Na początku września 2026 r. tona certyfikowanego pelletu klasy A1 kosztowała miejscami 2400 zł, a średnie ceny były o 20–30 proc. wyższe niż rok wcześniej. UOKiK wskazuje na popyt rosnący szybciej od podaży. Dla 450 tys. gospodarstw z kotłami na biomasę oznacza to droższy sezon grzewczy.
Popyt urósł szybciej niż podaż
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie znalazł dowodów na zmowę cenową ani nadużywanie pozycji dominującej. Analiza UOKiK z 2 września 2026 r. wskazuje problem systemowy: liczba kotłów na pellet rosła dzięki publicznym dopłatom, podczas gdy produkcja paliwa nie nadążała za popytem. W 2025 r. około 77 proc. wniosków o dofinansowanie wymiany źródła ciepła w programie „Czyste Powietrze” dotyczyło kotłów na pellet i drewno.
W Polsce z takiego ogrzewania korzysta w tej chwili około 450 tys. gospodarstw domowych, o ponad 90 tys. więcej niż w 2023 r. To nie jest niszowy kłopot. Państwo zachęcało ludzi do kosztownej wymiany pieców, a teraz setki tysięcy rodzin wchodzą w sezon grzewczy z rachunkami, których skali wcześniej nie mogły rozsądnie przewidzieć. O wcześniejszych sygnałach wzrostu cen pelletu przed zimą pisaliśmy już w sierpniu.
Pellet droższy o 20–30 procent
Według danych przytoczonych przez Money.pl tona pelletu kosztowała w czerwcu od 1733 zł w Wielkopolsce, a na początku września cena w województwie łódzkim dochodziła do 2400 zł. Polska Rada Pelletu oceniała w lipcu, iż średnie ceny detaliczne paliwa klasy A1 wzrosły o 20–30 proc. wobec czerwca 2025 r. Różnice zależą od regionu, producenta, kanału sprzedaży i transportu.
Ministerstwo Energii wymienia zwiększony popyt, ograniczoną dostępność biomasy, droższy surowiec i pozostałe koszty produkcji. Ministerstwo Klimatu i Środowiska odpowiada, iż samo pozyskanie drewna przez Lasy Państwowe pozostawało stabilne: ponad 39 mln metrów sześciennych w 2023 r., ponad 40 mln w 2024 r. i ponad 39 mln w 2025 r. Sedno leży więc w dostępie do trocin, zrębków i wiórów, o które konkurują producenci płyt i mebli, energetyka, ciepłownictwo oraz gospodarstwa domowe.
Rząd ma narzędzia, samo monitorowanie nie wystarczy
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, iż resort energii może ograniczyć zużycie pelletu przez energetykę i ciepłownictwo, aby osłonić odbiorców indywidualnych. Resort klimatu, sprawujący nadzór nad Lasami Państwowymi, może wpływać na krajową podaż surowca drzewnego. Urząd informował ministra energii o sytuacji w lutym, kwietniu i lipcu. Trudno więc mówić o nagłym zaskoczeniu.
Rząd odpowiada na razie diagnozą i zapewnieniem o monitorowaniu rynku. Rodzina nie ogrzeje jednak domu komunikatem prasowym. o ile polityka publiczna kieruje obywateli ku określonej technologii, musi uwzględniać dostępność paliwa, krajową bazę surowcową i ryzyko cenowe. Inaczej dotacja przy zakupie kotła zamienia się w wieloletni rachunek płacony z domowego budżetu.
Stawką jest bezpieczeństwo cieplne rodzin
Rozwiązaniem nie może być proste sterowanie ceną ani obciążanie winą przedsiębiorców bez dowodów. Potrzebna jest twarda polityka podaży: pierwszeństwo dla krajowych gospodarstw domowych w sytuacji niedoboru, przejrzyste zasady sprzedaży drewna, wykorzystanie bezpiecznej biomasy rolniczej i przegląd programów dopłat. Państwo musi też uczciwie pokazywać pełny koszt ogrzewania, zanim obywatel zainwestuje dziesiątki tysięcy złotych.
Polacy już szukają tańszego pelletu w Niemczech i Czechach, gdzie przewagę daje między innymi niższy VAT. To alarm dla polskiej polityki gospodarczej. Kraj posiadający rozległe zasoby leśne i silny przemysł drzewny nie powinien uzależniać bezpieczeństwa cieplnego własnych rodzin od importu i gorączkowych zakupów tuż przed zimą.
Źródło: Money.pl

















