„Biały Orzeł” rozmawia z Janem Dziedziczakiem – posłem, byłym wiceministrem spraw zagranicznych oraz zastępcą przewodniczącego sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą – o tym, jak dziś państwo polskie widzi Polonię i czego realnie oczekuje od współpracy z nią, a także jakiego wsparcia od strony polskiej może oczekiwać Polonia. W przededniu świąt majowych, kiedy naturalnie wracają tematy tożsamości, historii i więzi z krajem, nasz rozmówca mówi m.in. o roli polonijnej oświaty, znaczeniu organizacji społecznych i mediów polonijnych oraz o tym, jakie sprawy – od obywatelskich po kulturalne – w jego ocenie wymagają dziś najpilniejszego wsparcia i lepszej koordynacji.
W marcu br. poseł Jan Dziedziczak był obecny na inauguracji działalności Instytutu Pileckiego w Nowym Jorku . Fot. Archiwum J. Dziedziczaka„Biały Orzeł”: W latach 2019-2023 był Pan pełnomocnikiem rządu ds. Polonii i Polaków za granicą, w tej chwili jako poseł jest Pan wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Czym różnią się w praktyce te stanowiska?
Jan Dziedziczak: Jako pełnomocnik rządu odpowiadałem za działania rządu, kreowałem czy współkreowałem politykę polonijną, a jako parlamentarzysta opozycji i wiceszef komisji sejmowej zajmującej się Polonią spełniam odmienną rolę polityczną, znajdując się niejako po drugiej stronie barykady. Patrzę więc rządzącym na ręce i realizuję tak zwaną funkcję kontrolną sejmu, czyli jestem przedstawicielem problemów Polonii w parlamencie.
Stanowisko pełnomocnika rządu ds. Polonii i Polaków za granicą nie istnieje od ponad dwóch lat. Dlaczego tak się stało i jaka jest Pana opinia w tej sprawie?
Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto opowiedzieć o powstaniu funkcji pełnomocnika rządu do spraw Polonii i Polaków za granicą, bo ta funkcja wzięła się z moich rozmów z premierem Mateuszem Morawieckim. Pan premier, kiedy objął swoje stanowisko, będąc przyzwyczajonym do pracy w wielkich korporacjach, gdzie wszystko jest uporządkowane i jedno wynika z drugiego, zapytał mnie na początku swojej kadencji, kto w Polsce odpowiada za Polonię i kto kreuje politykę polonijną państwa. Zacząłem więc wymieniać poszczególne instytucje, takie jak Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Senat, Ministerstwo Edukacji, Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Urząd ds. Kombatantów i jeszcze parę innych.
Czyli jest ich naprawę wiele…
Tak i dlatego pan premier zapytał mnie również, kto te działania związane z Polonią koordynuje. Odpowiedziałem zgodnie z prawdą, iż resorty te działają samodzielnie. Premier, mający duże doświadczenie międzynarodowe, stwierdził, iż tak nie powinno być. W 40-milionowym kraju, gdzie dodatkowe 20 milionów rodaków mieszka za granicą, polityka polonijna powinna być po pierwsze polityką, a nie doraźnym działaniem, a po drugie częścią całej polityki zagranicznej państwa. W ten sposób zresztą działają wszystkie poważne kraje. W związku z tym premier postanowił podjąć działania koordynujące te wszystkie elementy i powołał w swojej kancelarii, a więc ponad resortami, urząd pełnomocnika rządu ds. Polonii i Polaków za granicą, który objąłem jako sekretarz stanu. Chodziło o to, żeby od tej chwili wszelkie nasze działania wobec rodaków na obczyźnie były skoordynowane i żebyśmy jako kraj potrafili prowadzić skuteczną politykę zagraniczną także dzięki naszym polskim patriotom będącym poza granicami kraju. Niestety po zmianie rządów ten urząd został zlikwidowany, a cała sytuacja wróciła do punktu wyjścia i znów mamy sytuację, gdzie jest wiele instytucji odpowiedzialnych za relacje z Polonią. I kiedy na posiedzeniach Komisji Łączności za granicą pytam na przykład przedstawicieli Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Edukacji czy też Senatu, który przecież dysponuje ogromnymi środkami na działania polonijne, czy ich działania są skoordynowane i wiedzą o nich wzajemnie, to niestety z przerażeniem dowiaduję się, iż jednak nie.
