Polemika burmistrz Wilczackiej z wypowiedziami radnej Chmielowskiej

1 godzina temu
Zdjęcie: Edyta Wilczacka Burmistrz Miasta Świeradów- Zdrój


Pani Edyta Wilczacka Burmistrz Miasta Świeradów- Zdrój odnosi się do artykułu o referendum i wypowiedzi radnej a jednocześnie pełnomocnika inicjatora referendum – Pani Ireny Chmielowskiej.

„Świeradów-Zdrój znów pójdzie do urn? Ruszyła inicjatywa referendalna, chcą odwołać burmistrz i radę”. Pod takim tytułem tekst w lubańskim dzienniku powiatowym, poświęcony inicjatywie referendalnej w Świeradowie-Zdroju, kilkakrotnie cytuje Irenę Chmielowską. Rozbierzmy te słowa na czynniki pierwsze.

„Funkcja dydaktyczna poprzedniego referendum nie zadziałała. Nasz budżet w przeliczeniu na mieszkańca jest podobno jednym z największych, a zupełnie nie przekłada się to na jakość życia w Świeradowie-Zdroju. Mamy narastający konflikt między mieszkańcami, radnymi i burmistrzem, brakuje dialogu i jakichkolwiek konstruktywnych normatywów przy podejmowaniu decyzji. Dryfujemy w stronę pełnego chaosu – mówi redakcji eLuban.pl Irena Chmielowska.”

Już pierwszy akapit jest przesiąknięty… Jak to wyrazić, by nie obrazić…? Cóż, nie da się inaczej, jak tylko: nieznajomością elementarnych pojęć, używaniem słów bez znajomości ich znaczenia, bezradności i projektowania wizji, do której w wydatnym zakresie się przykłada rękę.

Zacznijmy od pierwszych słów. Za Polską Akademią Nauk: „Funkcja dydaktyczna to rola lub zadanie polegające na przekazywaniu wiedzy, rozwijaniu umiejętności, kształtowaniu postaw oraz pouczaniu czytelnika, ucznia lub odbiorcy.”

Jakąż zatem funkcję dydaktyczną miało mieć poprzednie referendum? Komu i jaką miało przekazać wiedzę? Jakie umiejętności miało rozwinąć? Jakie postawy miało ukształtować?

„Referendum (głosowanie ludowe) – forma głosowania o charakterze powszechnym, najbliższa ideałowi demokracji bezpośredniej, w której udział mogą brać wszyscy obywatele uprawnieni do głosowania (tj. mający czynne prawo wyborcze). W czasie referendum obywatele całego państwa lub jego części wyrażają swoją opinię w kwestii poddawanej głosowaniu.” (Wikipedia).

I tyle. jeżeli I. Chmielowska sugeruje, iż referendum miało być jakąś lekcją dla burmistrz Wilczackiej, to wygląda na to, iż nie pojmuje za grosz, ani istoty urzędu burmistrza w Polsce, ani swej roli w radzie, ani rozwiązań prawnych w Polsce.

Idźmy jednak dalej. Bo to niedługi cytat, a materiału do rozbioru tyle, iż i traktat z psychologii politycznej można sklecić.

Radna Chmielowska mówi, iż „(…) budżet [czyli świeradowski — przyp. aut.] w przeliczeniu na mieszkańca jest podobno jednym z największych, a zupełnie nie przekłada się to na jakość życia w Świeradowie-Zdroju.”

Największy w jakiej skali? Światowej? Polski? Województwa? Skali Czasowej? Z ostatnich 5, 10, 36 lat? Co znaczy „największy”? Radna miejska powinna wiedzieć pewne rzeczy na pewno, więc skąd ta niepewność „podobno”?

Również i ta elementarna wiedza przystoi osobie zajmujące menadżerskie stanowiska, iż wielkość budżetu miasta nie przekłada się wprost na „jakość życia” mieszkańców. Raz, iż „jakość” jest kryterium nieostrym, ocennym, subiektywnym, trudno mierzalnym. Choć oczywiście są i na to sposoby, ale czy radna Chmielowska dysponuje wynikami pomiaru zadowolenia z życia mieszkańców Świeradowa- Zdroju? jeżeli takowe ma, jako członkini samorządu powinna się nimi podzielić z koleżeństwem z Rady Miasta oraz mieszkańcami.

