Prokuratura umorzyła sprawę, w której Wałęsa został oskarżony o kłamstwo dotyczące bycia kolaborantem komunistycznym

3 dni temu

Prokuratura zakończyła trwającą dekadę sprawę, w której były prezydent i laureat Pokojowej Nagrody Nobla Lech Wałęsa został oskarżony o fałszywe twierdzenie, iż nie jest autorem dokumentów związanych z jego rzekomą współpracą z władzami komunistycznymi.

Wałęsa, który w latach 80. przewodził Solidarności, która pomogła w obaleniu reżimu komunistycznego, zawsze zaprzeczał wieloletnim twierdzeniom, jakoby w latach 70. działał jako informator komunistycznych służb bezpieczeństwa.

Sprawa stała się mocno upolityczniona, a prawicowcy – zwłaszcza z partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS), która rządziła Polską w latach 2015–2023 – krytycznie odnosili się do Wałęsy. Z kolei były prezydent, który w przyszłym tygodniu skończy 83 lata, cieszy się dobrymi relacjami z obecną koalicją rządzącą premiera Donalda Tuska.

Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny Tuska, z euforią przyjął decyzję o umorzeniu sprawy przeciwko Wałęsie, stwierdzając, iż za PiS „upolityczniony aparat państwowy prześladował legendę Solidarności, celowo ignorując fakty i podstawową logikę”. Teraz „prawda zwyciężyła nad próbą napisania historii na nowo”.

Prokuratura ostatecznie umorzyła dwa przeciwko Lechowi Wałęsie.

Przez lata upolityczniony aparat państwa ścigał legendę „Solidarności”, celowo pomijając fakty i elementarną logikę. Zignorowano bezsporny fakt historyczny – SB masowo fałszowała dokumenty i podpisy Wałęsy w…

— Waldemar Żurek (@w_zurek) 24 września 2026

Sprawa ma swoje źródło w wypowiedziach Wałęsy złożonych w 2016 r. podczas śledztwa prowadzonego przez IPN – państwowy organ historyczny, posiadający również uprawnienia prokuratorskie.

Postępowanie, w którym były prezydent Polski zeznawał w charakterze świadka, wszczęto po tym, jak w domowym archiwum byłego komunistycznego ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka odnaleziono dokumenty najwyraźniej opatrzone jego podpisem.

Z akt wynikało, iż Wałęsa, działający pod pseudonimem TW Bolek, podpisał zobowiązanie do współpracy z komunistyczną SB. Zawierały także odcinki wypłat i notatki informatora.

W momencie odkrycia dokumentów były prezydent powiedział mediom, iż zostały one sfałszowane. W rozmowie ze śledczymi IPN zaprzeczył także, jakoby sporządził lub podpisał wszystkie dokumenty z wyjątkiem jednego.

Prokuratorzy stwierdzili jednak później, iż – po porównaniu dokumentów z akt Kiszczaka z innymi, ich zdaniem sporządzonymi i podpisanymi przez Wałęsę, a także po zasięgnięciu opinii biegłych zajmujących się kryminalistyką pisma – zeznania Wałęsy były fałszywe w przypadku ponad 50 dokumentów.

W 2021 r. byłemu prezydentowi postawiono zarzuty składania fałszywych zeznań. Następnie w 2023 roku postawiono mu zarzuty, co oznacza, iż ​​sprawa trafiła do sądu. Jednak w 2024 r., po odebraniu władzy przez rząd Tuska od PiS, prokuratorzy zwrócili się do sądu o zwrócenie im sprawy, który przychylił się do wniosku.

Teraz Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, iż ​​po stwierdzeniu braku podstaw do pociągnięcia Wałęsy do odpowiedzialności karnej, całkowicie umorzenia sprawy.

Przed sądem stanie Lech Wałęsa oskarżony o składanie fałszywych zeznań i nieposiadanie podpisanych dokumentów współpracy z władzami komunistycznymi. jeżeli zostanie skazany, może trafić do więzienia na okres do 3 lat.

Nazywa stawiane mu zarzuty „strasznymi obelgami i potwornymi kłamstwami” https://t.co/X0eb4e5ahm

W oświadczeniu uzasadniającym decyzję prokuratorzy stwierdzili, iż popełniono już wcześniej istotne „błędy metodologiczne” przy przypisywania Wałęsie tekstów pisanych manualnie i przy porównywaniu między nimi pisma manualnego.

