Pseudoekolodzy domagają się nałożenia podatku na mięso

7 godzin temu

Naukowcy związani z lobby pseudoekologicznym zaproponowali pierwszy krok w ograniczaniu emisji CO2 z produkcji mięsa. Chodzi o podniesienie podatku na tego typu żywność. Podwyżka VAT kosztowałaby statystyczną rodzinę 109 euro rocznie, czyli około 450 zł.

Pseudoekolodzy domagają się nałożenia podatku na mięso. Produkty zwierzęce od lat są solą w oku globalistów, oficjalnie zatroskanych o stan powietrza. Teraz stały się celem ataków fiskalnych, rzekomo mających zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych i chronić środowisko. Artykuł w „Euronews Green” opisuje badania Poczdamskiego Instytutu Badań nad Wpływem Klimatu (PIK), sugerujące wprowadzenie pełnej stawki VAT na mięso lub podatku w zależności od emisji CO₂.

Argumentacja jest dobrze znana: rolnictwo i żywność mają odpowiadać za jedną trzecią globalnych emisji, a mięso, szczególnie wołowina, jest wskazywane jako główny winowajca. A my powinniśmy jeść mniej mięsa, bo „planeta płonie”. Na tej podstawie buduje się narrację, iż ceny powinny „odzwierciedlać koszty środowiskowe”. To ideologiczny projekt zmiany stylu życia poprzez podatki.

Choć sam pomysł opodatkowania zostaje przedstawiony jako mało kosztowny dla gospodarstw domowych (średnio +26–109 € rocznie), krytyczna analiza pokazuje, iż faktyczna agenda stojąca za tymi propozycjami jest znacznie bardziej ideologiczna i problematyczna.

Postulat opodatkowania mięsa opiera się na redukcjonistycznej koncepcji, iż emisje gazów cieplarnianych można i należy rozwiązywać poprzez fiskalne sankcje. Tymczasem:

  • Redukcja emisji nie jest jednoznaczna z polityką podatkową – gospodarki potrzebują strategii kompleksowych, obejmujących innowacje technologiczne, efektywność energetyczną i adaptację, a nie jedynie podnoszenie cen produktów.

  • W warunkach rzeczywistych podatki często wobec „zielonych” celów działają jak ukryta redystrybucja dóbr: obciążają klasy średnie i przedsiębiorstwa rolne, przenosząc ciężar kosztów na konsumentów, zamiast realnie ograniczać emisje.

  • Samosąd nad dietą konsumenta wpisuje się w paternalistyczną logikę „kompleksowego planowania”, typową dla socjalistycznych eksperymentów gospodarczych, gdzie rynek i preferencje jednostki zastępuje się centralnymi regulacjami.

Autorzy postulują, iż usunięcie obniżonego VAT na mięso mogłoby ograniczyć szkody środowiskowe o kilka procent. Punktem wyjścia jest założenie, iż podatki skłonią konsumentów do zerwania z obecnymi zwyczajami żywieniowymi. Jednak:

  • Podatki ekologiczne nie działają w próżni: konsumenci reagują nie tylko na ceny, ale też na kulturę, preferencje smakowe i budżet domowy.

  • Nawet drobne podwyżki cen mogą nie przełożyć się na realne zmiany konsumpcji, jeżeli nie towarzyszą im alternatywy jakościowe i atrakcyjne cenowo.

  • Historia polityk podatkowych pokazuje, iż takie rozwiązania często prowadzą do efektów ubocznych i niezamierzonych (np. wzrost szarej strefy, import taniego mięsa spoza UE, zastępowanie jednego źródła emisji innym).

Narracja przedstawiana przez „zielonych” w debacie publicznej sprowadza złożoną problematykę zmian klimatycznych do jednostkowych wyborów konsumenckich. Pomija to krytyczne aspekty:

  • Emisje związane z żywnością stanowią część problemu klimatycznego – ale nie dominują globalnej emisji CO₂, która przez cały czas w ogromnej mierze wynika ze spalania paliw kopalnych i energetyki.

  • Produkcja mięsa jest fragmentem szerokiej gospodarki rolnej i żywnościowej – obciążanie jej podatkami fiskalnymi bez uwzględnienia szerszych uwarunkowań prowadzi do błędnych polityk.

  • Redukcja śladu węglowego nie jest synonimem eliminowania całych sektorów gospodarki. Polityki klimatyczne powinny opierać się na innowacjach technologicznych, nie na dyscyplinowaniu społeczeństwa poprzez fiskalne sankcje.

Pomimo iż badacze podkreślają możliwość „rekompensat” dla gospodarstw domowych w formie płatności wyrównawczych, to samo narzędzie podatkowe wzmacnia rolę państwa jako arbitra wyborów konsumenckich, co z perspektywy wolnorynkowej i liberalnej jest problematyczne. Co więcej, tworzy to precedens fiskalny, gdzie każdy produkt może zostać oceniony pod kątem śladu środowiskowego i obciążony dodatkowymi opłatami, co jest w rzeczywistości ukrytą formą redystrybucji dochodów.

Propozycje opodatkowania mięsa, jak te przedstawiane przez PIK i relacjonowane w „Euronews Green”, mają poważne braki koncepcyjne i praktyczne. Redukcjonizm, ideologiczna presja, ryzyko redystrybucji kosztów na konsumentów oraz brak realnego wpływu na strukturalne źródła emisji sprawiają, iż takie rozwiązania jawią się bardziej jako ideologiczne narzędzia kontroli społecznej niż pragmatyczna polityka klimatyczna. Polityka środowiskowa powinna być osadzona w analizie ekonomicznej i technologicznej, a nie w moralizatorskich postulatach podatkowych.

NASZ KOMENTARZ: Powyższe propozycje to kolejny krok na drodze do osłabienia europejskiego rolnictwa. Nieprzypadkowo badania wskazują, iż celem jest zmniejszenie spożycia mięsa o „jedną porcję tygodniowo”. To pokazuje prawdziwą intencję, w której nie chodzi o klimat, bo wpływ UE na światowe emisje z rolnictwa jest ograniczony. Chodzi o sterowanie zachowaniami obywateli, krok po kroku, podatkiem po podatku. Dziś VAT, jutro opłata emisyjna, pojutrze limity żywieniowe w instytucjach publicznych.

Polecamy również: Globaliści straszą świat nową pandemią wirusa Nipah

Idź do oryginalnego materiału