Budżet to zasób finansowy, który trzeba podzielić na zobowiązania. Jakie ma Miasto Świeradów-Zdrój to I. Chmielowska wie doskonale – przecież uchwala budżet oraz doraźne w nim zmiany.

Zna wydatki, wie skąd się biorą, bo jest radną nie pierwszą kadencję.

Zapomniała, iż miasto ma ogromny dług narastający przez kilkanaście lat? Może pamięci nie sprzyja fakt, iż przez kilka wiosenno-letnich sesji Rady Miasta była nieobecna?

Radna miejska Irena Chmielowska stawia także diagnozę społeczną. Twierdzi, iż „konflikt między mieszkańcami, radnymi i burmistrzem” narasta. Oczywiście ma prawo do takiej oceny sytuacji, ale może warto się przyznać, jeżeli to narastanie jest faktem, dzięki komu się tak dzieje? Bo ten konflikt napędza grupa niepogodzonych z faktem zmian radnych, z Ireną Chmielowską na czele, która nie może się otrząsnąć z przegranych wyborów w 2024 r. oraz zawodowych pieniaczy, uprawiających rasowy hejt na Facebooku.

Radna narzeka też na braki: „dialogu i jakichkolwiek konstruktywnych normatywów przy podejmowaniu decyzji”. No, to czas wreszcie do tego dialogu zasiąść! Radni mają taki sam obowiązek dialog uprawiać, jak burmistrz. Radni są CZĘŚCIĄ samorządu. Mają obowiązek do dialogu dążyć i za wszelką cenę go podtrzymywać. Jakimi próbami dialogu Irena Chmielowska się wykazała w ostatnich 12 miesiącach? Jakie inicjatywy na tym polu podjęła? Jakie postawiła kroki?

No, i najlepsze: „konstruktywne normatywy”. Trzeba wielkiej woli, by zrozumieć co tu zostało powiedziane.

„Normatyw to wskaźnik, zbiór norm lub przepisowa ilość czegoś (np. materiałów, czasu pracy, wody czy zasobów), które należy przyjąć za wzorzec przy planowaniu lub wykonywaniu danej działalności.” (Słownik Języka Polskiego). Z gruntu jest konstruktywny, bo inaczej nie byłby normatywem. Co jednak Radna Chmielowska miała na myśli, jakie decyzje, przy których brak tych normatywów? Kto wie – ręka do góry!

Czy naprawdę „dryfujemy w stronę pełnego chaosu”? Naprawdę wychodzenie z kilkunastoletnich zaniedbań wielu spraw to chaos? Czy naprawa szeregu wykoślawionych obszarów działania Miasta to chaos? Nie! Jedynym generatorem chaosu są niektórzy radni, jak Irena Chmielowska nie wnoszą niczego konstruktywnego do obrad Rady, nie uprawiają dialogu, miesiącami nie uczestniczą w pracach rady, i co roku skrzykują podobnie niezadowolonych z rzeczywistości do referendum. Wmawiając pozostałym mieszkańcom, iż Rzeczpospolita Świeradowska gore!

„To jest swoista ocena pracy rady miasta. Ta rada nie pracuje merytorycznie. Dość powiedzieć, iż robimy wspólne posiedzenia komisji przed samą sesją, więc to nie jest żadna praca w komisjach, tylko dublowanie sesji. Dostajemy błędne informacje, okłamuje się nas na sesjach, a gdy radni nie mają rzetelnych danych i uzasadnień do uchwał, cały mandat rady staje się zagrożony – wyjaśnia.”