Jednak od 2024 roku działa przy Ministerstwie Spraw Zagranicznych Międzyresortowy Zespół ds. Polonii i Polaków za Granicą…
Międzyresortowy Zespół ds. Polonii i Polaków za Granicą spotyka się co kilka miesięcy i nie pełni żadnej roli wykonawczej. Spotykając się tak rzadko, nie skupia się również na bieżących działaniach. Mnie natomiast zależy na tym, żeby z Polakami za granicą, którzy stanowią wielki kapitał naszego kraju, współpracować na bieżąco na rzecz interesów Polski, ale też na rzecz interesów bezpieczeństwa narodowego oraz na rzecz tożsamości samej Polonii.
Czym zajmuje się i jak wyglądają prace sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, której w tej chwili jest Pan wiceprzewodniczącym?
Komisja powstała ponad 30 lat temu po przemianach demokratycznych w Polsce. Chodziło o to, aby docenić 20-milionową grupę Polaków za granicą i pokazać, iż Polska o nich pamięta. To był taki wyraz szacunku względem licznej Polonii na całym świecie, a także pewna deklaracja, iż chcemy z nią współpracować. Komisja liczy w tej chwili kilkudziesięciu członków i spotyka się co posiedzenie Sejmu. Na posiedzeniach poruszamy tematy związane z wyzwaniami, z którymi muszą mierzyć się Polacy za granicą. Poruszamy też bieżące kwestie geograficzne, omawiając sytuację Polaków na Litwie, na Białorusi i w innych częściach świata, gdzie akurat źle się dzieje lub też można coś poprawić. I w tym miejscu apeluję również do czytelników „Białego Orła”, aby sygnalizowali nam niepokojące sprawy i tematy. Wtedy my będziemy zadawać pytania rządzącym i będziemy interweniować jako sejm, czyli władza ustawodawcza, żeby coś zmienić na lepsze.
Jest Pan bardzo aktywny w swojej działalności i dużo Pan podróżuje. Czy często odwiedza Stany Zjednoczone i przy jakich okazjach?
Podczas tej kadencji byłem w Stanach Zjednoczonych już trzy razy. Te długie podróże nie są zbyt komfortowe i czasu w wiele rzeczy brakuje, ale wychodzimy z założenia, iż trzeba być blisko amerykańskiej Polonii, jeżeli chcemy ją reprezentować w parlamencie i poruszać w kraju sprawy, które są dla niej ważne. Tutaj nie można się zdawać wyłącznie na relacje pisemne i na przykład pracę konsulatu w danym kraju lepiej ocenić osobiście. W tej kadencji byłem już w Chicago, a także uczestniczyłem w zeszłorocznej imponującej Paradzie Pułaskiego w Nowym Jorku. Brałem udział w zlocie Związku Harcerstwa Polskiego poza granicami kraju, a niedawno miałem możliwość wzięcia udziału w inauguracji Instytutu Pileckiego w Stanach Zjednoczonych.
Przez tyle lat dobrze poznał Pan funkcjonowanie Polonii na całym świecie, w tym również Polonii amerykańskiej. Jak Pana zdaniem powinny kształtować się wzajemne relacje między Polską a jej diasporą?
To, co łączy Polaków na całym świecie, to miłość do ojczyzny i zwykle również tęsknota za krajem. Zawsze podkreślam, iż Polska i Polonia powinny stosować zasadę partnerstwa. Były takie okresy w historii, iż Polonia była kłopotem dla Polski, a choćby była traktowana jak petent. W żadnym wypadku tak być nie powinno. Polonia zawsze powinna być partnerem Polski, gdyż zarówno nad Wisłą, jak i za granicą, są polscy patrioci, którzy chcą coś zrobić dla kraju.
„Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, zapytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju” – to słynne zdanie wypowiedział John F. Kennedy podczas swojej inauguracji na 35. prezydenta USA. Co więc dobrego może zrobić polski patriota dla swojej ojczyzny, żyjąc w Ameryce?
Moim zdaniem istnieją trzy główne elementy, które łączą wszystkich Polaków na świecie, identyfikując ich jako polskich patriotów. I te trzy elementy powinniśmy realizować, jeżeli chcemy pomóc polskiej sprawie, a żyjemy za granicą. Po pierwsze: polski patriota na obczyźnie jest obrońcą dobrego imienia Polski i czuje się jej ambasadorem. Taki Polak reaguje indywidualnie, ale też jako organizacja polonijna czy redakcja, jeżeli pojawiają się nieprawdziwe informacje związane z naszym krajem. Przykładowo, jeżeli ktoś mówi o „polskich obozach śmierci”, to nie możemy zostawić tego bez komentarza. Musimy interweniować, przedstawiając fakty, które – jak wiemy – są zupełnie inne. Często takie sprostowania padają z ust ministra, ambasadora czy konsula. To ważne, ale zawsze to jest głos urzędnika. jeżeli natomiast mówi to Polak żyjący w Stanach Zjednoczonych, to zwykle mówi to do swojego sąsiada, znajomego z uczelni, pracy czy ze szkoły. I wtedy jego głos jest słuchany dużo uważniej. Promocja dobrego imienia Polski to także opowiadanie o licznych naszych zaletach i historii. Jesteśmy krajem Kopernika, Chopina, Jana Pawła II, Marii Skłodowskiej-Curie. Drugim krajem na świecie w historii, który miał demokratyczną konstytucję. A także krajem, do którego prześladowane środowiska uciekały, bo to właśnie u nas była wolność i tolerancja. Moglibyśmy długo tu wymieniać, ale warto te fakty znać i opowiadać o nich innym, żeby ci inni mieli dobre skojarzenia z Polską. Na tym właśnie również polega patriotyzm. Drugi bardzo istotny element, jeżeli chodzi o Polaków w Stanach Zjednoczonych, to propolski lobbing. Pamiętajmy, iż większość z 10 milionów Polaków żyjących w Stanach Zjednoczonych to są obywatele i wyborcy amerykańscy. I bardzo ważne jest to, żebyśmy jako dziesięciomilionowa grupa w Stanach Zjednoczonych tworzyli uporządkowany lobbing polityczny w warunkach demokratycznych. Warto więc zadawać pytania kandydatom, którzy proszą o nasze głosy bez względu na to, czy jest to kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych, na senatora, członka Izby Reprezentantów, czy też gubernatora. Chce naszych głosów? No to niech przykładowo odpowie, czy jest za tym, aby wojska amerykańskie stacjonowały w Polsce? Bo dla nas jest bardzo ważne, żeby wojska amerykańskie w Polsce były, bo dzięki temu Putin nie zdecyduje się na atak na nasz kraj. Wedle starożytnej maksymy: „Chcesz pokoju, to szykuj się do wojny”. W polityce bezpieczeństwa chodzi bowiem o to, żeby agresor nie zdecydował się na atak. Obecność wojsk amerykańskich jest kluczowym elementem tej polityki, tak więc wracając do wyborów w Stanach Zjednoczonych, to o ile jesteśmy wyborcami amerykańskimi o polskim sercu, pytajmy naszych kandydatów, czy są za obecnością wojsk amerykańskich w Polsce. jeżeli jesteś za, to masz mój głos. jeżeli jesteś przeciw, zagłosuję na twoją konkurencję, bo to jest dla mnie temat kluczowy. Na tym właśnie polega skuteczny lobbing polityczny. Wszystkie poważne kraje właśnie w ten sposób działają. Wiem, iż wielu Polaków tak robi, ale oczywiście mobilizujmy się wszyscy, żeby pokazać tę 10-milionową