Paliwo po 5,19 zł miało wrócić. Minister Motyka zasłania się wojną

dzienniknarodowy.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: Paliwo po 5,19 zł miało wrócić. Minister Motyka zasłania się wojną


Donald Tusk zapowiadał benzynę po 5,19 zł za litr. Gdy minister energii Miłosz Motyka został rozliczony z tej deklaracji, odpowiedział, iż takie ceny były przed wojną. Dla kierowców i przedsiębiorców nie jest to jednak spór o archiwalną wypowiedź, ale o realne koszty dojazdów, transportu i codziennych zakupów.

Obietnica była konkretna

W czerwcu 2022 roku Donald Tusk został zapytany, ile kosztowałoby paliwo dzień po objęciu przez niego urzędu premiera. Odpowiedział krótko: 5,19 zł. Według analizy Stowarzyszenia Demagog powtórzył tę cenę w styczniu 2023 roku, a kilka miesięcy później mówił o planie obniżenia ceny paliwa do 5 zł. To nie była więc liczba dopisana politykowi przez przeciwników, ale element jego własnego przekazu.

Tusk wiązał możliwość obniżki z marżami Orlenu i Lotosu. Po przejęciu władzy zmienił ton. W kwietniu 2024 roku tłumaczył, iż wcześniejsza cena była możliwa w innych warunkach rynkowych, a zarazem stwierdził, iż nie bierze odpowiedzialności za ceny benzyny, ponieważ nie są one decyzją premiera. Tak powstała wygodna konstrukcja: w opozycji premier miał sprawić, iż paliwo stanieje, po wyborach rynek miał już pozostawać poza jego odpowiedzialnością.

Motyka odpowiada i mnoży wątpliwości

Do sprawy wróciło pytanie skierowane do ministra energii Miłosza Motyki. Jak relacjonuje portal DoRzeczy.pl, minister odpowiedział: „I były. Znaczy przed wojną były”. Pytany o możliwość obniżenia marży Orlenu przekonywał, iż detaliczna marża spółki została sprowadzona do absolutnego minimum.

Ta odpowiedź nie rozlicza obietnicy Tuska. Przeciwnie, omija jej zasadniczy sens. Deklaracja 5,19 zł padła w czerwcu 2022 roku, już po rozpoczęciu pełnoskalowej rosyjskiej agresji na Ukrainę. Według danych Komisji Europejskiej przywołanych przez Demagoga średnia cena benzyny 95 w Polsce wynosiła wtedy 7,92 zł za litr, a oleju napędowego 7,71 zł. Tusk występował zatem w realiach wojennych i właśnie w tych realiach obiecywał radykalną obniżkę.

Minister energii ma prawo wskazywać na ceny ropy, kurs walut, podatki i sytuację geopolityczną. Rynek paliw rzeczywiście zależy od czynników, których polski rząd sam nie kontroluje. Nie wolno jednak udawać, iż tej wiedzy nie było podczas składania politycznej deklaracji. Odpowiedzialna polityka zaczyna się od uczciwego nazwania granic własnej sprawczości.

Rachunek płaci cała gospodarka

Cena na pylonie stacji nie dotyczy wyłącznie właścicieli samochodów. Paliwo wpływa na koszt przewozu żywności, materiałów budowlanych i towarów codziennego użytku. Uderza w rolników, małe firmy transportowe oraz mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie samochód często nie jest wygodą, ale warunkiem dojazdu do pracy, szkoły albo lekarza.

Każda trwała podwyżka przechodzi więc dalej, do sklepowego paragonu i firmowego rachunku. W tym miejscu kończy się partyjna gra słów. Polacy nie tankują konferencji prasowych. Płacą konkretną cenę z własnej kieszeni.

Dane z kwietnia 2025 roku pokazują również, dlaczego pojedyncze zdjęcia tanich stacji nie wystarczają do ogłoszenia sukcesu. Demagog wskazał, iż pokazywana wówczas cena 5,15 zł była wyjątkiem, podczas gdy średnie ceny benzyny 95 podawane przez kilka źródeł pozostawały blisko 6 zł. Uczciwa ocena wymaga średniej dla kraju i trwałego trendu, a nie wybranego pylonu.

Władza musi odpowiadać za własne słowa

Rząd nie ustala dowolnie światowej ceny ropy. Ma jednak wpływ na podatki, regulacje, warunki konkurencji, politykę wobec państwowych spółek oraz bezpieczeństwo dostaw. Ma też obowiązek mówić obywatelom prawdę o tym, co może osiągnąć. jeżeli obietnica była nierealna, trzeba to przyznać. jeżeli przez cały czas jest realna, Polacy mają prawo poznać plan i termin.

Stawką jest wiarygodność państwa i portfel obywatela. Kampanijne liczby nie mogą działać jak jednorazowy bilet do władzy, który po wyborach traci ważność. Odpowiedź Motyki pokazuje problem większy niż jedna cena paliwa: rządzący chcą być rozliczani z okoliczności, ale nie z własnych słów.

Źródło: Do Rzeczy

Idź do oryginalnego materiału