"Antyamerykańska polityka marszałka Sejmu"
W czwartek (19 lutego) odbyło się inauguracyjne posiedzenie zainicjowanej przez Donalda Trumpa Rady Pokoju. Wzięli w nim udział przedstawiciele 49 państw, z których większość uczestniczyła w charakterze obserwatora. - Prawie wszyscy przyjęli zaproszenie, a ci, którzy nie przyjęli, zrobią to. Niektórzy próbują ze mną pogrywać. To się nie uda - podkreślił prezydent USA. Karol Nawrocki nie poleciał do Waszyngtonu. Polskę reprezentował szef Biura Polityki Międzynarodowej, Marcin Przydacz.
REKLAMA
- Pan prezydent i jego administracja uważa, iż warto być przy stole i być aktywnym, oczywiście także przyglądać się temu, w jakim kierunku będzie podążać ta organizacja (...). Co przyszłość pokaże, zobaczymy - odpowiedział, zapytany o to, czy będzie rekomendował przystąpienie naszego kraju do Rady Pokoju.
Zobacz wideo Nawrocka stała przed wyborem aborcyjnym i jej mąż nie powinien odbierać go Polkom
- Jak wszyscy wiemy, aby móc przystąpić do organizacji, potrzebne jest tutaj przegłosowanie pewnej legislacji na poziomie parlamentu. No a patrząc na to, jak antyamerykańską politykę stara się prowadzić pan marszałek Sejmu, nie spodziewam się, aby były członek PZPR-u dzisiaj rzeczywiście inicjował takie prace celem przystąpienia do Rady Pokoju. Więc w ramach takich warunków, jakie obserwujemy, będziemy starali się, jako administracja prezydencka, jak najlepiej układać te relacje na przyszłość - zaznaczył.
Marcin Przydacz: Polska wzięła udział w imię solidarności
Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej na konferencji prasowej skomentował także o przebiegu spotkania. Dyskusje głównie dotyczyły kwestii pokoju na Bliskim Wschodzie. - Tego, co zrobić z Gazą w przyszłości, w jaki sposób reagować na potencjalne, pojawiające się zarzewia konfliktu. Stąd też liczna obecność państw arabskich - powiedział i dodał, iż "nie było w żaden sposób artykułowane żadne oczekiwanie dotyczące wpłaty jakiegokolwiek miliarda dolarów" ani "oczekiwania wysyłania jakichkolwiek wojsk do Strefy Gazy".
Jak dodał, Polska wzięła udział w posiedzeniu Rady Pokoju w charakterze obserwatora "w imię solidarności i wspólnego stanowiska z naszymi kluczowymi partnerami i sojusznikami". - Pan prezydent Karol Nawrocki uznał, iż aby móc kiedyś w przyszłości także oczekiwać zainteresowania naszych partnerów i sojuszników Europą Wschodnią - tym, co się dzieje wokół Ukrainy i tym, co się dzieje w agresywnej postawy Rosji, warto pokazywać swoje zainteresowanie także w innych tematach, a nie tylko myśleć egoistycznie o tym, co jest tu i teraz. Bo może się zdarzyć taki moment, kiedy będziemy potrzebowali aktywności naszych partnerów i sojuszników - kontynuował Przydacz. - Myślę, iż ten status, który wywalczyliśmy, czyli obserwatora (...), na pewno Polsce się przysłuży - zaznaczył.
Zdaniem Przydacza udział w posiedzeniu przyczynił się także do wzmocnienia relacji transatlantyckich. - Na marginesie oczywiście udało się także porozmawiać z kluczowymi partnerami. Chociażby rozmawiałem z (sekretarzem stanu USA - red.) Marco Rubio tutaj w Waszyngtonie, ale też z gośćmi, którzy pojawili się na tych rozmowach z Europy, z innych kierunków świata - przekazał.
7 mld dolarów na Strefę Gazy
Podczas posiedzenia Rady Pokoju Donald Trump ogłosił, iż pięć państw zadeklarowało wysłanie sił stabilizacyjnych i policyjnych do Strefy Gazy. Chodzi o Indonezję, Maroko, Albanię, Kosowo i Kazachstan. Z kolei dziewięć państw zobowiązało się do przekazania łącznie 7 mld dolarów na pakiet pomocy humanitarnej. Wśród nich znalazły się: Kazachstan, Azerbejdżan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Maroko, Bahrajn, Katar, Arabia Saudyjska, Uzbekistan i Kuwejt. Jak dodał, działania mają wesprzeć także Egipt i Jordania poprzez "bardzo, bardzo znaczącą pomoc, wojska, szkolenie i wsparcie dla bardzo godnej zaufania palestyńskiej policji". Ogłosił również, iż Stany Zjednoczone przeznaczą na rzecz Rady 10 mld dolarów.
Czytaj także: "Chaos" po wecie prezydenta ws. KRS. Politycy grzmią. "Staje po stronie Ziobry"
Źródło:TVN24, Paweł Żuchowski/X

1 dzień temu











