Polskie władze miały brać pod uwagę udział polskich wojsk na Grenlandii jako element wsparcia sojuszników w odpowiedzi na amerykańskie plany dotyczące przejęcia wyspy.
Autorzy podcastu „W związku ze śledztwem”, Dominika Długosz-Gierszewska oraz Mariusz Gierszewski, rozmawiali z rozmówcami z kręgów rządowych, którzy wyjaśniają, dlaczego ten pomysł ostatecznie nie został zrealizowany.
Donald Tusk miał opowiadać się za udzieleniem pomocy Danii poprzez udział polskich żołnierzy w swoistej „misji” na Grenlandii. Polscy wojskowi mieli udać się tam wspólnie z siłami ze Szwecji, Finlandii, Wielkiej Brytanii oraz Francji. Premier argumentował, iż taki krok byłby wyraźnym sygnałem solidarności z europejskimi partnerami i wzmocniłby pozycję Polski w działaniach prowadzonych na forum Unii Europejskiej.
Jak jednak wynika z relacji, przeciwnikiem tej inicjatywy miał być wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Szef PSL od dłuższego czasu rozwija swoje relacje nie tylko z Pałacem Prezydenckim, ale przede wszystkim z administracją Donalda Trumpa oraz sekretarzem obrony Petem Hegsethem. W jego otoczeniu podkreśla się, iż konserwatyści potrafią się porozumieć, a kooperacja układa się bardzo dobrze. Gdy Hegseth przebywał w Warszawie rok temu, doszło do spotkania, które zaowocowało nawiązaniem bezpośrednich kontaktów.
Według informatorów, Władysław Kosiniak-Kamysz miał przekonywać premiera, iż w tej sytuacji Polska powinna zachować dystans i nie włączać się oficjalnie w spór pomiędzy Donaldem Trumpem a Danią. Z kolei Donald Tusk miał podnosić argument, iż Polska i tak zostanie objęta konsekwencjami konfliktu, ponieważ Trump — chcąc „ukarać” państwa wspierające Danię — zapowiedział nałożenie wyższych ceł: od lutego w wysokości 10 proc., a od lipca, jeżeli sytuacja się nie zmieni, choćby 25 proc. Problem w tym, iż zgodnie z zasadami prawa międzynarodowego uderzyłoby to w całą Unię Europejską, a nie wyłącznie w Szwecję czy Francję. Polska również odczułaby skutki pośrednio.
Podobne stanowisko do Kosiniaka-Kamysza ma także Karol Nawrocki. Prezydent jest zdecydowanym zwolennikiem polityki Donalda Trumpa i najprawdopodobniej nie wyraziłby zgody na wysłanie polskich żołnierzy na Grenlandię. Tymczasem taka akceptacja byłaby niezbędna — zgodnie z polskimi przepisami to prezydent, na wniosek Rady Ministrów, zatwierdza udział polskich wojsk w misjach zagranicznych, co oznacza, iż bez współdziałania obu stron nie byłoby to możliwe.
Gdyby doszło do sytuacji, w której wniosek trafiłby do prezydenta, a ten odmówiłby zgody, sygnał wysłany do sojuszników mógłby okazać się bardzo niekorzystny. Co więcej, politycznie bardziej obciążyłoby to premiera niż głowę państwa. Donald Tusk nie byłby w stanie zapewnić partnerów, iż w innych okolicznościach wysłanie polskich wojsk poza granice kraju przebiegłoby sprawniej. jeżeli rzeczywiście taka debata miała miejsce w rządzie — a otoczenie premiera nie potwierdza tych doniesień i konsekwentnie milczy — do szefa rządu musiały trafić argumenty, iż w tym przypadku konflikt na najwyższych szczeblach władzy jest zbędny i może przynieść więcej strat niż korzyści.





![Protest przed urzędem. Mieszkańcy boją się wysypiska odpadów [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/03/20260330_Protest_mieszkancow_Przylegowa-11.jpg)









