Polska 18 września dołączyła do europejskiej koalicji antybalistycznej, co potwierdził premier Donald Tusk podczas wizyty na Ukrainie. Prezydent Wołodymyr Zełenski ogłosił partnerstwo obu państw w inicjatywie rozwijającej obronę przed pociskami balistycznymi. Dla Polski stawką jest realna osłona terytorium, dostęp do technologii i udział krajowego przemysłu.
Polska zmienia decyzję i wchodzi do koalicji
Premier Donald Tusk potwierdził 18 września, iż Polska znalazła się w europejskiej koalicji antybalistycznej. Wołodymyr Zełenski podczas wspólnej konferencji prasowej na zachodzie Ukrainy zapowiedział, iż Polska i Ukraina będą w ramach tej inicjatywy partnerami. Deklaracja padła podczas pierwszego szczytu państw karpackich.
To istotna zmiana wobec sytuacji z lipca. Polska nie znalazła się w gronie założycieli koalicji, a rząd tłumaczył wówczas, iż pozostanie poza inicjatywą było świadomą decyzją związaną z interesem przemysłu. Teraz Warszawa dołącza do projektu, ale samo członkostwo nie odpowiada jeszcze na najważniejsze pytania: co dokładnie otrzyma Polska, jakie wniesie zdolności i kto zapłaci za rozwój systemu.
Dziesięciu założycieli i otwarta formuła
Koalicję powołano 13 lipca. Wspólną deklarację podpisali przywódcy dziesięciu państw: Danii, Francji, Niemiec, Włoch, Niderlandów, Norwegii, Hiszpanii, Szwecji, Ukrainy i Wielkiej Brytanii. Dokument od początku przewidywał możliwość przyjmowania kolejnych uczestników.
Celem jest stworzenie wspólnych wymagań operacyjnych, technicznych grup roboczych, zasad zarządzania oraz planu dojścia do pierwszych zdolności. Państwa chcą łączyć potencjał przemysłów obronnych, badania i doświadczenie operacyjne. Ukraina wnosi wiedzę zdobytą podczas odpierania rosyjskich ataków rakietowych.
Koalicja ma charakter obronny i ma uzupełniać istniejące systemy przeciwrakietowe. To ważne rozróżnienie. Nie pozostało gotową tarczą ani gwarancją, iż każda rakieta zostanie przechwycona. Jest platformą, która może prowadzić do wspólnych technologii, produkcji i procedur. Jej wartość poznamy po konkretnych kontraktach, terminach i rozmieszczeniu zdolności.
Rosyjskie uderzenia skracają czas na decyzję
Decyzja zapadła dzień po kolejnym rosyjskim ataku blisko Polski. Rosyjski dron eksplodował około 4 km od naszej granicy, co spowodowało poderwanie polskich myśliwców. Zagrożenie ze strony pocisków balistycznych i szybkich dronów nie jest więc ćwiczeniem sztabowym. Dotyczy czasu reakcji, ochrony lotnisk, energetyki, miast i węzłów logistycznych.
Dzień przed wizytą na Ukrainie Tusk mówił w Sejmie o możliwości hybrydowych uderzeń dronami i rakietami na państwa wspierające Ukrainę, w tym Polskę. Kancelaria Premiera potwierdziła, iż rozmowy o koalicji były jednym z celów wyjazdu. Wejście Polski do projektu nastąpiło zatem w chwili wyraźnego wzrostu presji bezpieczeństwa na wschodniej flance.
Partnerstwo musi służyć polskiej racji stanu
Współpraca z Ukrainą ma wojskowy sens, bo to jej armia posiada największe w Europie doświadczenie w odpieraniu masowych ataków rosyjskich. Partnerstwo nie może jednak oznaczać roli płatnika lub rynku zbytu dla cudzych rozwiązań. Polska powinna wejść do programu z jasno opisanym interesem: produkcją w kraju, dostępem do technologii, udziałem polskich firm i pierwszeństwem ochrony własnego terytorium.
Rząd musi ujawnić zakres zobowiązań finansowych oraz odpowiedzieć, jak koalicja połączy się z polskimi programami Wisła, Narew i Pilica+. Bez tego polityczna deklaracja pozostanie obietnicą. Z tymi warunkami może stać się elementem rzeczywistej suwerenności obronnej.
Polska nie potrzebuje kolejnego forum do wspólnych fotografii. Potrzebuje sensorów, efektorów, zapasów amunicji i krajowych zdolności produkcyjnych. W koalicji warto być wtedy, gdy wzmacnia ona bezpieczeństwo Polaków i pozycję polskiego przemysłu, a nie rozmywa odpowiedzialność między europejskimi stolicami.
Źródło: Kresy.pl, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Biuro Prezydenta Ukrainy
Źródło: Kresy.pl









-9b20a7a2-1200x675-777285f6.jpg)