siłę. Natomiast jeżeli chodzi o polityków niższego szczebla, lokalnych, to wymagajmy na przykład nauki języka polskiego w szkołach. Żądajmy polskich nazw ulic i patronów, żeby była ulica Chopina, Kopernika czy też innego wielkiego Polaka. Dbajmy o to, aby była zgoda na polskie miejsca pamięci. Ostatni, trzeci element bycia polskim patriotą za granicą, wiąże się z przekazywaniem polskości następnym pokoleniom. To, co sprawia, iż nasze dzieci i wnuki będą dalej mieć polskie serca, będą mówić po polsku, będą znać polską tradycję, kulturę i historię. Bardzo ważne jest więc to, abyśmy z naszymi dziećmi czy wnukami, choćby o ile są już w małżeństwach mieszanych ich rodziców, mówili w języku polskim. Żebyśmy zapisywali nasze pociechy do polskich szkół, do polskiego harcerstwa, a także korzystali z polskiego duszpasterstwa, jeżeli jesteśmy wierzący. To jest bardzo istotne, aby ta polskość trwała w kolejnych pokoleniach i żeby nie było w rodzinie takiej sytuacji, iż rodzice lub dziadkowie są zaangażowanymi polskim patriotami, a ich dzieci czy wnuki nie mówią choćby po polsku.
W tym, co Pan powiedział, z pewnością zawartych jest wiele ważnych ideei, jednak patrząc z drugiej strony, w przeszłości dało się słyszeć w Polonii głosy, iż polscy politycy i parlamentarzyści zabiegają o dobre relacje z Polonią głównie przed zbliżającymi się wyborami w Polsce…
Myślę iż od dawna już tak nie jest. Polska od lat jednoznacznie pokazuje, iż jest razem ze swoimi rodakami poza granicami kraju. I tam, gdzie Polacy mają problemy, interweniujemy bardzo stanowczo. Tak jak chociażby w sprawie naszych rodaków na Litwie, na Białorusi, na Ukrainie, na Łotwie czy też Republice Czeskiej na Zaolziu. Wszędzie, gdzie jest potrzebne wsparcie, państwo polskie reaguje. jeżeli natomiast chodzi o Stany Zjednoczone, to przypomnę choćby sprawę Pomnika Katyńskiego w New Jersey, gdzie nasz konsulat i ambasada intensywnie wspierały działania Polonii, aby pomnik nie został usunięty. Kiedy do Stanów Zjednoczonych przyjeżdżają prezydent lub premier, zawsze znajdują czas, aby spotkać się z Polonią. To z jednej strony ważne dla samych rodaków zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych, bo to przecież zaszczyt mieć możliwość spotkania z prezydentem Polski, a z drugiej strony jest to także docenienie ich pracy, zaangażowania i poświęcenia. Co zresztą przekłada się na wymierne odznaczenia państwowe wręczane przy okazji takich wizyt. Pamiętajmy, iż również Amerykanie widzą wtedy, jak wielkim szacunkiem obdarzamy naszych rodaków za granicą, iż o nich pamiętamy i są oni są dla nas ważni. I gdyby cokolwiek złego im się działo, Polska będzie stanowczo w ich sprawie interweniować. Myślę, iż to jest najistotniejsze. Równocześnie koncentrujemy się na wspieraniu edukacji. Zapraszamy wszystkich Polaków do Polski. Polska jest ich domem i matką, ale w sposób szczególny zapraszamy naszych młodych Polaków zamieszkałych w Stanach Zjednoczonych, aby przyjechali na studia do Polski. W kraju można studiować na bardzo ciekawych kierunkach, a jeżeli ktoś gorzej mówi po polsku, to może choćby studiować w języku angielskim. Nasi młodzi informatycy to w tej chwili światowa czołówka. Wygrywają międzynarodowe olimpiady i rywalizują z Chińczykami o prymat w tej dziedzinie. A w Dolinie Krzemowej w Kalifornii bardzo często możemy usłyszeć język polski, ponieważ absolwenci polskich uczelni są tam chętnie zatrudniani.
