Pomniki wdzięczności a Ziemie Odzyskane

myslpolska.info 1 dzień temu

Mateusz Piskorski w artykule pt. „Myśl piastowska nie może być antykomunistyczna” (MP z 7-14 grudnia 2025) poruszył wiele wątków dotyczących naszych Ziem Odzyskanych.

Jeden z nich dotyczy burzenia pomników jedynych polskich bohaterów walk o te tereny, czyli żołnierzy idącego ze Wschodu na Berlin Wojska Polskiego. Nie tylko te pomniki są burzone. Burzone są pomniki Bohaterów II Wojny Światowej, pomniki Braterstwa Broni czy też pomniki wdzięczności. Wszystkie one poświęcone były żołnierzom polskim i radzieckim, którzy przywracali te ziemie Polsce. Jak takie decyzje i działania mogą w przyszłości, być może choćby nieodległej, wpłynąć na los naszych Ziem Odzyskanych? Nie jestem tu optymistą. Ale o tym w dalszej części artykułu.

W Zielonej Górze jest kilka pomników. Jednak najokazalszym i najbardziej rozpoznawalnym jest Pomnik Bohaterów z 1965 roku autorstwa Anny Krzymańskiej wybitnej rzeźbiarki, autorki rzeźb plenerowych i pomników. Wznosi się on w prestiżowym miejscu w centrum miasta na Placu Bohaterów. To pomnik-symbol odsłonięty w 20. rocznicę powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Polski. Przedstawia stylizowany piastowski miecz wbity w ziemię aż po samą rękojeść, na której widnieją płaskorzeźby polskich i radzieckich żołnierzy, tych, którzy przywracali te ziemie Polsce. Piastowski miecz wbity w piastowską ziemię ma oznaczać w sposób mocny i znaczący stałą przynależność Zielonej Góry, ale przecież i całości Ziem Odzyskanych do Polski. Symbol jest wyraźny i jednoznaczny. Ci, którzy zabiegają o zburzenie tego pomnika, przerobienie go i ci, którzy nieroztropnie popierają te pomysły źle służą Polsce. Zwolennicy powrotu tych ziem do Niemiec zarówno w Niemczech jak i w Polsce zacierają ręce. I cóż z tego, iż na pomniku widać płaskorzeźby żołnierzy radzieckich i żołnierzy Wojska Polskiego idącego ze wschodu, skoro to właśnie ci żołnierze poprzez swoją ofiarność niejako wbili ten miecz w tę ziemię i on tu trwa. Nie wolno go ruszać! Dziwne jest, iż nie rozumieją tego choćby wysoko postawieni regionalni politycy nie mówiąc już o pomniejszych.

Zielona Góra pod tym względem nie jest wyjątkiem na Ziemi Lubuskiej. Kilka lat temu zburzono Pomnik Bohaterów II Wojny Światowej stojący na Placu Powstańców Śląskich i Wielkopolskich w Nowej Soli. Tam obok figur polskich i radzieckich żołnierzy umieszczona była w centrum pomnika tablica z odlanym w betonie piastowskim orłem. Ją też usunięto. W Strzelcach Krajeńskich w marcu 2018 roku rozebrano pomnik Braterstwa Broni poświęcony żołnierzom polskim i radzieckim, którzy przywracali te ziemie Polsce. W Iłowej z powierzchni ziemi zniknął pomnik żołnierzy Wojska Polskiego i Armii Radzieckiej biorących udział w walkach na Ziemiach Środkowego Nadodrza. A przecież pomniki te to pomniki wdzięczności, niejako hołd złożony młodym żołnierzom z obu armii, którzy o te tereny walczyli z hitlerowcami poświęcając własne życie i zdrowie. Burzenie pomników wdzięczności to burzenie historii, fałszowanie jej w imię źle pojętych politycznych korzyści. Ale co tam pomniki. Dekomunizacji podlega także kamień leżący obok starego mostu na Odrze w Cigacicach obok Zielonej Góry, na którym znajduje się tylko data i nic więcej. Same cyfry. Okazuje się, iż podlega on dekomunizacji, gdyż odnosi się do przełamania linii Odry przez Armię Czerwoną. To przełamanie to historyczny fakt, a ten kamień to zwykły historyczny znak informacyjny, ciekawostka taka sama jak ta, iż w danym miejscu odpoczywał Napoleon, a w owym Wałęsa przeskoczył przez płot.

