Solidarność wojenna z Ukrainą nie wystarczyła, aby narastające napięcia po obu stronach nie powróciły w formie paroksyzmów – otwartych, gwałtownych wybuchów emocji – gniewu, pretensji i żalu – przez pryzmat których definiuje się interes narodowy.
W wyniku skumulowania resentymentów historycznych, schizofrenicznej i fałszywej przyjaźni, wreszcie oburzenia i frustracji społecznej, spowodowanej szkodliwymi aktami strony ukraińskiej, w Polsce trwa debata polityczna i medialna, po której należałoby oczekiwać rewizji dotychczasowych założeń polityki wobec Ukrainy oraz zastopowania szkodliwych dla państwa i społeczeństwa procesów ukrainizacji.
Zawirowania polityczne i medialne wokół przejawów banderyzacji Ukrainy przywracają sens dyskutowania o nacjonalizmie i towarzyszących mu aberracjach w postaci ksenofobii i populizmu. Obnażają też potężne zaniedbania strony polskiej, która kierując się rzekomo wspólnymi interesami strategicznymi, opartymi na wrogości wobec Rosji, przegapiła ten historyczny moment, kiedy u południowo-wschodnich granic Rzeczypospolitej ukształtowało się państwo zainfekowane złowieszczą ideologią.
Ignorowanie banderyzmu
Od wielu lat polskie pseudoelity przymykały oczy na instytucjonalizację nacjonalizmu banderowskiego. Ignorowano tę podstawową prawdę, iż zbrodniczej ideologii nie można interpretować wybiórczo. jeżeli na potrzeby wojny obronnej wskazywano na jej antyrosyjski charakter, to przecież nie sposób było zapomnieć, iż jej ostrze było skierowane także przeciwko Polakom. Państwo ukraińskie nigdy nie odcięło się od zbrodniczego dziedzictwa formacji OUN-UPA, co po polskiej stronie powinno być przedmiotem nieustannych kategorycznych żądań. Tymczasem akceptacja ordynarnego „nacjonalfaszyzmu” stała się podstawą „zgniłego” kompromisu, którego istotą jest pohańbienie pamięci o wymordowanych na Ukrainie rodakach oraz tchórzostwo i uległość w rozwiązywaniu problemów bieżących.
Nacjonalizm jako ideologia integracyjna i identyfikacyjna wspólnot narodowych jest w stanie zawładnąć wyobraźnią i wywierać silny wpływ na życie milionów ludzi. choćby w społecznościach plemiennych, choćby w państwach afrykańskich, nacjonalizm przejawia się jako silny czynnik konsolidacji grupowej. Wyraża się to na przykład podczas wydarzeń sportowych (meczów piłki nożnej), kiedy kibice pochodzący z różnych plemion identyfikują się ze swoją narodowo-państwową reprezentacją (na przykład w Kamerunie, Senegalu czy Wybrzeżu Kości Słoniowej). Odniesienie do wspólnoty narodowej nie jest w takich przypadkach determinowane ani przez pochodzenie etniczne, ani kulturę. Naród stanowi wspólnotę obywateli, czyli demos i jest definiowany przede wszystkim przez państwo.
Są też narody charakteryzujące się przez pryzmat etnosu, czyli wspólnego pochodzenia etnicznego, języka i kultury. Należą do nich na przykład Kurdowie czy Katalończycy, którzy nie mają własnego państwa, ale mają silne poczucie tożsamości narodowej. Są to narody bezpaństwowe lub dążące do uzyskania niepodległości. Przez taką fazę przechodziły w XIX i XX wieku narody środkowo- i wschodnioeuropejskie, w których nacjonalizm akcentował czystość etniczną, traktując naród jako zbiorowość homogeniczną. Dla jej ustanowienia i obrony usprawiedliwione było użycie przemocy wobec obcych, w tym zbrodni i terroru. Współczesna Ukraina, negując swoją historię w ramach Związku Radzieckiego, nawiązuje niestety do fazy nacjonalizmu etnicznego, uznając go za ideologię politycznego legitymizmu. Jego istotą jest apologia narodowych bohaterów, winnych okrutnych zbrodni oraz zrzucanie odpowiedzialności za wyrządzone zło na innych.
