Porty pod ostrzałem. Rosja i Ukraina tracą eksport pszenicy

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Porty pod ostrzałem. Rosja i Ukraina tracą eksport pszenicy


Ataki na porty Morza Czarnego ograniczyły w sierpniu 2026 roku eksport pszenicy z Ukrainy o około 60 proc., a z Rosji o 56 proc. Oba państwa odpowiadają za blisko jedną trzecią światowego eksportu tego zboża. Skutek to droższe kontrakty i nowa presja na bezpieczeństwo żywnościowe, także w Europie.

Porty Morza Czarnego tracą przepustowość

Wojna ponownie uderza w jeden z najważniejszych szlaków żywnościowych świata. Rosyjskie ataki na porty w Odessie i nad Dunajem oraz ukraińskie uderzenia dronowe na Noworosyjsk uszkodziły terminale i zatrzymały większość transportów z obu państw. Polski Instytut Ekonomiczny podał, iż od 1 do 28 sierpnia Ukraina wyeksportowała 1,6 mln ton pszenicy. Było to około 20 proc. jej możliwości i około 60 proc. mniej niż rok wcześniej.

Po stronie rosyjskiej skala zakłóceń jest zbliżona. Według przywołanych przez PIE szacunków analityków SovEcon sierpniowy eksport rosyjskiej pszenicy spadł rok do roku o 56 proc. Do odbiorców trafiło 1,6 mln ton, najmniej w pierwszym miesiącu sezonu od rozgrywek handlowych 2017/2018. Port w Noworosyjsku odpowiada za jedną trzecią rosyjskiego eksportu zbóż, więc jego osłabienie ma znaczenie daleko poza rosyjskim wybrzeżem.

Świat płaci za wojnę na Ukrainie

Rosja i Ukraina zapewniają łącznie około jednej trzeciej światowego eksportu pszenicy. Gdy porty przestają działać, ceny reagują szybko. W lipcu indeks cen zbóż FAO osiągnął 113,8 pkt, czyli o 6,9 proc. więcej niż przed rokiem. W sierpniu kontrakty terminowe na pszenicę wzrosły rok do roku o około 30 proc. i znalazły się najwyżej od ponad trzech lat.

Najbardziej narażeni są importerzy zależni od dostaw znad Morza Czarnego, w tym Egipt i Turcja. Wyższy koszt ziarna i transportu przechodzi następnie na mąkę, pieczywo oraz pasze. Polska nie jest głównym odbiorcą rosyjskiej pszenicy, ale działa na wspólnym rynku cen. Droższe surowce na świecie prędzej czy później pojawiają się w rachunkach rolników, przetwórców i rodzin.

Alternatywne szlaki mają twarde ograniczenia

Kijów próbuje kierować część ładunków przez porty dunajskie, rumuńską Konstancę i trasy lądowe prowadzące przez Unię Europejską. Niski poziom wody na Dunaju i ataki na infrastrukturę przy granicy z Mołdawią ograniczają jednak te możliwości. Transport drogą lądową jest droższy i nie zastąpi masowych przewozów morskich. Wcześniejsze problemy ukraińskiego rolnictwa, w tym ryzyko utraty milionów hektarów zasiewów, pokazują skalę nacisku na sektor, który odpowiada za około 60 proc. eksportu Ukrainy.

Rosja także może przerzucić jedynie część dostaw do portów bałtyckich i na kolej. Trasy są dłuższe, kosztowniejsze i gorzej dopasowane do kierunku dostaw do Afryki Północnej oraz Turcji. Uderzenia w Noworosyjsk obciążają zarazem eksport ropy, co podnosi gospodarczy koszt wojny dla Kremla.

Polska musi chronić własny rynek

Presja na zwiększenie tranzytu przez Polskę będzie rosła. Pomoc Ukrainie w odpieraniu rosyjskiej agresji leży w interesie bezpieczeństwa Rzeczypospolitej, ale tranzyt nie może ponownie zamienić się w niekontrolowany napływ ziarna na polski rynek. Embargo na import pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika chroni polskich producentów przed skutkami nierównej konkurencji. Korytarze powinny być szczelne, monitorowane i nastawione na wywóz do odbiorców końcowych.

Rosyjska presja militarna na Polskę i NATO nie ogranicza się do rakiet i wojska. Bezpieczeństwo portów, żywności i szlaków handlowych jest częścią tej samej układanki. Warszawa powinna jednocześnie wspierać skuteczny tranzyt i bezwzględnie bronić interesu własnych rolników. Solidarność bez kontroli kończy się rachunkiem wystawionym polskim rodzinom.

Źródło: Polski Instytut Ekonomiczny, Bankier.pl

Źródło: Bankier.pl

Idź do oryginalnego materiału