Starosta mielecki Kazimierz Gacek przypomniał, iż również tam podejmowano próbę doprowadzenia do referendum w sprawie odwołania władz samorządowych.

fot. Artur Zajczyk

W tamtym przypadku do głosowania jednak nie doszło. Jak wskazał Gacek, inicjatorom nie udało się zebrać wymaganej liczby podpisów.

– Dzięki takiej decyzji powiat przeznaczy pieniądze na najważniejsze potrzeby mieszkańców. Nie będziemy płacili za promowanie politykierów z niektórych partii i ruchów politycznych oraz ze związków zawodowych – stwierdził Gacek nawiązując do swojego wcześniejszego wpisu w mediach społecznościowych.

Idź do oryginalnego materiału