Od kilku wieków najważniejszą instytucją opartą na ekspresji nacjonalistycznej jest państwo narodowe. Jego podstawą jest wspólnota obywatelska – demos. Ten model został praktycznie przyjęty na całym globie. To czynnik polityczny, a nie kulturowo-etniczny determinuje tożsamość narodową. W tym sensie nacjonalizmy są ideologiami stricte politycznymi, stanowiącymi spoiwo organizacji politycznej społeczeństwa. Państwa jednolite pod względem etnicznym czy kulturowym stanowią wyjątek. W rzeczywistości istnieje głęboka rozbieżność między liczbą państw a liczbą narodów. Nieliczne państwa, jak Arabia Saudyjska, Iran, Brunei czy Afganistan odwołują się natomiast do legitymizacji religijnej, stawiając ją ponad demosem. Śmiało można je nazwać dyktaturami religijnymi.
Istota nacjonalizmu
W literaturze przedmiotu dominuje przekonanie, iż nacjonalizm jest zjawiskiem przeniesionym z Zachodu i w rzeczywistości niezwykle złożonym. Może bowiem orientować się na utworzenie państwa opartego na tożsamości etnicznej lub lojalności wobec takiego państwa już istniejącego. Może skupiać się na tym, co łączy ludzi na danym terytorium, albo na dyskryminacji i wykluczaniu obcych. Może też przybierać zarówno pokojową, jak i agresywną formę. Choć wybitni znawcy problematyki – Benedict Anderson i Ernest Gellner – przypisywali językowi i kulturze kluczową rolę w budowaniu tożsamości narodowej, to jednak w rzeczywistości powstanie państwa narodowego w wyniku rewolucji atlantyckich XVII i XVIII wieku (Anglia, USA, Francja) było konsekwencją konfliktu o legitymizację władzy. Różnice etniczne, kulturowe i językowe nie odgrywały istotnej roli.
Z czasem rozwijano instytucje umacniające państwo narodowe od wewnątrz, ale nie przy pomocy ideologii nacjonalizmu, ale demokratyzacji struktur, rozwijania procesu wyborczego, poboru do wojska, centralizacji biurokracji państwowej, indywidualnego prawa własności, równości prawnej obywateli i świeckiej edukacji.
Gdy państwo narodowe stało się normą na Zachodzie, jego model przyjęły ruchy nacjonalistyczne w innych częściach świata. Pod koniec I wojny światowej zaczęło inspirować antyimperialnych aktywistów w koloniach do domagania się niepodległości. Apogeum zwycięstw ruchów narodowowyzwoleńczych miało miejsce po II wojnie światowej. Warto przy tym zwrócić uwagę, iż upowszechnianie nacjonalizmu jako dążeń do posiadania państwa narodowego nie było bynajmniej konsekwencją liniowego procesu modernizacji. Nowoczesność gospodarek, rozbudowa infrastruktury czy wysoki stopień alfabetyzacji niekoniecznie decydowały o uniwersalizacji państwa narodowego. Jego skomplikowana historia jest ciągle odkrywana na nowo, zważywszy na dotychczasowe obciążenia eurocentryzmem (por. Eric Storm, „Nationalism. A World History”, Princeton 2024).
Wyjątkiem, a choćby anachronizmem było łączenie państwa narodowego z imperium. Jest paradoksem, iż większość zachodnioeuropejskich nowoczesnych państw narodowych długo tkwiła w formie imperiów kolonialnych. Także dzisiejsze największe potęgi, jak Stany Zjednoczone, Chiny czy Rosja mienią się nominalnie państwami narodowymi, ale nie stronią przecież od praktyk imperialnych. Można choćby zaryzykować twierdzenie, iż z perspektywy mniejszości etnicznych i ludów rdzennych większość istniejących państw narodowych przez cały czas stanowi wielonarodowe imperia, w których mieszkańcy, posługujący się swoim językiem, innym od języka większości, są w praktyce traktowani jak obywatele drugiej kategorii.