„Nie było żadnych dowodów, które pozwalałyby przyjąć ze 100% pewnością, iż materiał porównawczy faktycznie pochodził od Lecha Wałęsy” – napisali. W istocie „zebrany materiał dowodowy jednoznacznie wskazywał, iż Lech Wałęsa nie pisał za życia długich rękopisów, a zwłaszcza w latach 70. XX w.”.

„Niektórzy świadkowie wyraźnie stwierdzili, iż był to wówczas średni analfabeta”, czyli ktoś, kto utracił umiejętność czytania i pisania – stwierdzili prokuratorzy. „Nie umiał pisać i ledwo czytał”.

To, a także inne wątpliwości co do dotychczasowego przebiegu sprawy, „prowadziło do wniosku, iż nie ma pewnych podstaw, aby przyjąć, iż Lech Wałęsa był autorem dokumentów ujawnionych w „aktach Kiszczaka”, a zatem nie ma dowodów na to, iż podczas przesłuchania kłamał”.

Uderzyć!

Ekipa Tuska wątrobya Wałęsę analfabetą by wybronic go przed Bolkiem!

To się nie dzieje! Aby móc! pic.twitter.com/PQnOn5XDb0

— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) 24 września 2026

Prokuratorzy stwierdzili także, iż „zeznania licznych świadków świadczą o tym, iż akta TW Bolka, odkryte w posiadaniu wdowy po gen. Kiszczaku, najprawdopodobniej zostały sfabrykowane.

Wreszcie podnosili, iż choćby jeżeli Wałęsa złożył fałszywe zeznania, chroni go konstytucyjne prawo przed samooskarżeniem podczas przesłuchania w charakterze świadka.

„Prokuratura uznała, iż ​​Lech Wałęsa mógł się obawiać, iż w przypadku przyznania się do sporządzenia lub podpisania dokumentów z „akt Kiszczaka”… wszystkie jego zeznania, w których zaprzeczał, jakoby był tajnym współpracownikiem „Bolka” w poprzednim postępowaniu… zostaną uznane za fałszywe i pociągną za sobą odpowiedzialność karną.”

Lech Wałęsa, Angela Merkel i Wołodymyr Zełenski zostali pierwszymi zasłużonymi członkami Europejskiego Orderu Zasługi.

Nagroda została ustanowiona przez Parlament Europejski, aby „uhonorować tych, którzy nie tylko wierzyli w Europę, ale pomogli ją zbudować” https://t.co/inosiiRQkW

W odpowiedzi na to ogłoszenie Wałęsa udostępnił na swoim Facebooku post Żurka, w którym pochwalił decyzję prokuratury. Następnie Wałęsa dodał komentarz, w którym stwierdził, iż Jarosław i Lech Kaczyńscy, założyciele PiS, nakazali prawicowemu historykowi Sławomirowi Cenckiewiczowi sfałszowanie akt Kiszczaka.

Cenckiewicz pisał obszernie o Wałęsie, m.in. o jego rzekomej współpracy z komunistycznymi służbami bezpieczeństwa. Niedawno pełnił także funkcję doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego obecnego prezydenta Polski Karola Nawrockiego, wybranego w zeszłym roku przy wsparciu PiS.

W czwartkowych wpisach w mediach społecznościowych Cenkiewicz stwierdził, iż „nigdy nie czytał większego kłamstwa” niż oświadczenie prokuratora uzasadniające umorzenie sprawy. Wyśmiał także pomysł, jakoby Wałęsa mógł przewodzić Solidarności w latach 80. i pełnić funkcję prezydenta w latach 90., gdyby był „wtórnym analfabetą”.

Większego kłamstwa przebranego w wymiarze sprawiedliwości RP nigdy nie czytałem! To większe kłamstwo niż skandaliczny wyrok Kapińskiego i spółki z 2000 r.!

Reżim Tuska uznał, iż Wałęsa nie był Bolkiem, a Instytut Sehna niczego kategorycznie nie ustalony!

Powtórzyli brednie…

— Sławomir Cenckiewicz (@Cenckiewicz) 24 września 2026

Oskarżenia o kolaborację komunistyczną zszarganiły reputację Wałęsy wśród części Polaków. W 2017 roku, tuż po odkryciu akt Kiszczaka, w sondażu IBRiS na Rzeczpospolita Daily stwierdził, iż 28% uważa, iż ​​Wałęsa nie jest bohaterem narodowym. Jednak 62% stwierdziło, iż tak.

Na początku tego roku Wałęsa został uznany za jednego z pierwszych trzech wybitnych członków Europejskiego Orderu Zasługi – nowej inicjatywy zapoczątkowanej przez Parlament Europejski wraz z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i byłą kanclerz Niemiec Angelą Merkel.

Idź do oryginalnego materiału