Paliwa tańsze od 17 sierpnia. Tusk chwali CPN, rachunek płaci budżet

dzienniknarodowy.pl 2 dni temu
Zdjęcie: Paliwa tańsze od 17 sierpnia. Tusk chwali CPN, rachunek płaci budżet


Od 17 sierpnia do 31 sierpnia 2026 r. wraca program CPN: VAT na paliwa spada z 23 do 8 proc., a limity wynoszą 6,41 zł za Pb95, 7,20 zł za Pb98 i 7,37 zł za diesel. Dla kierowców to ulga, dla państwa koszt blisko pół miliarda złotych.

Niższe ceny na stacjach, ale bez darmowych prezentów

Rząd uruchomił nocną zmianę na stacjach paliw. Od poniedziałku kierowcy widzą niższe ceny, bo państwo czasowo obniżyło VAT i narzuciło ceny maksymalne. Premier Donald Tusk ogłosił, iż paliwa są tańsze o ponad 10 proc. Ministerstwo Energii podało konkretne limity: benzyna 95 kosztuje maksymalnie 6,41 zł/l, benzyna 98 7,20 zł/l, a olej napędowy 7,37 zł/l.

To jest realna ulga dla rodzin, firm transportowych, rolników i każdego, kto musi dojeżdżać do pracy. Trzeba jednak powiedzieć rzecz najważniejszą: nie ma tu żadnego cudu. Rząd nie znalazł taniego paliwa. Rząd czasowo rezygnuje z części podatku i reguluje cenę maksymalną, a rachunek przechodzi przez budżet państwa. Czyli przez kieszeń obywatela, tylko inną drogą.

CPN wraca na dwa tygodnie

Program „Ceny Paliwa Niżej” ma działać do końca wakacji, od 17 do 31 sierpnia. Jego podstawą są dwa mechanizmy: obniżenie VAT z 23 do 8 proc. oraz maksymalna cena detaliczna benzyny i oleju napędowego. Ministerstwo Energii zapowiedziało, iż kolejne limity będą ustalane każdego dnia, aby odpowiadały sytuacji na rynku.

To kontynuacja decyzji, o której pisaliśmy już przy powrocie programu CPN na dwa tygodnie. Wtedy najważniejsze było pytanie, czy rząd w ogóle zdecyduje się na interwencję. Teraz pytanie brzmi inaczej: kto naprawdę poniesie koszt i czy państwo ma plan głębszy niż doraźne gaszenie cenowego pożaru.

Według Ministerstwa Energii na program osłonowy dla kierowców ma pójść blisko pół miliarda złotych. To dużo pieniędzy, ale na tle wydatków państwa nie jest to kwota, która rozwiązuje strukturalny problem polskich kierowców. Problemem są podatki w cenie paliwa, zależność od rynków światowych, koszty logistyki, słabość własnej polityki energetycznej i brak stabilności decyzji.

Kierowca zyskuje, państwo traci wpływy

Na pierwszy rzut oka sprawa jest prosta: kierowca tankuje taniej. jeżeli różnica wynosi około złotówki na litrze, przy baku 50 litrów w portfelu zostaje około 50 zł. Dla rodziny jadącej z dziećmi, przedsiębiorcy wożącego towar albo rolnika pracującego w gospodarstwie to konkret. Prawica powinna umieć powiedzieć jasno: niższe podatki na paliwa są dobre dla ludzi pracy.

Ale właśnie dlatego trzeba pilnować, aby obniżka nie była tylko politycznym spektaklem na dwa tygodnie. Państwo najpierw przez lata przyzwyczaja obywatela do ogromnego podatkowego udziału w cenie paliwa, a potem ogłasza ulgę, gdy tymczasowo zabiera mniej. To pokazuje, jak bardzo polski portfel zależy od decyzji administracyjnej.

Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na interpelację sejmową podało, iż poprzednia odsłona CPN oznaczała około 2,947 mld zł ubytku dochodów z VAT od 31 marca do 30 czerwca 2026 r.. To twarda liczba i dobry test uczciwości debaty. Ulga jest potrzebna, ale jej koszt nie znika. jeżeli nie płaci kierowca przy dystrybutorze, płaci budżet.

Spór o paliwową daninę

Rząd twierdzi, iż część finansowania programu została zablokowana po decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który skierował ustawę o podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych do Trybunału Konstytucyjnego. Według komunikatu resortu energii oznacza to brak planowanych wpływów rzędu około 4 mld zł do czasu rozstrzygnięcia TK.

Ten spór ma znaczenie większe niż codzienna cena Pb95. Z jednej strony obywatele chcą tańszego tankowania i mają do tego pełne prawo, bo paliwo to koszt pracy, dojazdu, produkcji i żywności. Z drugiej strony państwo nie może udawać, iż każdy problem da się rozwiązać nową daniną, nowym limitem i konferencją prasową. O paliwowej daninie skierowanej do Trybunału pisaliśmy szerzej, bo tu idzie także o granice władzy fiskalnej państwa.

Narodowy punkt widzenia jest prosty: energia i paliwa muszą służyć polskiej gospodarce, a nie być narzędziem doraźnej gry. Tanie paliwo pomaga rodzinom i firmom. Stabilne, przewidywalne zasady pomagają gospodarce jeszcze bardziej. Polacy potrzebują czegoś więcej niż dwóch tygodni ulgi: trwałej polityki, w której podatki, bezpieczeństwo dostaw i interes narodowy są ustawione w jednej kolejności, najpierw obywatel, potem aparat państwa.

Rządowa ulga nie zastąpi strategii

Premier Tusk może dziś mówić o sukcesie, bo ceny na pylonach rzeczywiście spadły. Tego faktu nie warto negować. Ale rządzenie państwem nie polega na tym, żeby raz podnosić ciężar podatkowy, a potem z pompą informować, iż przez dwa tygodnie będzie lżej.

Stawka jest szersza niż wakacyjne powroty. Paliwo wpływa na ceny usług, przewozów, żywności i codzienną swobodę poruszania się po własnym kraju. o ile państwo ma być poważne, musi budować odporność energetyczną, trzymać w ryzach podatkową chciwość i chronić polski transport. Dwa tygodnie CPN dadzą ludziom oddech. Polski interes wymaga, aby ten oddech nie był tylko przerwą między kolejnymi podwyżkami.

Źródło: Ministerstwo Energii, Ministerstwo Finansów, Money.pl.

Źródło: Money.pl

Idź do oryginalnego materiału