Burzenia pomników dokonuje się nie tylko na Ziemi Lubuskiej, ale też w setkach miejscowości na Ziemiach Odzyskanych (Są tacy polscy historycy i tacy polscy dziennikarze, którzy piszą „na tzw. ziemiach odzyskanych” wpisując się tym samym w niemiecką narrację bardzo przez Niemców pożądaną i z niemieckiego punktu widzenia spełniają rolę tzw. pożytecznych idiotów.). I tak na przykład w Sejnach przeznaczono do likwidacji Pomnik Matki Polki zwany też Pomnikiem Zwycięstwa, bo IPN dopatrzył się na nim płaskorzeźb czerwonoarmistów. W Bielsku Podlaskim zburzono Pomnik Tysiąclecia Państwa Polskiego. Na pomniku była tablica upamiętniająca obrońców władzy ludowej, ale była też tablica poświęcona pamięci Konstytucji 3-Maja. Tę pierwszą tablicę można było zdjąć, a pomnik zachować. Widocznie komuś bardzo przeszkadzała zasadnicza symbolika tego pomnika związana z tysiącleciem polskiego państwa i postanowił go zlikwidować.

W Płotach w województwie zachodniopomorskim w sierpniu 2025 roku z inicjatywy burmistrza miasta i IPN zburzono Pomnik Polsko-Radzieckiego Braterstwa Broni. To ósmy tego rodzaju obiekt w tym województwie zburzony od 2022 roku. W Strzelcach Opolskich „zdekomunizowano” działacza narodowego Jana Rychla (1902-1974), który był patronem jednej z ulic. Jan Rychel był wybitnym działaczem Związku Polaków w Niemczech, krzewicielem polskości na Śląsku Opolskim, organizatorem tam polskiego szkolnictwa, więźniem KL Buchenwald i UB. Jaka więc była jego wina? A no taka, iż był radnym Powiatowej Rady Narodowej, posłem na Sejm II kadencji i zasiadał w Radzie Naczelnej Rozwoju Ziem Zachodnich. Można zadać pytanie: Czy Strzelce Opolskie się dekomunizuje, czy regermanizuje? Dodam tylko, iż dekomunizacja ma objąć tam także inne znane osoby. Teatr Lubuski w Zielonej Górze już stracił swojego patrona, którym był od 1964 roku Leon Kruczkowski, literat, autor takich dramatów jak: „Niemcy”, „Pierwszy dzień wolności”, „Śmierć gubernatora”. Dramat „Niemcy” napisany w 1949 roku ukazywał obłudę i fałsz niemieckiego okupanta wpisane w zbrodnie i cieszył się wielkim powodzeniem u Polaków mających świeżo w pamięci lata niemieckiej okupacji. Dramat ten był zekranizowany, a także przez lata wielokrotnie wystawiany na deskach teatrów w całej Polsce, jak również w telewizji. Leon Kruczkowski to żołnierz kampanii wrześniowej i więzień niemieckiego obozu koncentracyjnego. Po wojnie był członkiem centralnych władz partyjnych, państwowych, międzynarodowych i literackich. Kruczkowski to człowiek o poglądach niewątpliwie narodowych, patriota, który dobro ojczyzny i narodu realizował w warunkach politycznych w jakich przyszło mu żyć. Ale tego IPN dostrzec nie chciał.

Nieco odbiegłem od tematu pomników, ale już wracam. W Kołobrzegu w centrum miasta stoi pomnik poświęcony walkom o Kołobrzeg. Widnieje na nim napis: „Żołnierzom poległym w walkach o wyzwolenie Kołobrzegu w marcu 1945 roku”. Jacy żołnierze tam krwawili? Polscy żołnierze z I Armii Wojska Polskiego. Czy ten pomnik również będzie podlegał dekomunizacji i wyburzeniu jak i wiele innych pomników na całym Wale Pomorskim tylko dlatego, iż toczyli tam walki polscy żołnierze, którzy nadeszli z „niewłaściwej” strony? To byłby jakiś absurd. Ale są ludzie, którzy do takiego absurdu są zdolni.

