Polska awansowała, Zachód utknął. Mentalna żelazna kurtyna trwa

dzienniknarodowy.pl 6 godzin temu
Zdjęcie: Polska awansowała, Zachód utknął. Mentalna żelazna kurtyna trwa


Polska po 1989 roku dokonała gospodarczego i cywilizacyjnego awansu, ale 28 sierpnia Marek Magierowski wskazał, iż zachodnie elity przez cały czas traktują naszą część Europy jak polityczne peryferie. Widać to przy obsadzie najważniejszych stanowisk i tworzeniu wpływowych gremiów. Dla Polaków oznacza to jedno: siła gospodarcza musi wreszcie zostać zamieniona w realny wpływ.

Awans, którego nie wolno już tłumaczyć Zachodowi

Polska nie jest krajem, który dopiero prosi o miejsce przy europejskim stole. Jest państwem bezpiecznym, dynamicznym i coraz pewniejszym własnej wartości. Marek Magierowski, były ambasador RP w Izraelu i Stanach Zjednoczonych, napisał 28 sierpnia w opinii dla money.pl, iż podobną drogę przeszły inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej. Problem leży gdzie indziej. Zachodni sposób myślenia nie nadążył za zmianą rzeczywistości.

To rozpoznanie trafia w sedno. Przez ponad trzy dekady Polska miała nadrabiać, dostosowywać się i udowadniać, iż zasługuje na uznanie. Dziś ten etap powinien być zamknięty. Państwo, które ponosi poważne koszty obrony wschodniej flanki i ma własne interesy gospodarcze, nie może pozostawać petentem w sprawach dotyczących jego bezpieczeństwa. Dyskusja o polskiej roli w NATO pokazuje, iż uznanie naszego znaczenia wymaga twardych decyzji, a nie samych pochwał.

Stanowiska w NATO mówią więcej niż deklaracje

Magierowski zwraca uwagę na wybór sekretarza generalnego NATO. Kiedy pojawia się możliwość powierzenia najważniejszej funkcji komuś z Europy Środkowej, wracają wymijające argumenty i zachodnie przyzwyczajenia. Sojusz chętnie mówi o znaczeniu wschodniej flanki, ale jego najwyższe stanowisko przez cały czas pozostaje domeną polityków z zachodniej części kontynentu.

Nie chodzi o prestiż dla samego prestiżu. Sekretarz generalny nie dowodzi armiami, ale współtworzy agendę, pośredniczy między stolicami i nadaje ton publicznej debacie. Doświadczenie państw, które przez dziesięciolecia żyły pod presją Moskwy, jest w tej roli szczególnie cenne. Pomijanie tego doświadczenia osłabia realizm całego Sojuszu.

Polska powinna więc zabiegać o stanowiska konsekwentnie i z wyprzedzeniem. Kandydatur nie buduje się w ostatniej chwili. Potrzebne są kadry, sieć sojuszy i gotowość do postawienia sprawy jasno: państwa ponoszące ciężar obrony wschodniej granicy NATO mają prawo współdecydować o jego kierunku. Rosyjskie próby testowania spójności Sojuszu pokazują, iż reprezentacja regionu jest kwestią bezpieczeństwa, nie próżności.

Rhine Group i stary odruch centrum

Drugim przykładem jest Rhine Group, nowe gremium współtworzone przez Mario Draghiego i Patricka Collisona, skupiające ludzi biznesu, administracji i nauki. Grupa deklaruje pracę na rzecz silniejszej Europy. Jej oficjalna lista członków obejmuje dziesiątki znanych postaci, wśród nich byłego prezydenta Estonii Toomasa Hendrika Ilvesa. Nie potwierdza to tezy o całkowitym braku przedstawicieli nowych państw Unii, ale skala nierównowagi pozostaje widoczna. Polski na tej liście nie ma. Europa Środkowa jest reprezentowana szczątkowo.

Ten szczegół ma znaczenie, bo takie gremia tworzą język przyszłych reform, wskazują ekspertów i przesuwają granice tego, co elity uznają za możliwe. o ile region rozwijający się szybciej od wielu zachodnich gospodarek pojawia się w nich symbolicznie, stare centrum znów opisuje całą Europę własnym głosem. Potem gotowe koncepcje trafiają do instytucji unijnych jako rzekomo wspólna odpowiedź kontynentu.

W polskim interesie nie leży obrażanie się na podobne inicjatywy. Trzeba do nich wchodzić, tworzyć własne ośrodki intelektualne i finansować zaplecze eksperckie zdolne konkurować na poziomie europejskim. Suwerenność wymaga własnych idei oraz ludzi, którzy potrafią przełożyć je na decyzje. Bez tego choćby dobry wynik gospodarczy pozostaje cudzą ciekawostką.

Koniec polityki wiecznego ucznia

Mentalna żelazna kurtyna nie utrzymuje się wyłącznie przez zachodni paternalizm. Trwa również dlatego, iż część polskich elit przez cały czas czerpie poczucie znaczenia z samej obecności w zachodnich salonach. Zamiast wnosić polskie stanowisko, pilnuje, by nie naruszyć miejscowego konsensusu. Taka postawa może przynosić osobiste kariery, ale nie buduje siły państwa.

Polska dyplomacja powinna mierzyć skuteczność liczbą spraw rozstrzygniętych zgodnie z interesem narodowym. Liczą się stanowiska, inwestycje, warunki regulacji, bezpieczeństwo energetyczne i realny udział w formowaniu polityki obronnej. Sympatyczne słowa o polskim cudzie gospodarczym nie zastąpią wpływu.

Stawka dotyczy naszej wolności działania. jeżeli inni układają zasady, Polacy później płacą za ich wdrożenie w podatkach, cenach energii i ograniczeniach dla przedsiębiorstw. Awans gospodarczy dał nam podstawę do podmiotowej polityki. Teraz trzeba przestać czekać, aż Zachód sam zaktualizuje mapę Europy.

Źródło: Marek Magierowski, money.pl

Źródło: Money.pl

Idź do oryginalnego materiału