Powstanie państw narodowych było wynikiem kilkuwiekowej transformacji, a towarzyszące temu nacjonalizmy intensywnie oddziaływały na ludzką świadomość. Perspektywa narodowa w epoce romantyzmu silnie zdeterminowała procesy poznawcze. Naród został wtedy zreifikowany jako podmiot mający swoją historię, tożsamość i kanony. Skutkowało to upowszechnieniem poglądów o wyjątkowości danego narodu, jego odrębnej drodze rozwojowej i wyróżnianiu się na tle innych. Do dzisiaj wpadamy w pułapki nadmiernego skupiania się na pojedynczych wydarzeniach i ich zmitologizowanych interpretacjach, zamiast na próbach zrozumienia genetycznego, strukturalnego i funkcjonalnego wpływu nacjonalizmu na pojmowanie tożsamości wspólnoty obywatelskiej (demosu).
Współcześnie polityki tożsamościowe państw narodowych, ustawiając się w opozycji do procesów globalizacji, ponadnarodowej integracji czy nasilania imigracji, coraz częściej sięgają do nacjonalizmów, skażonych innymi -izmami, zwłaszcza populizmem i ekskluzywizmem. Towarzyszy temu nasilona „nacjonalizacja” przestrzeni publicznej. Znajduje ona wyraz w instytucjonalizacji pamięci narodowej, pomnikomanii, toponimice (nazewnictwie miejsc). Trwa propagowanie standardowych reprezentacji tożsamości narodowej, znajdujących odbicie w wyrobach rękodzieła, folklorze, kulinariach i profesjonalnym brandingu produktów pochodzących z konkretnego kraju. W ten sposób powszechne skojarzenia między tożsamościami narodowymi, środowiskiem fizycznym i różnymi aspektami życia codziennego uległy swoistej banalizacji (Michael Billig, „Banalny nacjonalizm”, Kraków 2008) i stały się dla ludzi na całym świecie czymś naturalnym.
Od dawna zauważano, iż taka marka jak „naród” dobrze się sprzedaje, gdyż ludzie spoglądają na system międzynarodowy przez pryzmat partykularyzmów. Produkty spożywcze czy atrakcje turystyczne są kojarzone z ich krajem pochodzenia, a komercyjne i społecznościowe media nie tylko przedstawiają glob podzielony na odrębne państwa narodowe, jako coś oczywistego, ale także otwarcie podsycają nastroje nacjonalistyczne (dumę, wyjątkowość, misyjność, przekonania o wyższości, posłannictwo dziejowe, arogancję wobec słabszych, dystanse cywilizacyjne i kulturowe).
Oblicze nacjonalizmu ukraińskiego
Gorzej jest, gdy nacjonalizm nawiązuje do swojej najbardziej radykalnej postaci nacjonalizmu integralnego, w której naród w znaczeniu wspólnoty krwi stanowi najwyższą i absolutną wartość. Twórcą tej koncepcji był Charles Maurras i ruch Action française na przełomie XIX i XX wieku. Zakładała ona połączenie idei narodowej z monarchizmem i militaryzmem. W latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku myśl ta inspirowała ruchy autorytarne i faszyzujące w całej Europie. Wywarła silny wpływ na ukształtowanie się ideologii Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN). Twórcami podstaw teoretycznych ukraińskiego nacjonalizmu byli m.in. Mykoła Michnowski (manifest „10 Przykazań” Ukraińskiej Partii Ludowej, 1903; Dmytro Doncow, „Nacjonalizm”, 1926; Stepan Łenkawski, „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”, 1929; Mykoła Sciborski, „Nacjokratija”, 1935).
