Prześladowani we własnym kraju

1 dzień temu

Przez kilka dni polska lewica i obyczajowi liberałowie, biczowali Polaków, a także oczerniali Polskę, przenosząc incydent w autobusie na odpowiedzialność zbiorową całego narodu. Dzieje się tak dlatego, iż te środowiska nigdy nie czuły żadnej więzi z krajem, który dał im obywatelstwo, opiekę, edukację, pracę, za to zawsze czuły pogardę dla Polaków. Nie da się w inny sposób wyjaśnić regularnych kampanii autentycznej nienawiści do konkretnego narodu i tym nardem zawsze była Polska, od pewnego czasu dołączyła Rosja, chociaż nie tak dawno krytyka Rosji również było traktowana, jako przejaw polskiej ksenofobii.

Nieszczęsny incydent z udziałem pięćdziesięciolatka i dwóch ukraińskich nastolatek, bez wątpienia nie jest czymś, co należy pochwalać i tym bardziej bronić. Niemniej jednak nie było to agresji fizycznej, jak również gróźb karalnych, o czym fałszywie grzmiano we wszystkich mediach głównego nurty. Dla rozsądnego człowiek oczywiste jest to, iż w takiej populacji jak naród i to naród trzydziestoośmiomilionowy nie sposób uniknąć podobnych zdarzeń, bo w każdej większej grupie znajdą się złodzieje, gwałciciele i mordercy i ludzie nie panujący nad emocjami. Przenoszenie indywidualnych zachowań, choćby tych najgorszych, na całe społeczeństwo lub znaczną jego część, to jest właśnie definicja ksenofobii, rasizmu i dyskryminacji. Lewicowo-liberalni demiurgowie czynią to z prawdziwą pasją i pogardą nie tylko dla Polaków, ale również dla faktów.

Donald Tusk, Marcin Kierwiński, Włodzimierz Czarzasty, Magdalena Biejat, Adrian Zandberg i wielu innych polityków, powtarzało za TVN, Onet.pl i „Gazetą Wyborczą”, iż Polska „brunatnieje”, a winni tego są: Grzegorz Braun, Krzysztof Bosak, Przemysław Czarnek, Jarosław Kaczyński i prezydent Karol Nawrocki. Wszystkie te ciężkie zarzuty nie mają najmniejszego pokrycia w rzeczywistości, bo choćby najbardziej radykalny Grzegorz Braun nigdy nie nawoływał do tego, żeby „zwykłych” Ukraińców atakować fizycznie i słownie. Związek pomiędzy tym, iż polscy politycy upominają się o polską pamięć, krytykując przy tym rekonstrukcję banderyzmu na Ukrainie, a tym, iż dorosły polski mężczyzna po chamsku odniósł się do ukraińskich dzieci, jest mniej więcej taki, jak związek pomiędzy prawdą i „Prawdą”.

Przed i po incydencie w Bielsku-Białej, w Polsce doszło do kilkunastu zdarzeń z udziałem Ukraińców i każde z nich było zdecydowanie bardziej drastycznie, niektóre zakończyły się śmiercią Polaków. 17 czerwca 2025 roku na placu zabaw w Parku Zaczarowanej Dorożki w Krakowie, 37-letni Ukrainiec kopnął w twarz 11-letniego polskiego chłopca, doprowadzając go do utraty przytomności. 15 marca 2026 roku 13-letnia Ukrainka, bez żadnego powodu, uderzyła w twarz 74-letnią Polkę, wracającą z kościoła. 9 lipca 2026 roku w centrum Bytowa trzech Ukraińców brutalnie pobiło polską parę, mężczyzna trafił do szpitala, ale pomimo udzielonej pomocy, nie udało się uratować jego życia. Jest to tylko skromny fragment z całej listy przestępstw i przejawów agresji z udziałem przedstawicieli mniejszości Ukraińskiej w Polsce.

Czy kiedykolwiek w mediach media mainstreamowe pojawił się przekaz, iż to jest wynik polityki Wołodymyra Zełenskiego i odradzającego się kultu ludobójców z UPA?! Czy jakikolwiek polityk lewicowy albo liberalno-lewicowy podniósł taką histerię i przywołał tyle bzdurnych hiperboli, jak w przypadku zajścia w bielskim autobusie? Nikt i nigdy podobnego przykładu nie przywoła, bo ich po prostu nie ma! Tak działa talmudyczne dyscyplinowanie Polaków i poniżanie Polski, przez tych, którzy z Polską i Polakami mają wyłącznie wspólne dowody osobiste. Dopóki we własnym kraju nie zrobimy porządku z antypolską ksenofobią, będziemy musieli non stop się tłumaczyć ze wszystkiego, co zawsze było nam obce, z nazizmem na czele.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału