Rozmowa z posłem do Bundestagu, Maximilianem Krahem (AfD).
Wiem, iż bierze Pan udział w ożywionych dyskusjach, bardzo dla nas interesujących i inspirujących, w szeregach Alternatywy dla Niemiec, i nie tylko w nich. Mam na myśli wielką debatę, która toczy się w Niemczech na temat tożsamości niemieckiej. Czym jest dla Pana bycie Niemcem?
– Odkąd mamy do czynienia z masową imigracją ludzi, którzy nie są etnicznymi Niemcami, musimy coraz wyraźniej rozróżniać między tożsamością republikańską, tożsamością państwową, opisywaną przez Konstytucję mówiącą o godności, wolności i równości człowieka, a oczywiście klasyczną tożsamością kulturowo-etniczną Niemców. jeżeli mówimy o niemieckiej tożsamości etnicznej, jest to bardzo długa i fascynująca historia. Możemy cofnąć się do Arminiusa, który walczył z Rzymianami w 9 roku naszej ery. Możemy mówić o Średniowieczu z Waltherem von der Vogelweide i Nibelungami. Możemy spojrzeć na Renesans, później Kanta i Oświecenie, Hegla, industrializację, Bismarcka. Musimy oczywiście analizować co poszło nie tak w czasach nazistowskich. Mamy zatem rzecz jasna pewną klasyczną kulturę narodu, wspólnoty etnicznej, która istnieje od wielu wieków. Współczesność doprowadziła nas jednak do tego, iż państwo opiera się na wartościach powiedzmy – neutralnych etnicznie. Jesteśmy w tej chwili na etapie tego rozróżnienia.
Czy różne tożsamości mogą współistnieć na terytorium jednych Niemiec? Czy każdy w Niemczech, każda grupa etniczna, narodowościowa, wyznaniowa, mniejszość religijna – powinna cieszyć się wolnością przestrzegania swoich własnych tradycji, swojego światopoglądu i stylu życia?
– Cóż, na tym właśnie polega liberalizm. Nie jestem w stanie zmienić liberalnego charakteru państwowości. Nie jestem w stanie zmienić konstytucji. Powtarzam też zawsze, iż nawet, gdybym mógł, to bym tego nie zrobił. jeżeli bowiem zaczęlibyśmy to robić, pojawiłoby się wiele zagrożeń, których ofiarą moglibyśmy paść także my sami. Prawdziwy problem polega nie na tym, iż liberalizm stoi na straży praw, ale na tym, iż uwzględnia wyłącznie jednostkę i ludzkość. Nie dostrzega niczego pomiędzy nimi. Nie widzi rodziny, co jest katastrofalne, jeżeli spojrzymy na liczbę urodzeń. Nie rozumie grup etnicznych czy narodów opartych na przynależności etnicznej. Dostrzega wyłącznie jednostkę i głosi, iż każda jednostka ma prawo do życia w zgodzie z własną tradycją, wiarą religijną etc. A zatem, skoro już pozwoliliśmy osiedlić się tutaj i naturalizować ludziom wyznającym całkowicie inną wiarę, mającym diametralnie odmienne wartości kulturowe, to dopóki ludzie ci przestrzegają porządku publicznego i prawa, zachowują się zgodnie z normami prawnymi – mają prawo do świętowania i celebrowania w sposób odmienny od stylu życia większości. Tak wygląda liberalizm, w którym żyjemy. Musimy się z tym pogodzić. Sądzę, iż podobnie będzie w Polsce. jeżeli otworzycie przed imigrantami drzwi i wpuścicie ich do siebie, to nie będziecie mogli już tego odwrócić. Będą wśród was i będziecie musieli się z tym pogodzić. Zawsze zatem powtarzam moim przyjaciołom z państw Europy Środkowej i Wschodniej: ostrożnie z tą imigracją! Później już tego wszystkiego nie będziecie w stanie odwrócić.
Co sądzi Pan o koncepcji etnopluralizmu? Chodzi mi o ideę określaną tak przykładowo przez Alaina de Benoist. Mówi on o różnych miejscach w Europie mających odmienne tożsamości, w tym tożsamości tych, którzy wywodzą się z imigracji, twierdząc, iż można wszystkie te tożsamości zachować. Czy sądzi Pan, iż to możliwe w skali całego kontynentu?
