Przeprowadziła się z bloku do domu. „Nie dało się oddychać”

1 godzina temu

Latem wszystko wyglądało niemal idealnie. Spokojne osiedle domów jednorodzinnych, dostęp do zieleni i świeże powietrze. Zimą sytuacja zmieniła się diametralnie. – Nie można było oddychać. Smród był tak duszący, iż bałam się wychodzić na zewnątrz – wspomina Aneta Banasiak, która siedem lat temu przeprowadziła się z bloku do domu jednorodzinnego w Pabianicach w woj. łódzkim. To właśnie wtedy, będąc w ciąży, przekonała się na własnej skórze, czym jest smog.

Dziś jest liderką Pabianickiego Alarmu Smogowego. Gdy postanowiła sprawdzić, czym oddychają mieszkańcy Pabianic, okazało się, iż jest bardzo źle. Wiedziała, iż nie można na to pozwolić. Przekonuje, iż walkę o czyste powietrze można wygrać tylko dzięki wspólnym działaniom zaangażowanych mieszkańców, aktywistów i samorządu, który chce coś zmienić.

  • Czytaj także: Utworzyli napis „SOS”, żeby ostrzec sąsiadów. Nawiązali do wydarzeń z Krakowa

„Zimą nie można było otworzyć okna”

Historia działań Anety Banasiak zaczęła się około 2019 roku, podczas pierwszej zimy spędzonej nie w bloku, a na willowym osiedlu.

– Latem było tam naprawdę przyjemnie i czysto. Dopiero zimą okazało się, iż nie można otworzyć okna, bo do środka wpadał duszący smród – wspomina.

Problem stał się dla niej szczególnie dotkliwy, ponieważ była wtedy w ciąży. – Był to oczywiście sezon grzewczy. Smród był straszny. Nie wiedziałam jeszcze, skąd on się wziął, ale pamiętam, iż po prostu bałam się wychodzić na zewnątrz – relacjonuje pytana przez SmogLab.

Zaczęła szukać informacji. Chciała zrozumieć, skąd bierze się problem i dlaczego powietrze w jej najbliższym otoczeniu zimą staje się tak trudne do zniesienia. W ten sposób zaczęła szukać informacji i smogu i trafiła na materiały edukacyjne Polskiego Alarmu Smogowego. gwałtownie nawiązała kontakt z jego działaczami i sama zaczęła angażować się w walkę o poprawę jakości powietrza.

– Na początku założyłam profil na Facebooku, rozwieszałam banery informacyjne i po prostu próbowałam pokazać ludziom, iż ten problem istnieje – wspomina Aneta Banasiak.

Z czasem działania zaczęły przybierać coraz bardziej społeczny charakter. Organizowane były spotkania edukacyjne, rajdy rowerowe i wydarzenia, podczas których można było rozmawiać nie tylko o smogu, ale również o tym, co każdy mieszkaniec może zrobić, aby ograniczyć zanieczyszczenie.

– Staramy się pokazać ludziom, iż to my sami często trujemy się smogiem. Gdy palimy w pozaklasowym piecu, używamy nieefektywnych źródeł ogrzewania lub palimy śmieciami, później my sami oddychamy tym trującym powietrzem – podkreśla działaczka.

Wspomina, iż gdy już urodziła dziecko, zimą nie wychodziła z niemowlęciem na spacery po swoim osiedlu. – Wsadzałam bobasa i wózek do auta i wyjeżdżałam do parku, gdzie nie było czuć „zapachu zimy”. Dopiero tam wysiadałam i zaczynaliśmy normalny spacer, który nie zaszkodzi naszemu zdrowiu.

Fot. Alarm Smogowy Pabianice

Politycy przy jednym stole. Padły konkretne deklaracje

Rozmowy z samorządem prowadzi od lat. Na szczęście dla mieszkańców Pabianic lokalni decydenci chętnie słuchają o smogu, nie wypierają tematu i przekuwają to na inwestycje. Dzięki samozaparciu alarmu smogowego, przed ostatnimi wyborami samorządowymi Banasiak zorganizowała okrągły stół, na który zaprosiła wszystkie partie polityczne działające w mieście. Doznała miłego zaskoczenia, gdy okazało się, iż wszyscy przyjęli jej zaproszenie. – Potraktowali mnie poważnie i wysłuchali „lekcji” o smogu oraz problemach z jakością powietrza w Pabianicach. To było pierwsze takie spotkanie, podczas którego pojawiła się praktycznie cała lokalna scena polityczna razem ze specjalistami – zauważa Banasiak.

– Padła tam deklaracja prezydenta o uruchomieniu dofinansowania na wymianę pieców, dokładnie 2 miliony złotych. Ucieszyłam się, iż dotrzymano słowa. Chciałam, żeby skorzystało z tego dużo osób, a okazało się, iż mieszkańcy nie wykorzystali tych dotacji.