Tak tłumaczy swą inicjatywę radna, zasiadająca w Radzie Miasta już drugą kadencję. Referendum o odwołanie jest oceną pracy jej i czternastu pozostałych radnych. Czy jednak nie jest przyjęte w demokratycznym systemie panującym w Polsce, iż tę ocenę wystawiają wyborcy przy urnach, owszem, ale po całej kadencji? No, ale niech tam – Radna Chmielowska chce się poddać tej ocenie w połowie pięciolatki. Coś na wzór wyborów połówkowych w USA albo rotacyjnych w Czechach do senatu. Tylko jaki ma to związek z burmistrzem? Radna ma pretensje do merytoryczności obrad, ale przypomnieć warto, iż przez kilka miesięcy nie uczestniczyła w obradach komisji i rady. Krytykowane są wspólne posiedzenia komisji, ale przecież na regulamin obrad Rady wpływ ma każdy z jej członków. Czy Radna Chmielowska zgłaszała wniosek o zmianę trybu pracy komisji i Rady? Obie radne – inicjatorki referendum – zasiadają w Komisji do spraw Budżetu i Finansów (Radna Kamila Cielecka w randze zastępcy przewodniczącego Komisji). Patrząc na dorobek komisji w Biuletynie Informacji Publicznej, nie widać intensywności prac. Jedyną uchwałą podjętą przez komisję jest ta o składzie osobowym (Uchwała dwa osiem dwa tysiące dwadzieścia cztery). Oczywiście nie oznacza, to iż komisja nie pracuje, to byłoby przekłamanie, ale też nie widać zaangażowania obu radnych.

Radna Chmielowska skarży się na brak danych i rzekome kłamstwa na sesji. Tyle, iż powinna wiedzieć o prawach jakie przysługują Radnemu. Radny ma prawo „do uzyskiwania informacji i materiałów, wstępu do pomieszczeń, w których znajdują się te informacje i materiały oraz wglądu w działalność urzędu gminy”, a „w sprawach dotyczących gminy radni mogą kierować interpelacje i zapytania” do burmistrza. Reguluje to szczegółowo artykuł dwudziesty czwarty Ustawy o samorządzie gminnym. Są one pisemne, zamieszczane wraz z odpowiedzią w BIP. Tryb ten gwarantuje rzetelność. Dlaczego radni nie korzystają z tego trybu, a posługują się trybem dostępu do informacji publicznej? Potem są zdziwieni, iż niektóre informacje nie mogą być im w tym trybie udzielone.

Do ostatniego stwierdzenia, o zagrożeniu dla „całego mandatu” Rady, nie sposób się odnieść, bo jest on niezrozumiały.

To pani Chmielowska powinna rozważyć podanie się do dymisji. Nie ma bowiem żadnych, choćby mało istotnych, sukcesów swej pracy. Pobiera dietę za nieefektywną pracę na rzecz społeczności, która ją wybrała. Nie angażuje się ani w życie miasta, ani w jego sukces.

Dlaczego swą niekompetencję chce pokrywać rzekomą nieudolnością całej rady i ją odwoływać?

Podsumowując ten wątek, pojawia się kolejne pytanie: czy Radna Chmielowska zamierza ponownie kandydować do rady, gdyby w referendum została odwołana? Bo rozwiązanie rady, jeżeli społeczność świeradowska tak zagłosuje, będzie czerwoną kartką dla wszystkich radnych. Skoro obywatele miasta uznają, iż Rada źle pracuje, to nic nie zagwarantuje, iż w nowym rozdaniu ci sami ludzie będą pracować dobrze.

Weźmy teraz na stół kolejną wypowiedź Radnej miejskiej Ireny Chmielowskiej z tego samego tekstu:

„Inwestycja, która mogłaby być kolejną gospodarczą kotwicą dla Świeradowa-Zdroju, jest prowadzona w sposób skrajnie nieudolny, wręcz sprawiający wrażenie celowego działania”.

Mowa o zboczu Świeradowca, na którym kilkanaście lat temu zaplanowano budowę ośrodka narciarskiego. Przez te lata rozmaite koncepcje i pomysły powstawały, znikały, pojawiały się nowe… Poprzedni burmistrz lansował rozmaite wizje. Jaki stosunek Radna Chmielowska miała do tej inwestycji przez długą, niemal 5,5-letnią kadencję lat 2018-24? Czy nie była wystawiana do wyborów na burmistrza przez środowisko związane m. in. ze Stowarzyszeniem Flins, które niezmiennie kwestionuje sensowność budowy tego ośrodka? Czy nie popierały (bo może już Radna zrezygnowała z tego wsparcia?) jej osoby pragnące zachowania profilu miasta jako spokojnego kurortu, a nie głośnej stacji narciarskiej?