– Myślę, iż to jedyny sposób przetrwania, bo bez etnopluralizmu zostaniemy w przyszłości zuniformizowani, czyli staniemy się ludźmi bez tożsamości, bez zaplecza kulturowego. Stalibyśmy się wtedy konsumentami, kimś, kto żyje tylko tu i teraz, nie rozumiejąc tego, co ma za sobą, co go ukształtowało. W efekcie mielibyśmy do czynienia z kulturą brzydoty, którą widzimy już w Wielkiej Brytanii czy w innych krajach. Proszę tylko spojrzeć kto jest dziś najbardziej znaną z celebrytek w Zjednoczonym Królestwie. Chodzi mi o Bonnie Blue. „The Economist” napisał nawet, iż Bonnie Blue to uosobienie Wielkiej Brytanii. Gdy dochodzisz do etapu, w którym najpopularniszą celebrytką jest dziwka, to chyba jest coś nie tak. jeżeli chcemy przetrwać jako różne grupy etniczne z własną tożsamością, musimy być pluralistyczni. Musimy zatem mówić o obronie naszej tożsamości, tego kim jesteśmy, ale jednocześnie musimy pogodzić się z tym, iż inne grupy będą robiły to samo. Przecież jeżeli stwierdzilibyśmy, iż chcemy zachować naszą tożsamość, ale nie pozwalamy tego robić innym, to wszystko to by nie działało. Krótko mówiąc, ja zachowuję swoją niemieckość, ale Pan może przecież zachowywać swoją polskość, a na przykład Persowie swoją perskość. To mogłoby działać. Jednak jeżeli stwierdzimy, iż my bronimy naszej niemieckości, ale wy nie możecie bronić swojej polskości, to coś takiego nie mogłoby funkcjonować. Musimy rozumieć, iż istnieją tylko dwie możliwości: albo tworzymy zuniformizowaną ludzkość składającą się z takich Bonnie Blue na OnlyFans, hedonizmu i konsumpcjonizmu; albo godzimy się z tym, iż istnieje mnóstwo różnych kultur i każda z tych wielu kultur ma prawo istnieć.
Przygotowuje Pan publikację Pańskiego manifestu, w którym wspomina Pan o trzech filarach nowoczesnej prawicy. Zacznijmy od tego pierwszego, czyli demografii. Czy widzi Pan jakieś rozwiązanie problemów demograficznych Niemiec i całej Europy?
– Czym jest współczynnik dzietności? To liczba dzieci urodzonych przez kobietę. zwykle oblicza się go na podstawie danych dotyczących kobiet w wieku od 20 do około 45 roku życia, czyli tych, które mogą rodzić dzieci. Zbliżamy się do poziomu 1, jeżeli chodzi o ten współczynnik. Aby zachować obecną ludność świata powinien on wynosić około 2, bo przecież mamy jeszcze populację męską. W innym przypadku w ciągu jednego pokolenia nasza liczebność spadnie o połowę. To wskaźnik gorszy od tego z czasów wojny trzydziestoletniej. To najgorsza sytuacja demograficzna w naszych dziejach. Obecne pokolenie Z to pierwsze pokolenie w historii, w którym większość będzie przez całe życie singlami. Wpływa to na całą naszą przyszłość. Nie chodzi tylko o to, iż będzie nas o połowę mniej, ale również o to, iż dojdzie do zwiększonej mobilności nielicznej grupy ludzi młodych, którzy nie będą chcieli żyć na obszarach, gdzie przeważają starsi. Ludzie młodzi będą zatem przeprowadzali się w okolice, gdzie będą mieszkali inni przedstawiciele ich pokolenia, zaś wiele regionów zderzy się z problemem ogromnej przewagi ludzi starszych, a następnie wyludnienia. Jak możemy temu zaradzić? Proszę sobie też wyobrazić jakie będą koszty opieki nad starszymi.
Tymczasem będziemy mieli niewielka liczbę ludzi młodych, którzy będą musieli te koszty pokrywać, choć nie będą tego chcieli robić, bo stwierdzą, iż wolą inwestować w przyszłość, łożyć środki na rozwój tych nielicznych dzieci, które będą mieli. Następnie niektórzy powiedzą, iż nie chcą utrzymywać ludzi, którzy nie mają dzieci, bo muszą już utrzymywać własnych rodziców, a do tego chcą wydawać pieniądze na własne dzieci, na ich przyszłość. Stwierdzą więc, iż nie chcą płacić 50-procentowych lub jeszcze wyższych podatków na zasiłki społeczne dla bezdzietnych osób starszych. Powstanie przez to wiele kłopotów. To pierwsza kwestia. Kolejna sprawa, o której trzeba porozmawiać, to to, iż mamy do czynienia z katastrofalnym przekonaniem wynikającym z braku zrozumienia sytuacji, iż to dobrze, jeżeli będzie nas mniej, bo przecież mamy przeludnienie. To bzdura. Nie mamy żadnego przeludnienia. o ile w ciągu jednego pokolenia nasza liczebność skurczy się o połowę, to będziemy mieli do czynienia z totalnie katastrofalną strukturą wiekową społeczeństwa. Oznacza to na przykład, iż w niektórych regionach nieruchomości staną się bezwartościowe. Osoby starsze nie będą miały środków pozwalających na godne życie; nie będzie ludzi, którzy mogliby opiekować się nimi w razie, gdyby potrzebowali pomocy; nie będzie za co ich leczyć w przypadku choroby itd. Nie ma rozwiązania tych problemów.
Kolejnym elementem Pańskiej wizji prawicy przyszłości jest technologia. Może to ona rozwiąże część problemów z demografią? Mam na myśli sztuczną inteligencję, robotyzację itd. Znane są przecież opinie ekonomistów, iż nie będziemy w przyszłości potrzebowali tylu ludzi na rynku pracy. To dobra wiadomość?
– Sztuczna inteligencja odrobinę pomaga w rozwiązaniu tego problemu, ale nie powiedziałbym, iż jest go wstanie całkiem rozwiązać. Ale na pewno jest pomocna. Przecież jeżeli ktoś jest obłożnie chory, to ciężko spodziewać się, iż umyje go i zajmie się nim robot. Ale oczywiście SI może tu pomóc. Automatyzacja może być pomocna. Jest z tym jednak jeszcze inny problem: kto sztuczną inteligencję ma kontrolować? Kto będzie ją programował? Istnieje ryzyko, iż w sytuacji w której każde nasze działanie znajdzie się pod pełną kontrolą komputerów oraz sztucznej inteligencji, o wszystkim decydować będzie bardzo nieliczna grupa technologicznych oligarchów. Podajmy przykład: jak wspomniałam ponad 50% obecnej młodzieży nie będzie miała partnera życiowego. Czym to zrekompensują? prawdopodobnie lalkami do seksu wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję. Będą zatem z tą sztuczną inteligencją dzielić się swoimi najbardziej osobistymi i intymnymi sprawami. Proszę sobie teraz wyobrazić, iż ktoś tą lalkę kontroluje i stanowi ona element sieci. Ktoś może wówczas zaprogramować tą sztuczną inteligencję w taki sposób, by mówiła swojemu właścicielowi określone rzeczy. W ten sposób uzyska nad tym nieszczęśliwym człowiekiem pełną kontrolę. Może na przykład zażądać od niego wirtualnego prezentu. jeżeli nie kupi jej tego prezentu, nie będzie seksu. I ten nieszczęśnik będzie musiał kupować wirtualne kwiaty dla wirtualnej osoby, dla lalki SI, którą będzie miał przed sobą. To tylko jeden z przykładów. Możemy sobie wyobrazić wiele innych. Kto będzie kontrolował SI, gdy staniemy się od niej całkowicie zależni, mając wokół siebie coraz mniej ludzi? Z jakiego kraju ten ktoś będzie?
Z jednej strony, ma Pan całkowitą rację – potrzebujemy sztucznej inteligencji, by choć trochę zredukować problemy związane ze starzeniem się społeczeństw. Ale z drugiej strony stajemy się totalnie uzależnieni od technologicznych oligarchów, którzy te wszystkie lalki i SI kontrolują. Wreszcie musimy też pamiętać, iż w pewnym momencie sztuczna inteligencja może przejąć sama nad sobą kontrolę. Także to nie tylko korzyści, ale też szereg różnego rodzaju ryzyk. J. D. Vance wygłosił w Paryżu wystąpienie na temat sztucznej inteligencji i powiedział wprost, iż Europie nikt nie pozwoli rozwijać własnej SI. Nie pozwoli się jej także na kupowanie sztucznej inteligencji od Chińczyków. Będzie musiała posługiwać się amerykańską SI. Jej własny potencjał rozwojowy ma być przekazany na rzecz Amerykanów. Ostatecznie zatem wszelkie decyzje zapadać będą gdzieś w Dolinie Krzemowej. Nasz potencjał rozwojowy trafi do dyspozycji techno-oligarchii z Doliny Krzemowej. Witamy zatem w nowym świecie, w którym zależeć będziemy od komputerów, nad którymi nie mamy kontroli.