Jakie są największe Pana zdaniem problemy Polonii amerykańskiej?
Polacy w Stanach Zjednoczonych odnieśli duży sukces. Są znacznie powyżej średniej amerykańskiej, jeżeli chodzi o zarobki i wykształcenie. Jednak to, co mnie najbardziej boli, to brak sukcesu politycznego. W Stanach Zjednoczonych nie ma w tej chwili żadnego polskiego parlamentarzysty, a my bardzo potrzebujemy takiego głosu. Biorąc pod uwagę suche fakty, to w USA jest około 3 procent wyborców polskiego pochodzenia. To oznacza, iż powinniśmy mieć kilku senatorów i kilkunastu członków Izby Reprezentantów. Dlaczego w Kanadzie, gdzie te proporcje są podobne, jest to możliwe i tam reprezentantów na każdym poziomie nasza grupa etniczna posiada? Nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie, ale myślę, iż to jest największa w tej chwili bolączka Polonii amerykańskiej. Dlatego w wielu rozmowach z jej przedstawicielami od lat poruszam ten temat. Jesteśmy inteligentnymi i błyskotliwymi ludźmi, którzy ekonomicznie dobrze sobie w Stanach poradzili. Dlatego wierzę, iż w końcu uda się przełamać i ten impas. Potrzebujemy polskiego głosu w amerykańskiej polityce, w potężnym kraju, który jest przecież największym mocarstwem militarnym na świecie. To ważne dla naszego bezpieczeństwa, mając dyktatury Putina i Łukaszenki u naszych granic.
Odwiedza Pan Stany Zjednoczone od lat, zarówno prywatnie, jak i zawodowo. Czy coś Pana zaskoczyło, jeżeli chodzi o Polonię amerykańską?
Na pewno jest to bardzo wzruszające, iż ludzie, którzy są tak daleko od kraju i którzy trafili do Stanów Zjednoczonych niekiedy w bardzo dramatycznych okolicznościach, tak kochają Polskę i tak bardzo za nią tęsknią. To jest bardzo widoczne dla wszystkich, kto ma styczność z amerykańską Polonią. Jednak chyba najbardziej imponuje mi polonijne szkolnictwo, które jest po prostu fantastyczne. Równie dobre wrażenie sprawia na mnie zresztą harcerstwo i duszpasterstwo. Każdy Polak w Stanach Zjednoczonych ma szeroką ofertę i tylko trzeba chcieć z niej skorzystać. Chciałbym zauważyć, iż amerykańska Polonia stoi w tej chwili przed ogromnym wyzwaniem. Przez ostatnie 150 lat migracja do Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Australii wyglądała tak, iż co pokolenie przybywało do tych państw bardzo wielu migrantów z Polski. To byli ludzie, którzy działali na rzecz polskiej sprawy i bardzo tęsknili za krajem. Patriotyzmu zostali po prostu nauczeni. 20 lat temu nastąpił gwałtowny spadek migracji ekonomicznej, gdyż Polska przystąpiła do Unii i Polacy zaczęli wyjeżdżać masowo do Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Niemiec. Tam mogli poczuć się jak u siebie, mając zgodnie z traktatami zagwarantowane wszelkie prawa, takie jak prawo do pracy, osiedlania się, edukacji dla dzieci czy służby zdrowia. Nie było więc tych wszystkich wyzwań, przed którymi stawali i ciągle stają Polacy przylatujący do Stanów Zjednoczonych. Druga różnica jest taka, iż do państw Unii Europejskiej lecimy półtorej godziny za 50 dolarów, a do Stanów Zjednoczonych, to czytelnicy „Białego Orła” doskonale wiedzą, ile czasu się leci i za ile pieniędzy. Kto więc po prostu szukał miejsca do polepszenia swojej sytuacji ekonomicznej, wybierał migrację do państw unijnych. Dlatego moim zdaniem w tej chwili jesteśmy w momencie krytycznym, bo od tego, co teraz uczynimy, zależy przyszłość Polonii w Stanach Zjednoczonych. Musimy wszyscy podjąć debatę, zarówno reprezentanci Polonii, jak i Polacy w kraju, jak wykreować nowe pokolenie liderów na amerykańskiej ziemi. I Polonia musi wykreować liderów z obecnego pokolenia, bo kolejnej szansy może już nie być. Nie będzie już bowiem następnego napływu świeżej krwi z Polski, ludzi, którzy w przyszłości przybędą i wezmą odpowiedzialność za środowisko polonijne w USA.