Pomniki bohaterów II wojny światowej, pomniki poświęcone żołnierzom I i II Armii Wojska Polskiego i pomniki wdzięczności zbudowane dla żołnierzy radzieckich na Ziemiach Odzyskanych to nie są pomniki gdzieś tam w Małopolsce, Wielkopolsce czy na Mazowszu tylko tu w zachodniej Polsce, na Pomorzu, Warmii i Mazurach, tu na Ziemiach Odzyskanych więc ich waga i znaczenie tutaj jest inne niż w centralnej Polsce, która była częścią przedwojennej Polski. Nie rozumieją tego w IPN, a także gospodarze i samorządowi decydenci w wielu miejscowościach położonych na Ziemiach Odzyskanych i burzą pomniki, które stoją na straży przynależności tych ziem do Polski i które mają być gwarantem tej przynależności. A z drugiej strony ci sami decydenci nadają ulicom i rondom nazwy pochodzące od niemieckich włodarzy tych miejscowości często będących nimi jeszcze w pruskich czasach. Nie muszą tego robić (chociaż kto wie), ale widocznie chcą. Wspomagają ich w tym różne regionalne i lokalne media, a także mieszkańcy chociażby przez swoją obojętność. Mówiąc najłagodniej jest to brak z ich strony roztropności, rozwagi i geopolitycznego myślenia. I cóż z tego, iż dla iluś tam osób Pomnik Bohaterów w Zielonej Górze to symbol – jak mówią – cierpienia, którego doznali ze strony Armii Czerwonej, kiedy tu nie chodzi o przeszłe cierpienia, bo Polacy zawsze cierpieli, ale o utrwalenie i to wszelkimi sposobami obecności Polski na tych ziemiach teraz i w przyszłości. Powrót Polski na wschodnie Kresy jak na razie to tylko mrzonki. My mamy bronić tego, co już posiadamy, tego, na co mamy realny wpływ. Odbudowaliśmy te ziemie z wojennych zniszczeń i mamy obowiązek je bronić. I to jest oczywiste. Bronić także poprzez ochronę pomników takich jak Pomnik Bohaterów w Zielonej Górze, ten stylizowany piastowski miecz wbity w piastowską ziemię aż po rękojeść. Kto tego nie rozumie, ten kilka z polityki rozumie.

W Polsce burzy się pomniki żołnierzy radzieckich, a w Niemczech postępuje się całkiem odmiennie. W Niemczech chroni się je i dba o nie. Dlaczego tak jest? Nic się nie dzieje bez wystarczającej przyczyny twierdzili starożytni Rzymianie. I tu przyczyna tych odmiennych zachowań w obu państwach też jest. Otóż, niemieckie państwo nigdy tak do końca nie zrezygnowało z polskich terenów należących przed wojną do Niemiec, mimo wielokrotnych zapewnień i deklaracji składanych przez niemieckich polityków na przestrzeni dziesięcioleci. Dowodem na to jest art. 116 niemieckiej konstytucji nawiązujący do granic z 1937 roku, który Niemcy przez lata utrzymują. I będą go utrzymywać aż do zawarcia traktatu pokojowego kończącego II wojnę światową. Na razie Niemcy bez rozgłosu przygotowują się do niego i szukają stronników. Liczą m.in. na Rosję. Starają się utrzymywać z nią dobre stosunki we wszystkich dziedzinach życia państwowego, społecznego i politycznego. Nie drażnią jej burzeniem pomników wdzięczności dla żołnierzy radzieckich tylko je pielęgnują. Dla Niemców bowiem, jak sami twierdzą, w 1945 roku miało miejsce ich wyzwolenie od terroru i narcyzmu, za co są wdzięczni Armii Czerwonej. Za to i tylko za to, a nie za okupację Niemiec. Tak samo powinno być w Polsce. Polska powinna być wdzięczna radzieckim żołnierzom za wyzwolenie spod niemieckiej okupacji i uchronienie polskiego narodu od biologicznej zagłady planowanej przez niemieckich zbrodniarzy.

Ochrona narodu od biologicznej zagłady była dla Polaków sprawą najistotniejszą, bo dla naszego narodu było to być albo nie być. Andrzej Szczypiorski ujął to w ten sposób: „Kiedy na powojennych gruzach powstała Polska Ludowa, oznaczało to dla olbrzymiej większości narodu ocalenie, które nadeszło w przeddzień niemieckiej zagłady. Polacy uciekli Hitlerowi spod łopaty. Kto tego nie pojmuje, niczego z tamtej epoki nie pojmuje”. Faktem jest, iż kilkaset tysięcy radzieckich żołnierzy zginęło na polskiej ziemi, setki tysięcy zostało rannych. Dziękczynnym symbolem za ich poświęcenie i ofiarę były pomniki wdzięczności tak licznie dla nich budowane po wojnie, a w tej chwili tak nagminnie burzone. Czyżby wdzięczność Polaków za wyzwolenie spod niemieckiej okupacji i zapobieżenie zagładzie narodu już się skończyła i przerodziła w niewdzięczność? Rosjanie, zwykli rosyjscy ludzie tak to odbierają i z niedowierzaniem kręcą głowami.

