Od kilku dni w przestrzeni publicznej trwa intensywna narracja prowadzona przez polityków koalicji rządowej, w której premier Donald Tusk oraz wicepremier Krzysztof Gawkowski przekonują, iż prezydenckie weto wobec ustawy o kontroli internetu rzekomo oznacza brak ochrony dzieci przed pedofilami. Hasła te powtarzane są od rana do wieczora w mediach i wystąpieniach politycznych. Problem w tym, iż treść samej ustawy mówi coś zupełnie innego.
Co naprawdę znajduje się w ustawie
Wystarczy sięgnąć do dokumentu liczącego 55 stron, aby sprawdzić, jak często i w jakim kontekście pojawiają się najważniejsze pojęcia, na które powołują się politycy rządu. Analiza treści ustawy prowadzi do jednoznacznych wniosków.
Słowo dzieci nie pojawia się ani razu. Słowo nieletni nie występuje ani razu. Określenia dotyczące treści pedofilskich również nie zostały użyte ani razu.
Te liczby stoją w całkowitej sprzeczności z narracją o ochronie najmłodszych, która stała się głównym argumentem ataku na prezydenta.
Jakie zapisy dominują w projekcie
Zamiast zapisów dotyczących realnej ochrony dzieci, ustawa koncentruje się na mechanizmach kontroli i represji. W tekście wielokrotnie powtarzają się sformułowania związane z aparatem przymusu państwowego.
Słowo policja pojawia się 8 razy. Pojęcie usunięcie treści występuje 14 razy. Zapisy dotyczące kar pojawiają się aż 17 razy.
To jasno pokazuje, iż głównym celem projektu było wzmocnienie narzędzi kontroli nad treściami w internecie, a nie ochrona dzieci, która została użyta wyłącznie jako polityczny pretekst.
Weto jako obrona wolności słowa
Decyzja prezydenta o zawetowaniu ustawy wpisuje się w konstytucyjny obowiązek ochrony wolności słowa i prawa obywateli do swobodnej debaty publicznej. Próba przedstawiania tej decyzji jako sprzyjającej przestępcom jest nie tylko manipulacją, ale także groźnym precedensem w debacie publicznej.
Zamiast realnych rozwiązań chroniących dzieci, zaproponowano mechanizmy umożliwiające masowe usuwanie treści, nakładanie kar i ingerencję państwa w przestrzeń internetową. To właśnie taki kierunek budzi obawy o cenzurę i zamordyzm, o których coraz częściej mówią obywatele.
Polityczna gra zamiast realnej ochrony
Wykorzystywanie wrażliwego tematu bezpieczeństwa dzieci do forsowania rozwiązań ograniczających wolność słowa jest nieuczciwe i niebezpieczne. jeżeli rząd rzeczywiście chce chronić dzieci przed przestępcami, powinien przedstawić konkretne, precyzyjne przepisy, a nie projekty, które skupiają się na kontroli obywateli i mediów.
Prezydenckie weto nie jest atakiem na bezpieczeństwo najmłodszych. Jest sygnałem ostrzegawczym wobec prób wprowadzania cenzury pod przykrywką szczytnych haseł. To istotny moment dla debaty o granicach władzy państwa i ochronie podstawowych wolności obywatelskich.

8 godzin temu




