Noworoczne orędzie Donalda Tuska stało się papierkiem lakmusowym stanu polskiej polityki. Nie dlatego, iż padły w nim słowa przełomowe – te padały już wielokrotnie – ale dlatego, iż jasno zarysowały linię podziału między państwem odbudowywanym a państwem permanentnej awantury. Gdy premier mówi o „żelaznej zasadzie najpierw polskie” w zamówieniach publicznych, rysuje projekt modernizacji oparty na interesie narodowym rozumianym poważnie. Gdy reagują politycy PiS, dostajemy natomiast pokaz starej retoryki: krzyk zamiast argumentów, insynuację zamiast faktów.
„Zasada ‘najpierw polskie’ stanie się żelazną zasadą zamówień publicznych” – powiedział Tusk. I nie była to deklaracja wyrwana z kontekstu, ale element spójnej narracji o repolonizacji, odbudowie przemysłu i inwestycjach infrastrukturalnych. „Rok 2026 będzie rokiem polskiego przyspieszenia” – zapowiedział premier, wskazując na wzrost gospodarczy, odzyskane środki europejskie i naprawę relacji z Unią. To język państwa, które wreszcie przestało kopać się z własnym cieniem.
Kontrreakcja PiS była natychmiastowa i przewidywalna. Radosław Fogiel grzmiał o „bezczelności” i „ciągłym kłamaniu”, a Szymon Szynkowski vel Sęk dorzucił „arcymistrza kłamstwa”. Spór przeniesiono na poziom emocji, nie analizy – rzekome wykluczanie polskich producentów przy parametrach kolei dużych prędkości pod CPK stało się pretekstem do oskarżeń o zdradę interesu narodowego. To stara sztuczka: zawęzić debatę do jednego parametru technicznego i ogłosić moralną klęskę rządu. Tymczasem „najpierw polskie” w zamówieniach publicznych oznacza ramy, preferencje, bezpieczeństwo łańcuchów dostaw i długofalową strategię – nie doraźny populizm.
W orędziu Tusk zrobił coś, czego PiS nie potrafił przez osiem lat: połączył wizję rozwoju z katalogiem wartości. „Silna armia – bezpieczeństwo i wygrana. Warcholstwo i liberum veto – słabość i przegrana” – mówił, stawiając sprawę jasno. Państwo nie może być zakładnikiem krzykliwych mniejszości ani oligarchicznych układów. „Korupcja, oligarchia, polityczna klientela to zepsucie i upadek” – dodał premier, uderzając w sedno patologii, które PiS nie tylko tolerował, ale często pielęgnował.
Symboliczne było także to, co Tusk powiedział o historii. Gdy Mariusz Błaszczak próbował wykpić wątek „tysiąca lat państwa”, sugerując rzekome pisanie historii na nowo, premier mówił o odpowiedzialności wynikającej z długiego trwania państwowości. „Tysiąc lat własnej historii pozwala nam wyciągać własne wnioski” – to nie jest spór o daty, ale o sens wspólnoty. O to, czy historia służy budowaniu przyszłości, czy tylko bieżącej mobilizacji elektoratu.
Najmocniejszym fragmentem orędzia była jednak zapowiedź bezwzględnego egzekwowania prawa. „Czy to będzie król kiboli, handlarz narkotyków, skorumpowany polityk czy prorosyjski bojówkarz – każdy bez wyjątku, kto łamie prawo, gorzko tego pożałuje” – zapowiedział Tusk. To deklaracja zerwania z pobłażliwością wobec „swoich”, która stała się znakiem firmowym rządów PiS. Państwo prawa nie wybiera, kogo ściga – ono działa.
Krytycy z PiS wolą udawać, iż nic się nie zmieniło. Tymczasem zmieniło się niemal wszystko: inflacja przestała dławić gospodarstwa domowe, relacje z Europą przestały być polem bitwy, a inwestycje przestały być politycznymi trofeami. Owszem, diabeł tkwi w szczegółach – także w parametrach przetargów – ale to rząd Tuska zaproponował ramy, w których te szczegóły można uczciwie rozstrzygać.
Orędzie nie było manifestem doskonałości. Było manifestem kierunku. A różnica między rządem, który bierze odpowiedzialność za państwo, a opozycją, która żyje z oburzenia, stała się tej nocy aż nadto widoczna. jeżeli PiS chce wrócić do rozmowy o Polsce, musi nauczyć się mówić językiem faktów. Na razie woli krzyczeć.

2 godzin temu









![108 zarzutów dla 23-latka. Wyłudził telefony na 430 tys. zł. Wykorzystał dane z biura matki [FILM, ZDJĘCIA]](https://static2.supertydzien.pl/data/articles/xga-4x3-108-zarzutow-dla-23-latka-wyludzil-telefony-na-430-tys-zl-wykorzystal-dane-z-biura-matki-film-z-1767379237.jpg)