Pod koniec 2019 roku doszło do polsko-rosyjskiego spięcia na temat wyzwolenia Polski w 1945 roku. Polska strona twierdziła, iż nie było żadnego wyzwolenia, ale nastąpiła nowa okupacja, a ZSRR był okupantem. Wtedy rzeczniczka rosyjskiego rządu Maria Zacharowa zapytała publicznie czy Polska kwestionuje Układ Poczdamski. Było to w zasadzie pytanie o nasze Ziemie Odzyskane i o ich przyszłość. Bo skoro Polska kwestionuje, iż Związek Radziecki był sojusznikiem państw koalicyjnych w walce z Niemcami i wyzwolicielem, co wyraźnie zostało w Poczdamie powiedziane, to być może kwestionuje także inne poczdamskie ustalenia w tym przynależność do Polski Ziem Odzyskanych. Po tej wypowiedzi dyskusja się skończyła. Nie warto igrać z ogniem. Tym bardziej, iż daleko polskiej dyplomacji do dyplomacji rosyjskiej. Polska potrzebuje z naszym wielkim sąsiadem dobrych stosunków teraz i w przyszłości. Nie przywróci się ich burzeniem pomników wdzięczności.

Niemcy dobrze wiedzą, iż w dużej mierze od Rosji, która jest prawnym następcą Związku Radzieckiego i która jest liczącym się na świecie mocarstwem zależy ich polityczny sukces zwieńczony powrotem na utracone po wojnie ziemie. Znają starożytne maksymy, iż „Kto ustanowił ten może znieść” (Cuius est condere eius est tolere.) oraz „Jeżeli komu wolno więcej, to tym bardziej wolno mniej” (A maiori ad minus.) Skoro, jak wiemy, to głównie Związek Radziecki ustanowił granicę między Polską a Niemcami na Odrze i Nysie Łużyckiej, a ziemie po prawej stronie tych rzek przydzielił Polsce, to Rosja dzisiaj wcale nie musi się przy tym fakcie upierać i może cofnąć to swoje postanowienie sprzed lat. Może poprzeć Niemcy w ich rewizjonistycznych planach. Kto jej zabroni? Znane są bowiem w powojennej Europie zmiany granic. Tak było w przypadku Serbii, której zabrano Kosowo i Ukrainy, od której odpadł Krym. Stało się to praktycznie bez konsekwencji dla decydentów. A w traktacie pokojowym wszystko może się zdarzyć. Niemcy, zatem w swoich rewizjonistycznych planach wolą mieć Rosję po swojej stronie jako swojego stronnika, a nie przeciwnika.

Odwrotnie niż polskie władze i IPN. No cóż, Niemcy to poważne państwo potrafiące dochodzić do raz wytyczonego celu przez dziesięciolecia. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby się kiedyś okazało, iż tę dziwną dekomunizację w Polsce, to burzenie pomników i drażnienie tym Rosji oraz ta cała wieloletnia przepychanka z tym związana to dzieło proniemieckiego lobby stworzonego przez niemiecką agenturę, której zapleczem są nadmiernie rozbudowane niemieckie konsulaty w Polsce. Odnosi się wrażenie, iż ci lobbyści są wszędzie: w IPN, w partiach politycznych, w samorządach, w związkach zawodowych, w stowarzyszeniach, w mediach, w związkach kombatanckich. Wszędzie. To poprzez te podmioty poważne niemieckie państwo działa na swoją korzyść, a niekorzyść Polski. Trzeba wiedzieć, iż teraźniejszość tak samo jak przeszłość ma wpływ na przyszłość. Dlatego Polska musi dążyć do tego, aby mieć lepsze dwustronne stosunki z Rosją niż mają je Niemcy. Nie można przez nieroztropne decyzje IPN i różnych innych mało przewidujących przyszłość decydentów dopuścić do tego, aby decyzje te w negatywny dla Polski sposób ważyły na przyszłości naszych Ziem Odzyskanych, a co za tym idzie na przyszłości Polski.

Konflikt zbrojny rosyjsko-ukraiński kiedyś się skończy. Zapadną określone decyzje, które będą konsekwentnie realizowane. Tego czy decyzje te będą dotyczyły tylko Rosji i Ukrainy, czy będą miały szerszy zasięg nie wiemy. Mam nadzieję, iż wypracowywane ustalenia nie dotkną Polski w sposób dla niej niekorzystny. Gdyby się jednak tak miało stać to Polska w tej chwili nie ma takich stronników, którzy w razie potrzeby mogliby się za nią wstawić. Nie pozyskała ich przez swoją słabą politykę zagraniczną. Dlatego też w czasie zbliżających się gorących rozstrzygnięć Polska może pozostać sama z narzuconymi jej odgórnie decyzjami do wykonania. Oby nie dotyczyły one naszych Ziem Odzyskanych.

Stanisław Stojanowski-Han

Zielona Góra

Myśl Polska, nr 1-2 (4-11.01.2026)

Idź do oryginalnego materiału