Czy ma Pan pomysł, jak wspomóc ten proces?
Zapraszam do studiowania w Polsce Polaków urodzonych już w Stanach Zjednoczonych. Żeby zobaczyli, jaka jest Polska. Żeby ten okres studiów poza wiedzą i przygodą życia dał im też wielką motywację do odkrywania swojej tożsamości. Po pięciu latach studiów w Polsce taki człowiek wróci do Stanów Zjednoczonych jako swoisty wulkan polskości, lider środowiska polskiego w danym stanie czy mieście. Potrzebujemy przecież ludzi, którzy będą działać na rzecz polskiej sprawy lokalnie, w każdym miejscu w Stanach. Na pewno czymś niezbędnym jest również to, żebyśmy kolejne pokolenia zaprowadzili do duszpasterstwa i, co najważniejsze, żebyśmy z nimi mówili w domu po polsku i byli w tym konsekwentni. A także żebyśmy opowiadali o Polsce, pokazywali polską kulturę i polską historię. Tym bardziej, iż teraz to jest dużo łatwiejsze niż kiedyś. Wystarczy użyć choćby YouTube i puszczać polskie bajki. Dziecko przecież w sposób naturalny chłonie język i o ile mądrze poprowadzimy jego rozwój, to mamy dużą szansę, aby w przyszłości płynnie mówiło po polsku. W trakcie wielu lat współpracy z Polonią odbyłem tysiące rozmów. Również z osobami, które urodziły się już na emigracji, bądź też wyjechały z kraju jako malutkie dzieci i właśnie w wyniku determinacji ich rodziców czy dziadków mówią one świetnie po polsku. I chciałbym zauważyć, iż nigdy nie spotkałem osoby z polskimi korzeniami, która żałowałaby tego, iż mówi po polsku. Spotkałem jednak ludzi, którzy mieli żal do swoich opiekunów, iż o ten język w przeszłości nie zadbali.
Co Pan myśli o działaniach prezydenta Donalda Trumpa na arenie międzynarodowej i czy według Pana ostatni atak Ameryki na Iran jest korzystny dla Polski? To już bardziej pytanie do Pana jako byłego wiceministra spraw zagranicznych…
Pismo święte powiada, iż po owocach ich poznacie. Tak naprawdę za wcześnie pozostało na jakiekolwiek podsumowania. Ja mogę podsumować jedynie to, co się już zakończyło. Mam tu na myśli misję w Wenezueli, która była z punktu widzenia sprawstwa i siły wolnego świata naprawdę imponująca. Jestem też wdzięczny Donaldowi Trumpowi za obecność kilkunastu tysięcy amerykańskich żołnierzy w naszym kraju. Przypomnę, iż wojska amerykańskie w takiej skali nigdy wcześniej na ziemiach polskich nie stacjonowały. I to jest realna gwarancja i narzędzie odstraszające Władimira Putina oraz sprawiające, iż nie zdecyduje się on na atak na Polskę. jeżeli chodzi o inne dokonania prezydenta Trumpa, to podczas pierwszej kadencji swojej prezydentury zablokował on skrajnie niekorzystne dla Polski rosyjsko-niemieckie projekty Nord Stream i Nord Stream 2. Nord Stream 2 nie wszedł w życie w wyniku sankcji amerykańskich i to jest coś, co na pewno powinniśmy zapisać na plus. w tej chwili wiemy, iż zaatakowany został najbliższy sojusznik Władimira Putina, dyktatora, który chce zniszczyć Polskę, więc to, co osłabia jego sojuszników, powinno nas tylko cieszyć. Mówię oczywiście o dyktaturze ajatollahów, a nie o samym Iranie, gdyż naród perski darzę dużym uznaniem.