Słowo „kotwica” w wypowiedzi I. Chmielowskiej jest kluczem. Może to lapsus, który zdradza istotę problemu? Bo kotwica to coś, co może zabezpieczyć przed dryfem (Radna stwierdza, iż w kierunku chaosu), ale też może być ciężarem uniemożliwiającym rozwój.

Nie czas i miejsce, bo to wymaga odrębnego omówienia przez specjalistów, na roztrząsanie czy inwestycja narciarska na Świeradowcu jest realna z punktu widzenia wydolności wodnej, długości sezonu w dobie ocieplenie klimatu itd.

Faktem jest jednak, iż taki kierunek rozwoju kojarzy się z tzw. betonozą, którą jeszcze w poprzednich wyborach Radna Chmielowska chciała stopować. To zwrot światopoglądowy czy koniunkturalizm?

Czy pani Radna zapomniała, iż Miasto nie jest inwestorem? Jak więc może „prowadzić w sposób skrajnie nieudolny” coś (czyli inwestycję), czego nie realizuje? Tam w ogóle jak do tej pory nie jest prowadzona żadna inwestycja. Na razie to tylko przygotowania. Czy może jest to ocena potencjalnego inwestora? jeżeli tak, to jaką rolę widzi dla Miasta Radna? Inwestora? Miasto ma wybudować wyciągi? Infrastrukturę narciarską? Zaplecze? Za co? Na kredyt?

A może Miasto powinno pracować na rzecz prywatnego inwestora? I o to się Radna Chmielowska upomina?

„Jesteśmy przed sesją, która ma uwolnić potężny areał. Grupa ośmiu radnych złożyła wniosek o wydzielenie tego kontrowersyjnego obszaru, ponieważ niesie on za sobą ogromne obciążenie dla finansów miasta, sięgające wielu milionów złotych na samą infrastrukturę i wykup dróg. Chcemy chronić finanse publiczne, które są realnie zagrożone, podczas gdy Gmina nie ma planu naprawczego ani planów rozwoju sieci.”

W tej wypowiedzi Radna Miasta Świeradów-Zdrój Irena Chmielowska mówi wyraża troskę o finanse publiczne. Taka obowiązek radnego, zwłaszcza członka Komisji finansów. Każdego zresztą samorządowca, a w idealnym świecie – każdego obywatela.

Tyle tylko, iż diabeł tkwi, jak zwykle, w szczegółach. Bo jak zadbać o rozwój miasta, nie ponosząc żadnych wydatków? W poprzedniej wypowiedzi, o Świeradowcu, krytykuje Miasto, iż nie udziela się w przygotowaniu inwestycji, co byłoby trwonieniem pieniędzy publicznych. A przypadku gruntów czerniawskich, troszczy się o nie. Coś tu się nie klei.

Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku chodzi o rozwój i prywatnych inwestorów. Różnica jednak jest diametralna: Miasto nie musi rozwijać biznesu narciarskiego, ani mu pomagać, ale zapewniać rozwój infrastruktury komunalnej — owszem, musi. jeżeli są ludzie, którzy chcą budować na prywatnym terenie domy mieszkalne, to miasto jest zobligowane dostarczyć tam wodę, doprowadzić drogi, oświetlenie uliczne, kanalizację, odbierać stamtąd odpady. Wynika to wprost z art. 7 Ustawy o samorządzie gminnym.

Nie chcę się rozwijać w tym miejscu, więc tylko odnotuję, iż w Świeradowie stale spada liczba mieszkańców, a to przede wszystkim dla nich jest miasto i to oni je utrzymują.

Ostatnie zdanie, o planie naprawczym i planach rozwoju sieci, lepiej przemilczeć, bo wygląda jak kompletnie wyrwane z kontekstu. Ani nie wiadomo o jaki plan naprawczy chodzi, ani o jaką sieć.