Nacjonalizm ukraiński we współczesnym wydaniu ma więc do czego nawiązywać i nie pojawił się bynajmniej jak „grzyby po deszczu”. Sprzyjała mu polityka tożsamościowa prezydentów Ukrainy – od Wiktora Juszczenki, przez Petra Poroszenko, po Wołodymyra Zełenskiego. „Cieplarniana” atmosfera dla idei narodowej postawiła na głowie projekt państwa narodowego, opartego na konstrukcji demosu. Zamiast przyjąć za punkt wyjścia złożoność etniczną, językową, religijną i kulturową Ukrainy, aby stworzyć jakąś formę państwa złożonego (sfederalizowanego, lub przynajmniej zdecentralizowanego, opartego choćby na brytyjskim modelu dewolucji), postawiono na państwo jednolite narodowo, odwołujące się do etnosu. Choć zdaniem znawcy problematyki Rogersa Brubakera, w tej chwili język stracił część swojego potencjału mobilizacyjnego na rzecz religii, to jednak ataki na rosyjskojęzycznych Ukraińców, a także na Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego dowodzą od wielu lat, iż reżim polityczny wybiera etnocentryczną, a nie obywatelską legitymizację swoich rządów.
Przyjmując ideologię nacjonalizmu banderowskiego, którego matecznikiem jest zachodnia Ukraina, czyli Hałyczyna, władze w Kijowie stworzyły bezwarunkowe kryterium samookreślenia się w kategoriach patriotycznych: kto nie pasuje do adekwatnego szablonu „członka wspólnoty narodowej”, zasługuje na miano zdrajcy i wykluczenie. Nie należy się zatem dziwić, iż taki szantaż i groźba wykluczenia (łącznie z fizyczną eliminacją) zdecydował o konsolidacji Ukraińców w konfrontacji z Rosją.
W obliczu agresji rosyjskiej najłatwiej było sięgnąć do historycznych zasobów wrogości i nienawiści, uosabianych przez nacjonalistów, od faszystowskiego OUN, po przesiąkniętą OUN-owskimi ideami Ukraińską Powstańczą Armię (UPA). Do powszechnego dyskursu i imaginarium (ostatnio modne słowo) powróciły więc demony zła. Nacjonalizmu o brunatnym rodowodzie nie poddano przewartościowaniom ani pod kątem użyteczności praktycznej dla nowoczesnego państwa ukraińskiego, aspirującego do europejskich struktur integracyjnych, ani ze względu na wieloznaczność, gdyż był on skierowany nie tylko przeciwko Moskalom i Sowietom, ale także Lachom, Żydom, Czechom i Madziarom (wszystkim obcym).
Brak zrozumienia dla wrażliwości innych narodów, a także pycha i arogancja, iż w świetle walki o tożsamość z Rosją, przedstawianą jako najbardziej agresywne i imperialistyczne państwo we współczesnym świecie, wszystkie chwyty są dozwolone, okazały się zgubne dla strategii narodowej kijowskich władz. Niezdolność do odróżnienia bohaterstwa od ludobójstwa, dokonanego przez oddziały UPA, dyskwalifikuje rządzących Ukrainą w oczach opinii międzynarodowej. Osłabia ją wizerunkowo i poważnie komplikuje dalszą solidarność wojenną ze strony Polski. Ukraińcy liczą jednak na wyrozumiałość władz Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii, które wydają się być mniej wrażliwe na renesans zbrodniczych ideologii, gdyż same nigdy nie rozliczyły się uczciwie z niechlubnych idei i praktyk swoich państw i imperiów kolonialnych.
Osobliwością współczesnej Ukrainy jest przyjęcie istniejących granic zewnętrznych za nienaruszalne i trwałe. Jest to jeden z paradoksów ukraińskiego negacjonizmu wobec epoki radzieckiej, kiedy Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka istniała w ramach ZSRR w granicach skrojonych przez Lenina i Stalina. Przyjmując dziedziczenie terytorium i kształtu granic według zasady „uti possidetis iuris”, Ukraina odcięła się od wytyczenia nowych granic, zgodnie z kryteriami etnicznymi lub językowymi. Skąd zatem biorą się na Ukrainie tendencje rewizjonistyczne i obłędna fala fantastycznych narracji o historycznym rodowodzie i dziejach „imperium ukraińskiego”? (Wojnar) Kto z polskich polityków, gorliwie popierających Ukrainę, zagwarantuje zatem, iż kolejne rządy na Ukrainie, zahartowane w bojach wojennych i posiadające w swojej dyspozycji jedną z najsilniejszych armii w Europie, nie pokuszą się o przywracanie „status quo ante”, czyli powrót do mitycznej Wielkiej Ukrainy z czasów dziewiętnastowiecznych marzeń i rojeń pierwszych nacjonalistycznych marzycieli?
