W nocy z piątku na sobotę 3 stycznia 2026 roku Stany Zjednoczone dokonały ataku zbrojnego na Wenezuelę, wymierzonego w konstytucyjne władze tego państwa. Po dokonaniu ostrzału baz wojskowych, lotnisk i innych obiektów, siły amerykańskie ujęły prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro oraz jego żonę, celem postawienia przed amerykańskim sądem, pod pretekstem rzekomego „spisku narkotykowo-terrorystycznego w zakresie importu kokainy” oraz „posiadania broni maszynowej i urządzeń niszczących skierowanych przeciwko USA”. Inwazja USA na Wenezuelę stanowi jaskrawy przykład naruszenia prawa międzynarodowego, a w szczególności złamania artykułu 2.4 Karty Narodów Zjednoczonych. Artykuł ten stanowi, że: wszyscy członkowie ONZ powinni w swych stosunkach międzynarodowych powstrzymywać się od stosowania groźby lub użycia siły przeciwko nietykalności terytorium albo niepodległości politycznej któregokolwiek państwa, lub wszelkiego innego sposobu, niezgodnego z zasadami Narodów Zjednoczonych. Równie bezprawne jest aresztowanie prezydenta Nicolasa Maduro, który nie podlega jurysdykcji amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości.
Działania militarne podjęte przez USA przeciwko Wenezueli nie są zaskoczeniem w tym sensie, iż władze amerykańskie od wielu miesięcy formułowały takie zapowiedzi, stosując jawne groźby użycia siły wobec suwerennego państwa. Ponadto większość konfliktów zbrojnych we współczesnym świecie wywołały właśnie Stany Zjednoczone. Były to albo wojny napastnicze, albo też interwencje powodujące eskalację już istniejących konfliktów, pod pozorem „walki z komunizmem”, „walki z terroryzmem”, „obrony demokracji”, czy też „obrony praw człowieka”. W rzeczywistości zawsze chodziło obronę geopolitycznych, bądź finansowych interesów USA. W największym skrócie i zupełnie wybiórczo można wymienić w tym miejscu takie wydarzenia jak:
- konflikt wietnamski (1961-1975),
- inwazja na Dominikanę (1965),
- inwazja na Grenadę (1983),
- naloty na Libię (1986),
- interwencja w Panamie (1989),
- ingerencja w wybory na Haiti (1991),
- operacja „pustynna burza” w Iraku (1991),
- ataki na siły serbskie w Bośni (1995),
- działania w Kosowie (1999),
- inwazja na Afganistan (2001),
- inwazja na Irak (2003),
- udział w wojnie w Syrii (od 2011),
- inspirowanie i finansowanie tak zwanych „kolorowych rewolucji” w różnych krajach.
Odpowiedź na pytanie o motywy amerykańskiej agresji na Wenezuelę jest zatem oczywista. Nie chodzi tutaj o żadną wojnę z terroryzmem, czy też kartelami narkotykowymi zagrażającymi USA. Prawdziwym powodem działań Stanów zjednoczonych jest kontrola nad wenezuelskimi złożami ropy naftowej. Po rządami Nicolasa Maduro, a wcześniej Hugo Chaveza Wenezuela prowadziła politykę suwerenistyczną i chroniła własne zasoby, co z całą pewnością nie leżało w interesie Stanów Zjednoczonych. Wszelkie próby ingerencji USA w politykę wewnętrzną i zagraniczną Wenezueli nie przyniosły efektów. W rezultacie zastosowano wariant siłowy. Jednak choćby gdyby amerykańskie oskarżenia o wspieranie międzynarodowego terroryzmu oraz działalności karteli narkotykowych były prawdziwe, to i tak nie dawały one prawa do podjęcia działań zbrojnych. Jak słusznie zauważył dr Mateusz Piątkowski: „Nawet o ile państwo sprawuje kontrolę nad kartelami, to samo dostarczenie substancji zakazanych na terytorium obcego państwa nie tworzy sytuacji adekwatnej do bombardowania lotniczego czy ostrzału artyleryjskiego” [1]. Równie niedorzeczna jest argumentacja wedle, której chodziło o usunięcie „dyktatora”, w celu obrony demokracji i łamanych praw obywatelskich. „W prawie międzynarodowym nie ma obowiązku bycia państwem demokratycznym w sensie ustroju politycznego. Zgodnie z zasadą ze sprawy Tinnoco – także reżimy de facto korzystają z ochrony przewidzianej w KNZ” [2].
Najciekawszą kwestią jest jednak brak adekwatnej reakcji polskich polityków na na wydarzenia związane z atakiem USA na Wenezuelę. Wszyscy pamiętamy bowiem histeryczne oświadczenia potępiające Rosję po inwazji na Ukrainę w lutym 2022 roku. Ileż to razy przyrównywano Rosję do hitlerowskich Niemiec, a samego Władimira Putina do Hitlera. Każdy kto próbował uzasadniać i racjonalizować przyczyny tego konfliktu mógł mieć poważne problemy prawne i stanąć pod zarzutem pochwalania wojny napastniczej. W tym jednak przypadku żaden ze znaczących polskich polityków nie potępił w sposób jednoznaczny i konsekwentny amerykańską agresję na Wenezuelę. Nie było również w tym zakresie oficjalnego oświadczenia polskich władz. Ministerstwo Spraw Zagranicznych, odradziło jedynie podróży do Wenezueli z powodu niestabilnej sytuacji, apelując do obywateli polskich o ostrożność i powrót, a premier Donald Tusk potwierdził informacje o obecności 11 Polaków, którzy wyjechali do Wenezueli wbrew ostrzeżeniom. Na marginesie warto odnotować kuriozalne wypowiedzi przedstawicieli opozycji. Między innymi Krzysztof Bosak z Konfederacji stwierdził, iż nie powinno być sentymentów wobec „antyzachodniego socjalistycznego dyktatora”, postulując „twardy realizm Dmowskiego zamiast liberalnych i lewicowych iluzji” (sic!) [3]. Z kolei polityk Prawa i Sprawiedliwości Tobiasz Bocheński w ekwilibrystyczny sposób próbował zróżnicować rosyjską i amerykańską agresję. No cóż – moralność i mentalność Kalego okazują się być wiecznie żywe…
Michał Radzikowski
[1} Mateusz Piątkowski: „Atak USA na Wenezuelę to poważne naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych” – https://obserwatormiedzynarodowy.pl/,
[2] ibidem,
[3] Krzysztof Bosak zapytał o Polskę po ataku USA na Wenezuelę. „Warto przeanalizować” – https://wiadomosci.onet.pl/kraj.