To interesująca kwestia. W tym kontekście chciałbym Pana zapytać o tzw. techno-prawicę w Stanach Zjednoczonych. Techno-oligarchami są ludzie w rodzaju Petera Thiela czy Elona Muska, ale czy ich techno-świat, ich świat sztucznej inteligencji nie będzie jednak nieco bardziej konserwatywny od obecnego?
– Cóż, Peter Thiel jest na pewno jednym z najciekawszych współczesnych myślicieli. Ale jeżeli czytał Pan jego ostatni wywiad dla „New York Times”, to z jednej strony pewnie się Pan ze mną zgodzi, iż utożsamia on tam współczesny liberalizm woke z Antychrystem. Cieszę się, iż wspomina o Antychryście, bo to pokazuje, iż jest człowiekiem na określonym poziomie duchowym. Duchowość jest w tych czasach czymś bardzo istotnym. I całkowicie się zgadzam z tym, iż współczesny liberalizm woke to Antychryst. Następnie twierdzi jednak, iż jednym z najważniejszych osiągnięć przyszłości będzie oddzielenie ciała od duszy. Co to oznacza? Ja twierdzę, iż ciało i dusza są czymś nierozerwalnym, bo przecież moja dusza i moje myśli mają pewien wyraz biologiczny, bowiem myśli te wynikają z mojego DNA, a z DNA składa się moje ciało. To dlatego w wyznaniu wiary mówimy o tym, iż wszyscy zmartwychwstaniemy po Sądzie Ostatecznym. Wierzymy zatem w to, iż dusza i ciało są nierozerwalne, choć możemy je na gruncie intelektualnym rozróżniać. Thiel natomiast twierdzi, iż w przyszłości dusza będzie mogła przetrwać bez ciała i w istocie to ciało zastąpić.

Nieco wspomniał już Pan o trzecim wymiarze Pańskiej wizji prawicy przyszłości – o Weltordnung czyli ładzie światowym. Nawiązał Pan do tego, mówiąc o słowach J. D. Vance’a na temat koncepcji hegemonii w przyszłym świecie, dominacji nad nami, nad naszym kontynentem. Czy sądzi Pan, iż Europa pozostało w stanie być jednym z podmiotów świata wielobiegunowego?
– Uważam, iż obecna administracja amerykańska jest najbardziej proeuropejska ze wszystkich od wielu dekad. Ich konserwatyzm oparty jest na inspiracjach europejskich i naprawdę kochają oni Europę. Także to nie Amerykanie nas przekreślają. Wraz z zastąpieniem Bidena przez Trumpa naprawdę wiele się zmieniło. Gdyby prezydentem była Kamala Harris, zdecydowanie sugerowałbym większy sceptycyzm i dystans wobec Stanów Zjednoczonych. Trump otwiera przed nami wiele możliwości. jeżeli jego następcą zostanie J. D. Vance, będziemy mieli przed sobą 12 lat – cztery lata Trumpa i dwa razy po cztery lata Vance’a – które będą mogły stać się złotą erą dla Europejczyków, bo oni postrzegają nas jako swoich, jako w pewnym sensie część samych siebie. Dlatego jestem optymistą. Problemem są jednak sami Europejczycy. Przez sześć lat zasiadałem w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Nie widzę możliwości zreformowania Brukseli. Nie sądzę, by w Brukseli w ogóle rozumiano szansę, jaka przed nami stoi. Potrzebujemy jakiejś nowej struktury, bo przecież nie chodzi o to, żebyśmy wracali do niewielkich państw, z których każde samodzielnie dbać będzie wyłącznie o swoje interesy. Potrzebujemy współpracy, ale ludzie, których spotykam w Brukseli nie rozumieją co się dzieje. To pierwsza sprawa. Musimy zatem wszystko przebudować i nie chodzi tu po prostu o jakaś reformę. Nie chodzi o wymianę kilku osób. Trzeba zbudować rzeczywiście nowa strukturę, a choćby powrócić przy tym do korzeni i fundamentów. Na tym polega problem.