Warto zdawać sobie sprawę z tego, iż ukraiński nacjonalizm, odwołujący się do źródeł banderowskich, nie jest w stanie wymazać złożoności współczesnej Ukrainy, jej mniejszości narodowych, językowych i religijnych, populacji imigrantów oraz „mieszanych potomków”, choćby społeczności rosyjskiej, żydowskiej, polskiej czy węgierskiej. Polska dyplomacja powinna właśnie wskazywać na tę złożoność, broniąc jednocześnie polskiej mniejszości narodowej, o której w ostatnich latach całkowicie zapomniano.
Ułuda dialogu
Nacjonalizm jest z pewnością spontanicznym wyrazem poczucia przynależności ludzi do konkretnej wspólnoty. Ale jego ekspresja publiczna spoczywa zawsze w ręku przywódców politycznych, organizacji i instytucji publicznych. To od ich profesjonalizmu i dojrzałości mentalnej zależy sposób artykułowania interesu narodowego oraz definiowania relacji z innymi państwami. Jak dotąd, ukraińscy przywódcy nie wykazali się szczególnym wyczuciem wiedzy historycznej, ani wrażliwości. Po żadnej ze stron nie podjęto dialogu, który pozwoliłby na zdiagnozowanie aktualnego stanu relacji, bez obciążeń historycznych, które należy pozostawić sporom historyków. Zabrakło woli zbudowania racjonalnej, wolnej od emocji i paroksyzmów, opartej na wzajemnym szacunku perspektywy współpracy. Obserwując polityków obu stron, można ulec wrażeniu, iż raczej improwizują niż realizują świadomą i obliczoną na wzajemne korzyści strategię. Po polskiej stronie demonstrują akty uniżenia i poddaństwa, zamiast determinacji wolicjonalnej i psychologicznej na rzecz obrony prawdy historycznej.
Stawiając na utrzymanie ukraińsko-polskiego partnerstwa, a choćby sojuszu strategicznego, warto zachować ostrożność i świadomość niebezpieczeństw związanych z nacjonalizmem metodologicznym, terminologicznym i normatywnym, dzięki którym politycy, historycy oraz komentatorzy ukraińscy będą przez cały czas chcieli ogrywać polskich partnerów w dowodzeniu swoich racji oraz obronie wizji zwycięskiej i triumfującej Ukrainy.
W stosunkach polsko-ukraińskich istnieje duża asymetria w instrumentalizacji nacjonalizmu dla uzasadniania racji każdej ze stron. Dla Ukrainy nacjonalizm jest środkiem mobilizującym w obronie państwa i jego tożsamości w toczącej się wojnie. Strona polska koncentruje się natomiast na sferze symbolicznej, roszczeniach historycznych i postulatach „rozliczeń”, które abstrahują od militarnej zależności bezpieczeństwa od ukraińskiego oporu. Wszystko na to wskazuje, iż kryzysy wywołane ukraińskimi gestami upamiętnienia „bohaterów”, sporami gospodarczymi czy wypowiedziami polityków pozostaną trwałym elementem relacji polsko-ukraińskich, choćby przy kontynuacji strategicznej współpracy przeciwko Rosji.
Jedynie od mądrości i roztropności polityków będzie zależeć, czy w stosunkach wzajemnych nastanie długotrwała zima, czy też pojawi się otrzeźwiająca tendencja do zbudowania jakiegoś „modus vivendi”, rozwiązania tymczasowego, zanim dojrzeją warunki do zbudowania relacji, opartych na uczciwej i krytycznej ocenie tragicznej przeszłości. Oby nie okazało się, iż podsycanie nastrojów nacjonalistycznych po każdej ze stron posłuży umocnieniu tendencji imperialnych Rosji, która dowodzi, iż w rozwiązywaniu trudnych kwestii narodowych siła ma zawsze pierwszeństwo przed prawem.
Prof. Stanisław Bieleń
Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)









