W sierpniu 2026 r. certyfikowany pellet A1 kosztuje około 2000 zł za tonę, a część ofert dochodzi do 2200-2600 zł. To zła wiadomość przed sezonem grzewczym: popyt rósł także przez programy dopłat do nowych źródeł ciepła, a rachunek znów trafia do polskich rodzin.
Pellet po 2000 zł za tonę jeszcze przed sezonem
Rynek wysłał właścicielom kotłów na biomasę prosty sygnał: tanio już było. Według sierpniowej analizy KB.pl za certyfikowany pellet klasy A1 trzeba płacić średnio około 2000 zł za tonę, a ta cena pojawia się jeszcze przed adekwatnym sezonem grzewczym. To moment, w którym normalnie gospodarstwa domowe liczyły na spokojniejsze zakupy i niższe stawki.
Dane z rynku detalicznego są jeszcze ostrzejsze. WP Finanse podaje, iż tona pelletu latem 2026 r. kosztuje najczęściej około 2200-2600 zł, zależnie od producenta, klasy paliwa i miejsca zakupu. Worek 15 kg w dużych marketach potrafi oznaczać cenę ponad 2100 zł za tonę w przeliczeniu, a przy droższych ofertach zbliża się do 2570 zł.
To nie jest abstrakcja z tabeli. Dom ogrzewany pelletem potrzebuje zapasu na zimę. Każde 300 albo 500 zł różnicy na tonie zamienia się w realny wydatek dla rodziny, która już płaci więcej za żywność, usługi i energię. Państwo obiecywało ekologiczniejszą, nowoczesną zmianę. Obywatel dostał niepewność, pustszy skład i droższy opał.
Dopłata nie zastąpi rynku
Problem nie wziął się z jednego miejsca. Część rynku wskazuje na mroźniejszą zimę, słabszą dostępność trocin, koszty produkcji, ograniczony import i zmianę zachowań klientów, którzy kupują opał wcześniej. Ale jest też element polityczny: państwo latami zachęcało do wymiany źródeł ciepła, a programy wsparcia pompowały popyt na konkretne technologie.
Rządowy serwis przypomina, iż Czyste Powietrze jest ogólnopolskim programem dopłat do wymiany starych pieców i docieplenia domów. W praktyce taka polityka nie kończy się w dniu montażu kotła. Kto za publiczne pieniądze został popchnięty w stronę określonego paliwa, później musi to paliwo kupować. jeżeli podaż nie nadąża, koszt spada na niego, nie na autorów programu.
To klasyczna lekcja gospodarki. Dotacja potrafi przyspieszyć decyzję zakupową, ale nie wyprodukuje trocin, nie zwiększy mocy tartaków i nie rozwiąże problemu sezonowości. Może za to przesunąć tysiące rodzin w ten sam punkt zależności. Gdy ceny rosną, ludzie nie grzeją ideologiczną obietnicą, tylko realnym opałem.
Zielona polityka bez rachunku dla zwykłych ludzi
W tle jest szerszy kierunek, dobrze znany także z unijnej polityki klimatycznej: urzędnik wskazuje obywatelowi, czym ma palić, jak ma modernizować dom i jak gwałtownie ma porzucić stare rozwiązania. Brzmi nowocześnie, dopóki nie przychodzi faktura. Wtedy okazuje się, iż bezpieczeństwo energetyczne gospodarstwa domowego jest ważniejsze niż broszura o transformacji.
Polska potrzebuje czystszego powietrza. To oczywiste. Ale czystsze powietrze nie może oznaczać ślepego przepychania ludzi z jednego ryzyka w drugie. Rodzina z małego miasta czy wsi nie ma komfortu wielkich eksperymentów. Musi ogrzać dom za pieniądze, które naprawdę zarabia.
Dlatego państwo powinno myśleć jak gospodarz, nie jak sprzedawca programu. jeżeli wspiera wymianę pieców, musi patrzeć na cały łańcuch: surowiec, produkcję, import, podatki, magazyny i serwis. Inaczej dopłata staje się pułapką. Najpierw obniża barierę wejścia, a potem obywatel zostaje sam na rynku, który nagle zrobił się ciasny.
Rachunek za błąd płaci polska rodzina
Najbardziej uderza przewidywalność tej sytuacji. Gdy tysiące ludzi wybierają podobne źródło ciepła, rośnie popyt na paliwo. Gdy surowiec do produkcji pelletu jest ograniczony, rośnie cena. Gdy do tego dochodzi sezonowy strach przed zimą, ludzie wykupują zapasy wcześniej. To nie jest czarna magia, tylko podstawowa ekonomia.
Z perspektywy interesu narodowego najważniejsze jest bezpieczeństwo rodzin, a nie statystyka programu. Polski dom ma być ciepły, rachunek możliwy do udźwignięcia, a decyzje energetyczne oparte na stabilności. jeżeli państwo i Bruksela każą obywatelom przyspieszać transformację, muszą brać odpowiedzialność za skutki. Inaczej transformacja staje się kolejnym podatkiem od rozsądku.
