Krótka publikacja w powiatowym dzienniku, kończy się wypowiedzią, ostatnią na szczęście, odnoszącą się do brudnej kampanii referendalnej:

„(…) ta poprzednia, opierała się wyłącznie na faktach. Gdyby nie były one poparte dowodami, sprawa trafiłaby do sądu. Nikt nikogo nie pomawiał, ocenialiśmy jedynie sprawowanie funkcji burmistrza, która z definicji jest służebna wobec mieszkańców.”

Nie! Nie wszystko co brudne, co poniżej standardów, co z użyciem chwytów poniżej pasa, może trafić do sądu. Sama to Pani przyznaje! Ocenialiście — nie tylko sprawowanie urzędu. Ocena jest wyłącznie kwestią subiektywną. Pani pracę także można ocenić różnorako. Opierając się na tych samych faktach. Słynne porzekadło, iż dla jednego szklanka jest do połowy pełna, a dla drugiego — do połowy pusta, to mało. Są ludzie, i w waszym środowisku byli i są tacy, którzy nie tylko widzą pustą szklankę. Mówią, iż woda w niej jest zatruta; mówią, iż szklanka jest brudna, iż jest ukradziona, „a w ogóle kto pozwolił nalać do niej wodę bez naszej zgody?!”.

Szeroko pojęte środowisko moich oponentów, aktywne także w trakcie poprzedniej kampanii referendalnej, oceniało mój ubiór, mój wygląd, moje zachowanie, mój styl wypowiedzi oraz w ten sam sposób zastępcę burmistrza, z użyciem języka zdecydowanie nieparlamentarnego.

I to jest właśnie brud kampanijny!

Czy taka właśnie narracja będzie towarzyszyć kolejnemu referendum? Czy osoby proszone o podpisanie się pod wnioskiem o zorganizowanie referendum będą manipulowane nieprawdami, półprawdami, niedopowiedzeniami, insynuacjami i przekonaniami?

Ilu mieszkańców poparłoby inicjatywę referendum, gdybyście Państwo-inicjatorzy, szczerze się przyznali po co ono jest: by Irena Chmielowska choć przegrała wybory jednak została burmistrzem, a lobby deweloperskie znów, jak przez kilkanaście lat, miało się w Świeradowie komfortowe warunki do działania?

Przecież w waszym pomyśle na referendum nie chodzi o dobro mieszkańców. Oni poniosą tylko koszt tej draki: finansowy na organizację, spowolnienia pracy niektórych pracowników miejskich (zamiast zajmować się poważnymi rzeczami, trzeba będzie przygotowywać referendum), a i psychiczny — bo to kolejny etap niezdrowej, nikomu niesłużącej polaryzacji i skłócania lokalnej społeczności nienawistną propagandą.

Gdyby inicjatorom referendum naprawdę zależało na Świeradowie-Zdroju, na jego mieszkańcach, na przyszłości miasta, to włączyliby się w proces naprawy wielu naszych wspólnych zaniedbanych przez lata spraw. Aktywnie uczestniczyliby w opracowywaniu strategii rozwoju miasta na przyszłą dekadę, zaproponowaliby „plan naprawczy” pomysłu Radnej Chmielowskiej, zgłaszaliby cenne i przemyślane inicjatywy, lobbowaliby o pomoc w rozmaitych instytucjach, nawiązywaliby dobre kontakty z sąsiadami, partnerami, zatroszczyliby się o pilne i konieczne działania z dziedziny zaopatrzenia w wodę i odprowadzenia ścieków.

Rada Miasta nie może być lożą szyderców, komitetem recenzentów czy prokuratorów stawiających burmistrza pod ścianą. W Radzie Miasta nie ma miejsca na politykierstwo i zdobywanie „władzy”! Rada ma DORADZAĆ organowi wykonawczemu jak rozwiązywać problemy, a jej członkowie powinni świecić przykładem w ich rozwiązywaniu.

Edyta Wilczacka

Idź do oryginalnego materiału