Potwierdziły się przypuszczenia, Ziobro jest teraz problemem władzy

14 godzin temu

Istnieją takie sprawy, które nikomu nie przynoszą korzyści, ale stanowią obciążenie dla wszystkich stron konfliktu. Bez dwóch zdań sprawa Zbigniewa Ziobry jest modelowym przykładem potwierdzającym ten niecodzienny stan rzeczy. PiS próbowało uczynić z byłego ministra męczennika, ale ta operacja kompletnie się nie powiodła. Wszystkie badania sondażowe pokazują, iż zaledwie 20 proc. broni zachowania Zbigniewa Ziobry, co oznacza, iż choćby część wyborców PiS sprzeciwia się tej mało odważnej postawie.

Trudno również uznać za komfortowe położenie partyjnych kolegów i koleżanek Ziobry, którzy nieustannie muszą się tłumaczyć, niemal przy każdym kontakcie z mediami. W ogólnej ocenie i bilansie, z pewnością nie można mówić o zyskach politycznych PiS, ale dotkliwych stratach wizerunkowych. Pocieszające dla PiS i samego Zbigniewa Ziobry jest to, iż najgorsze nastąpiło na samym początku i kolejne wydarzenia związane ze ściganiem polityka nie generuje nowych strat. Zupełnie inaczej to wygląda po stronie rządzących, oni mieli swoje początkowe sukcesy, gdy postawili wrogowi numer jeden zarzuty, wyśmiewali jego wcześniejsze buńczuczne deklaracje i na końcu wysłali za nim list gończy, jak za pospolitym przestępcą.

Za tym przedwczesnym triumfalizmem szły stanowcze zapowiedzi ze strony Donalda Tuska i Waldemara Żurka. Premier w swoim stylu prowokował na portalu X dosadnym komentarzem: „Albo w areszcie, albo w Budapeszcie.” Minister Sprawiedliwości poszedł jeszcze dalej i obiecywał, iż przywiezie Zbigniewa Ziobrę w bagażniku. Gdy się tak wysoko stawia poprzeczkę to upadek bywa bardzo bolesny. Po tym jak Zbigniew Ziobro przeniósł się do USA, większe straty polityczne i wizerunkowe ponosi obóz rządzący. Od początku było jasne, iż Ziobro, jako osoba ścigana w Polsce nie mógł uzyskać wizy bez wsparcia administracji Donalda Trumpa i wczoraj to przypuszczenie zostało potwierdzone. Poważna agencja Reuters poinformowała, iż to zastępca sekretarza stanu USA Christopher Landau polecił urzędnikom Departamentu Stanu wdać wizę dla Zbigniewa Ziobry. Jednocześnie Departament Stanu odpowiedział na pytania polskich dziennikarzy w bardzo lakoniczny, ale też czytelny sposób:

Stany Zjednoczone i Polska łączą bliskie więzi polityczne, gospodarcze i społeczne, oparte na wielowiekowej przyjaźni między naszymi narodami i rządami. Ze względu na poufność danych wizowych nie mamy nic więcej do przekazania w tej sprawie.

Klasyczne „nie zaprzeczamy i nie potwierdzamy”, czyli doniesienia Reutersa wypada uznać za prawdziwe. W konsekwencji oznacza to, iż USA dokonały surowej oceny działań podjętych przez polski rząd i de facto przyznały rację wszystkim tym, którzy wskazywali na polityczny charakter sprawy i nie widzieli szans na sprawiedliwy proces w Polsce. Dodatkowym problemem dla obozu rządzącego jest to, iż pomimo wcześniejszych obietnic złożonych Radosławowi Sikorskiemu, przez ambasadora USA Toma Rose’a, iż nie będzie ze strony USA żadnych gestów przyjaźni wobec Zbigniewa Ziobry, to właśnie ambasador miał interweniować w Departamencie Stanu i nie przebierał w słowach nadając interwencji rangę „bezpieczeństwa narodowego”.

W świetle tych faktów i okoliczności, ewentualna ekstradycja to jedynie pobożne życzenie, tudzież propagandowa desperacja Waldemara Żurka. Skoro Departament Stanu przyjął argumentację Ziobry o upolitycznieniu procesu, to będzie swojej decyzji bronił. Procedura ekstradycyjna także sprzyja Ziobrze, bo chociaż bierze w niej udział amerykański sąd, to ostateczną decyzję i tak podejmuje Departament Stanu. Waldemar Żurek nie ma w tej grze praktycznie żadnych atutów i jeszcze musi się uporać z uprawomocnieniem postanowienia o areszcie, a to sąd w Polsce wyda najwcześniej we wrześniu. Rozliczenia poprzedniej władzy, było najczęściej powtarzaną obietnicą wyborczą i najczęstszym oczekiwaniem wyborców Koalicji Obywatelskiej. Po tak spektakularnej porażce władzy ze Zbigniewem Ziobrą, która jeszcze długo będzie się ciągnąć, największe koszty polityczne poniesie minister Żurek, premier Tusk i cała koalicja rządząca.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Idź do oryginalnego materiału