Proces Mateusza Piskorskiego, czyli prokurator „dobra rada”.
Z rzadka o tym piszę na łamach Myśli Polskiej, ale od kiedy tylko rozprawy ws. Mateusza Piskorskiego realizowane są w trybie jawnym, staram się na nich bywać. Już nie jako świadek sensu stricto, ale “świadek historii”. Bo historia jest przednia.
Tym razem nie byłem sam. Był przedstawiciel stowarzyszenia obrońców praw człowieka, była i cała ekipa amerykańskiej telewizji dla Polaków, najwidoczniej zmotywowanej ostatnimi doniesieniami o możliwym starcie Mateusza Piskorskiego do sejmu. Oto bowiem demokraci III RP zlękli się, iż w wyniku demokratycznych wyroków wyborców, “oskarżony o szpiegostwo” mógłby znaleźć się w parlamencie.
Dlatego w sumie się ucieszyłem z całej sytuacji, bo wśród “powodowanych ważnym interesem społecznym”, jak określił to na sali sądowej dziennikarz, była też przesympatyczna redaktor, która pracując jeszcze dla poprzednich mediów w swoim CV, za godną obecności w swoim artykule uznała moją… podkładkę pod mysz. To jedna z tych, która jak mantrę powtarza tę frazę “oskarżony o szpiegostwo”, prawdopodobnie wcale nie ze złej woli. Większość głównonurtowych piszących o sprawie prawdopodobnie w to wierzy, bo przecież nie miała – wcześniej możliwości, a teraz ochoty czy nakazu – skonfrontowania tego z rzeczywistością na sali sądowej.
Wyraźnie podniecony był też prokurator Jan Drelewski, który sprawę dostał w spadku po emerytowanej już Annie Karlińskiej, która z jakichś przyczyn nie dociągnęła do końca swojego “życiowego dzieła”, które być może było dla niej formą rozliczenia się z biografią. Jest bowiem cokolwiek zabawne jak prokurator będąca członkinią PZPR oskarża kogoś o “sprzyjanie rosyjskim interesom”, prawda?
Ale Jan Drelewski to już nowe pokolenie. Dziarskie, wierne, oddane służbie III RP. I wyszczekane. Zauważony i doceniony za reżimu PiSu, posłany był do zwalczania aktywistów mniejszości seksualnych. Po rejteradzie Karlińskiej dostał mu się Mateusz Piskorski. Któryś już raz byłem dość zaskoczony, iż prokurator w ogóle nie zadaje świadkom oskarżenia pytań (tak, sprawa po prawie 10 latach od napaści ABW na Piskorskiego jest na etapie przesłuchiwania świadków oskarżenia!) i zaczynam wątpić czy on w ogóle akta tej sprawy zna.
Z drugiej jednak strony, te rozprawy to drodzy Państwo kuriozum. Ta o której pisze, zaczęła się od zeznań świadka Łukasza Jastrzębskiego, tłumaczącego obecność wody mineralnej na spotkaniu w 2015 roku! Gwoli uczciwości dodajmy, iż te genialne dociekania to nie tyle inicjatywa sądu co właśnie orłów z ABW. Pewnie ustalenie źródła finansowania tej mineralki mogłoby pomóc w znalezieniu osławionej “skrytki z pieniędzmi”, z której mieliśmy finansować partię Zmiana. To są poważne metody operacyjne, poważnych funkcjonariuszy, zajmujących się poważną sprawą, co ja tam wiem.
Mamy też profesora nauk, który co prawda nie zna oskarżonego, ale pytany jest o opinie dotyczące stosunków międzynarodowych, praktykę funkcjonowania państw i opinie dotyczące artykułów oskarżonego pisanych na publicznie dostępnym portalu. To nie pierwszy naukowiec, który stawia się przed tym sądem. Był i promotor pracy naukowej Piskorskiego. Proszę mnie źle nie zrozumieć: to są wszystko pasjonujące dyskusje, tylko co to ma wspólnego ze sprawą karną?
Moja podejrzliwość co do prokuratora Jana Drelewskiego każe mi zadać mu w końcu pod salą pytanie o tę sprawę. A adekwatnie o jej bardzo konkretny aspekt, o którym jakoś dziwnie zapominają establishmentowe ogłupiacze. O zalecenia Rady Praw Człowieka ONZ, która w 2018 zwróciła się do władz państwa o: 1) uwolnienie Mateusza Piskorskiego 2) zamknięcie sprawy 3) wypłatę odszkodowania 4) pociągnięcie do odpowiedzialności karnej winnych jego gehenny. No więc pytam. Drelewski odmawia odpowiedzi i rytualnie odsyła do rzecznika. Na moją uwagę, iż rzecznik się nie przekopie przez te wszystkie akta, Drelewski jak katarynka, to samo. Ucieka do sali.

W przerwie jednak ochoczo rozmawia ze wspomnianą dziennikarką. No więc próba nr 2. Nie zamierza odpowiadać. Mówię mu, iż jako płatnik jego pensji chciałbym jednak odpowiedź usłyszeć. Drelewski wyparowuje, iż ma rozwiązanie: mogę się spakować i wyjechać z kraju. Tyle ma mi do powiedzenia facet, który za moje pieniądze utrudnia życie mi i moim przyjaciołom. Arogancja prokuratorów to coś, z czym naprawdę ktoś powinien zrobić porządek. Ale najlepiej działa presja społeczna, o którą niniejszym się upraszam. Następnym razem chodźmy zadać mu to pytanie w pięcioro.
Koniec. Kolejnych kilka godzin życia minęło mi na słuchaniu opowieści życiorysów znajomych lub nieznajomych Mateusza Piskorskiego, z których żadna choćby nie zahacza o “współpracę z obcym wywiadem”. Drelewski co prawda durnie się uśmiecha pod nosem gdy świadek opowiada o tym, iż jest pod wrażeniem z jakimi ludźmi z całego świata potrafi rozmawiać Mateusz Piskorski, ale jego próba storpedowania pytania zadanego przez obronę zostaje przez sąd odrzucona. Bo o to samo pytała świadka ABW.
Wychodzimy z sali. Zagaduję do dziennikarki: “ciężko będzie coś strawnego dla redakcji napisać, co?”. Dostaję porozumiewawczy zwrotny uśmiech. Wręczyłem jej egzemplarz “Ostatniego Więźnia Rakowieckiej”, na własny koszt. Kto wie, może wyjdzie ze strefy komfortu? Nie patrzy jej z oczu źle.
Amerykańska telewizja dla Polaków robi jednak rozmowę z oskarżonym. Termin “rosyjskie pieniądze” pada częściej niż “centrostrzał” w komentarzu meczów Ekstraklasy. Piskorski cierpliwie odpowiada, nie daje się sprowokować. Znowu przecieram oczy ze zdumienia, bo dziennikarz wyciąga – a jakże – kartę Czarny Dugin. Jak to “lewicowy” Piskorski współpracuje z “prawicowym” Braunem. Toż to synkretyzm! Dugin o tym pisał! Relacji we wspomnianych mediach, do czasu tego tekstu nie zauważyłem.
Zapraszam Państwa serdecznie, na kolejne rozprawy. Mateusz Piskorski wnioskuje od samego początku przewodu sądowego o pełną jawność. Sprzeciwia się prokuratura. Drelewskiemu bardzo nie pasuje żebyśmy tam bywali. Wolałby byśmy wyjechali z kraju. Tylko kto wtedy zarobi na jego kredyty?
Tomasz Jankowski