W sytuacji, w której Europa się starzeje i wydawać musi wszystkie środki na emerytury i osoby starsze, zamiast inwestować pieniądze w technologie, trudno będzie brać udział w przyszłej rywalizacji. Wydając wszystko na opiekę nad osobami starszymi, musisz wprowadzać bardzo wysokie podatki. A jeżeli masz wysokie podatki, to najlepsi i najbardziej utalentowani ludzie będą wyjeżdżać i przeprowadzać się do państw o niższych podatkach, na przykład do Dubaju. Jesteśmy przecież teraz bardzo mobilni. Niech Pan sobie wyobrazi, iż ma Pan 20 lat i chce Pan zmieniać i podbijać świat. Czy będzie Pan chciał pozostać w kraju, w którym będzie Pan płacił 50-procentowy podatek na utrzymanie osób starszych, czy wyjedzie Pan do Dubaju, gdzie nie będzie Pan płacić żadnych podatków i założy Pan własną firmę? Problem polega więc na tym, iż Europę ogranicza jej własna demografia. Nie ma tu myślenia o przyszłości. Musimy więc stworzyć możliwości dla naszych młodych ludzi. Mamy tych młodych ludzi bardzo mało i musimy przekonać ich jakoś, by tu pozostali – w Polsce, w Niemczech. Że stworzymy dla nich przestrzeń, która pozwoli im zbudować przyszłość nie tylko dla nich samych, ale także dla ich przyszłych rodzin i dla świata.
Dziś takiej przestrzeni nie oferujemy. Proponujemy im za to wysokie podatki, nadmierne regulacje i przez to brak szans. Dlatego sądzę, iż najlepsi i najinteligentniejsi po prostu wyjadą. Odnajdą się gdzie indziej. Jedno z moich dzieci uczy się w tej chwili w Zurichu razem z wieloma utalentowanymi, młodymi Niemcami. Wszyscy oni powtarzają, iż już do Niemiec nie wrócą, bo mamy zbyt dużo regulacji i zbyt wysokie podatki. To samo z Dubajem, do którego z Europy płynie ostatnio tyle pieniędzy i talentów, podobnie jak do innych miejsc na Bliskim Wschodzie i oczywiście do Stanów Zjednoczonych. Niemiecki biznes inwestuje w Stanach Zjednoczonych więcej niż w samych Niemczech. To fatalne i to jest właśnie problem, który powinniśmy jakoś rozwiązać.
Polska jest wraz z innymi krajami Europy Środkowej częścią czegoś, co niektórzy określają mianem Grossraumwirtschaft Niemiec. W dużym stopniu zależni jesteśmy od kondycji gospodarki niemieckiej. Nie ma co do tego wątpliwości. Jakie są możliwe dla niej scenariusze?
– Po pierwsze, Polska w sferze gospodarczej przez ostatnie trzydzieści lat robiła niemal wszystko tak, jak trzeba. Mam na myśli to, iż poziom wzrostu PKB od roku 1990 był u was imponujący, niczym u azjatyckich tygrysów. Kłopot w tym, iż płacicie za to wysoką cenę. Wystarczy spojrzeć na wasz współczynnik dzietności. Wzięliście wysoki kredyt na przyszłość, bo nie macie dzieci. To największy czynnik ryzyka dla Polski. Dopóki znajdujecie się w tej samej przestrzeni gospodarczej co Niemcy, pozostało ryzyko, iż to Niemcy ustalają w niej reguły. Mamy z tym teraz do czynienia. Macie więc tendencję do przeregulowania, jak choćby normy kosztów czasu pracy ustalane do roku 2035, mnóstwo bzdur, jeżeli chodzi o normy dla przemysłu itd. To wszystko sprawia, iż tracicie globalną konkurencyjność. Z drugiej strony nie możecie przed tym uciec, bo sami jesteście za słabi. Płyniemy zatem na pokładzie jednego okrętu, chociaż wy jesteście może w nieco lepszej kajucie. jeżeli ten okręt zatonie, wy zatoniecie dzięki temu nieco później. Mamy podobne problemy z regulacjami brukselskimi, a wy macie na dodatek przeraźliwie złą sytuację demograficzną. Jakie jest rozwiązanie?