Przy okazji wyborów w Polsce od lat pojawiają się głosy, aby ograniczyć lub odebrać Polonii możliwość głosowania. Zdaniem niektórych Polacy na emigracji nie powinni decydować o tym, co dzieje się w kraju. Co Pan myśli na ten temat?
Ja bym nic tutaj nie zmieniał i bardzo dziękuję tym wszystkim z Polonii, którzy głosują na obóz patriotyczny w Polsce, na Prawo i Sprawiedliwość. jeżeli Państwo chcecie, aby tożsamość narodowa, patriotyzm i wiara były na ziemiach polskich obecne, głosujcie właśnie na Prawo i Sprawiedliwość. Jednak jeszcze raz podkreślę, iż bardzo prosimy Państwa o aktywność również na amerykańskiej scenie politycznej. Część z Państwa ma poglądy związane z partią republikańską, część z demokratyczną. Ja się w to nie wtrącam. To już jest wybór związany z systemem wartości. Natomiast bardzo ważne jest to, aby naciskać na amerykańskich polityków oraz na amerykańskich kandydatów i akcentować te elementy, które są dla Polski sprawą życia i śmierci, z obecnością wojsk amerykańskich w Polsce na czele.
Nasza rozmowa ukaże się drukiem tuż przed świętami państwowymi przypadającymi na początek maja. 2 maja obchodzimy Dzień Flagi RP oraz Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Z kolei dzień później celebrujemy Święto Narodowe Trzeciego Maja, upamiętniające przyjęcie w 1791 roku Konstytucji 3 Maja, pierwszej w Europie i drugiej na świecie nowoczesnej ustawy zasadniczej. Czego życzy Pan Polonii w związku z tymi ważnymi dla wszystkich Polaka wydarzeniami?
Polonii życzę dumy z Polski oraz świadomości, iż Polska o nich pamięta. Wszystkim Polakom niezależnie od miejsca zamieszkania życzę także odpowiedzialności za to, co dostali od poprzednich pokoleń będących przed nimi przez tysiąc lat. Abyśmy mogli być dzisiaj dumni z bycia Polakami, nasi przodkowie przez kilkaset lat cierpieli i ginęli. Dostaliśmy zaszczytną przynależność do narodu polskiego, narodu polskich bohaterów zmieniających świat na lepsze, takich jak Fryderyk Chopin, Mikołaj Kopernik, Jan Paweł II czy Maria Skłodowska-Curie. Do narodu, który pod Wiedniem uratował świat przed zalewem islamu. Co więcej, dostaliśmy przynależność do tego narodu za darmo. I teraz pałeczka w sztafecie pokoleń jest po naszej stronie. Życzę więc wszystkim Polakom w kraju, a także Polakom na obczyźnie, zwłaszcza w ich święto, żeby tę pałeczkę jak najlepiej wykorzystali w Stanach Zjednoczonych jako ambasadorowie i promotorzy Polski oraz obrońcy dobrego imienia naszej ojczyzny. I żeby ją mądrze przekazali następnym pokoleniom, rozmawiając z dziećmi po polsku, zaprowadzając je do polskich szkół, polskiego harcerstwa i polskiego duszpasterstwa. Tego im życzę przede wszystkim.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Marcin Żurawicz





![Kolej dla mieszkańców i wojska. Politycy i eksperci na kongresie w Ostrołęce [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/collage_14-2.jpg)