Dotacje to istotny krok, choć – jak zaznacza działaczka, same pieniądze nie rozwiązują wszystkich problemów. Wciąż dużym wyzwaniem jest przekonanie mieszkańców do korzystania z dostępnych programów i dotacji.

Zdaniem Anety Banasiak mieszkańcy muszą mieć nie tylko możliwość wymiany pieca, ale również pewność, iż będą w stanie ponieść koszty ogrzewania po zmianie źródła ciepła. – Dla ludzi ważne jest to, ile będą płacić za ogrzewanie po wymianie źródła ciepła. Sama dotacja na wymianę pieca nie wystarczy, jeżeli mieszkańcy będą obawiać się wysokich rachunków – podkreśla. Jak mówi, samorząd powinien mocniej inwestować w nowoczesne rozwiązania energetyczne. – Miasto musi szybciej i odważniej inwestować w odnawialne źródła energii, rozwijać klastry energetyczne i szukać innowacyjnych rozwiązań – mówi.

Pabianicki budynek w termowizji. Fot. Częstochowski AS i Kłobucki AS/Mapa wampirów

Kamera termowizyjna pokazuje, gdzie ucieka ciepło

Pabianicki Alarm Smogowy stawia przede wszystkim na edukację. Jednym z narzędzi wykorzystywanych podczas spotkań z mieszkańcami są kamery termowizyjne. Aneta Banasiak wraz z Częstochowskim Alarmem Smogowym i Kłobuckim Alarmem Smogowym sprawdza utraty ciepła w pabianickich budynkach komunalnych. Badania pozwalają wskazać miejsca, przez które budynki tracą najwięcej ciepła. To z kolei pomaga rozmawiać o kosztach ogrzewania, termomodernizacji i źródłach tzw. niskiej emisji.

Jak przekazał wiosną Zakład Gospodarki Mieszkaniowej w Pabianicach, „na chwilę obecną ze wskazanej bazy 218 budynków, którymi administrujemy, eksploatowanych jest 115 kotłów pozaklasowych” (stan na kwiecień br.). To pokazuje, iż bez działań samorządu i odpowiednich dofinansowań na wymianę źródeł ciepła, mieszkańcy są skazani na smog.

– Pewnej zimy na pabianickim Zatorzu, gdzie powietrze jest najgorsze, stanęła instalacja mobilnych płuc antysmogowych. Pomogła mi w tym jedna z parafii. Mieszkańcy byli zaciekawieni a później wystraszeni, gdy zobaczyli, czym oddychają. Płuca gwałtownie z białych stały się czarne.

  • Czytaj także: Dramat w mieszkaniach komunalnych w Łodzi. „Tu nie da się żyć”

Kino pod chmurką i rozmowy o smogu

Działaczka zwraca szczególną uwagę na dzieci, które są wyjątkowo narażone na skutki oddychania zanieczyszczonym powietrzem.

– Chodzi o to, aby w okresie grzewczym najmłodsi mieli możliwość przebywania w możliwie najbezpieczniejszych warunkach – podkreśla Banasiak.

Dla aktywistów to symbol szerszego problemu: walka ze smogiem nie jest wyłącznie dyskusją o piecach, normach i uchwałach. To przede wszystkim rozmowa o zdrowiu mieszkańców.

Jednym z pomysłów realizowanych przez grupy związane z Polskim Alarmem Smogowym jest kino plenerowe. Takie wydarzenia mają łączyć rozrywkę z rozmową o problemach, które dotyczą lokalnej społeczności. Kolejną atrakcją jest rodzinny rajd rowerowy połączony z edukacją.

– To dobra okazja, żeby spotkać się z mieszkańcami w luźniejszej atmosferze. Można porozmawiać o smogu bez wielkich haseł i pokazać, iż czyste powietrze jest wspólną sprawą – mówi Aneta Banasiak.

Aneta Banasiak edukuje pabianicką społeczność na wiele sposobów. Regularnie pisze artykuły dla lokalnych gazet, żeby w tradycyjny sposób dotrzeć do seniorów. Wielu z nich mieszka w lokalach opalanych tzw. kopciuchami, czyli starymi piecami.

Kino plenerowe w Pabianicach. Fot. Małgorzata Szynka

Ostatnio Pabianicki Alarm Smogowy kupił oczyszczacz powietrza dla jednego z lokalnych przedszkoli. To także spotkało się z bardzo dobrym odbiorem, również przez nauczycielki wychowania przedszkolnego.

– Pracownicy przedszkola w ten sposób uczą się o smogu i sposobach ochrony przed nim.

I choć problem smogu nie znika z dnia na dzień, przykład Pabianic pokazuje kilka ważnych prawidłowości. Jedna z nich jest prosta: czasem wszystko zaczyna się od jednej osoby, która pewnego smogowego dnia postanawia interweniować.

– Zanim kopciuchy zostaną wymienione, nasze dzieci muszą być chronione. Róbmy to na wszystkie sposoby, na jakie możemy.

Zdjęcie tytułowe: Miasto Pabianice/Facebook

Idź do oryginalnego materiału