Po pierwsze powinniśmy odtworzyć europejską strefę ekonomiczną i ją rozszerzyć. Nasz rynek jest zbyt mały, może nie na dziś, ale wystarczy spojrzeć na demografię. Francja jest zdominowana przez ludzi starszych i zaludniona przez imigrantów. Włochy są w sytuacji demograficznej gorszej niż Niemcy i Polska. Potrzebujemy zatem rozszerzenia na społeczeństwa młode i głodne sukcesu. Powinniśmy zatem moim zdaniem na gruncie ekonomicznym zintegrować się z Turcją i krajami Azji Centralnej, tworząc z nimi wspólną strefę gospodarczą. Otworzyłoby to nam drogę do rosnącego obszaru gospodarczego Bliskiego Wschodu. Dałoby nam dostęp do dóbr, których sami nie produkujemy. Powinnismy myśleć w kategoriach bardziej kontynentalnych. Tradycyjnie postrzegamy Zachód jako region kończący się na Atlantyku, na Francji, Anglii itd. w tej chwili największy potencjał kryje się jednak na południowym wschodzie. Chodzi zatem o Bałkany oaz Turcję, przy czym Turcję traktowaną jako wrota do Azji Centralnej i Bliskiego Wschodu. Europa powinna zyskać dostęp do tych rynków. To po pierwsze. Po drugie, musimy się pozbyć biurokracji brukselskiej. Pójść w kierunku deregulacji i obniżania podatków. Po trzecie, musimy przywrócić w ludziach pragnienie do zakładania rodzin i posiadania dzieci. Nie chodzi tylko o kwestie ekonomiczne. Ludzie nie rezygnują z posiadania dzieci wyłącznie dlatego, iż ich na to stać. Gdyby tak było, ludzie zamożni mieliby dzieci, a przecież tak nie jest. Chodzi bardziej o nastawienie, o coś, co wykracza poza kwestie polityczne. Chodzi o to, by młodych Polaków znów zachęcić do bycia katolikami. I może rzecz jeszcze ważniejsza – o uczynienie Kościoła katolickiego znów katolickim. Osobiście nie kojarzę dziś ani jednego polskiego biskupa, którego uznałbym za intelektualnie interesującego.
To prawda.
– Przypomnijmy sobie czasy Jana Pawła II czy kardynała Wyszyńskiego w Warszawie. Było wielu biskupów polskich, których warto było słuchać, choćby jeżeli się z nimi nie zgadzałeś, bo mieli coś do powiedzenia. Ci obecni są co najwyżej mierni. Większość z nich nie ma nic ważnego do powiedzenia. To i tak lepiej niż w przypadku biskupów niemieckich, z których większość jest idiotami. Najważniejsze jest zatem to, abyśmy rozbudzili w młodych Polakach i Niemcach pragnienie przyszłości, chęć posiadania dzieci i przyglądania się kolejnym pokoleniom, które bedą kontynuowały to, co oni zaczęli. To kwestia kulturowa. Obecny system rodzi depresje. Nie będzie miał dzieci liberał zapatrzony w tęczową flagę. W skali światowej najwięcej dzieci mają ludzie religijni, a na drugim miejscu znajdują się ludzie nastawieni nacjonalistycznie. Liberałowie dzieci nie mają. Jesteśmy wciągnięci w spiralę depresji, przeregulowania i odbierania nam pasji przyszłości. Musimy przełamać te struktury, bo jeżeli one znikną, ludzie znów poczują, iż mogą wszystko zmienić. jeżeli zaś w to uwierzą, zaczną z pasją spoglądać w przyszłość. jeżeli jednak przekonani będą nadal, iż nie mogą niczego zmienić, iż wszystko jest już ustalone raz na zawsze, iż są w spirali wiodącej ku coraz gorszym czasom – nie będą wierzyli ani w siebie, ani w przyszłość. Musimy wydobyć się tej mentalnej depresji, tworząc struktury gotowe do ciągłej zmiany. Nie jestem libertarianinem, ani fanem Milei’a w Argentynie, ale 50% wzrostu, który on wygenerował bierze się z przywrócenia ludziom wiary w nowy początek. Musimy zatem ludziom dać wiarę w ten nowy początek, która zmobilizuje ich do własnego wysiłku.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Mateusz Piskorski
Całość rozmowy w wersji wideo dostępna na kanale YouTube Wbrew Cenzurze.
Maximilian Krah (ur. 1977 w Räckelwitz) – niemiecki prawnik (doktor nauk prawnych) i polityk. Początkowo był członkiem Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU), a następnie Alternatywy dla Niemiec (AfD). W latach 2019-2025 poseł do Parlamentu Europejskiego. w tej chwili jest deputowanym Bundestagu i istotnym współautorem dokumentów ideowo-programowych partii.
Myśl Polska, nr 35-36 (31.08-7.09.2025)
Fot. profil M. Kraha na fb