Oto przyczyna zagłady zagłady cywilizacji. Z rozważań Jana Eremity / Nowidzki

publixo.com 2 godzin temu

Oto przyczyna zagłady zagłady cywilizacji według pokutnika Jana Eremity (przekaz jest dosłowny, gdyż pozwolono mi skopiwać ten tekst, a był przeznaczony do regionalnej prasy, ale go nie opublikowano, bo nie odpowiada, zdaniem lelewicowo zoorientowanej redakcji, poprawności ideowo-politycznej EU):

`Człowiek często postrzega cywilizację jako triumf rozumu nad chaosem: miasta, państwa, naukę, technologię i instytucje, które mają zapewnić bezpieczeństwo oraz rozwój. Jednak pod powierzchnią tych osiągnięć istnieje coś znacznie bardziej kruchego – więź między ludźmi. Można zbudować zaawansowaną technologię bez miłości, można stworzyć potężne państwo bez współczucia, można choćby podporządkować społeczeństwo bez wzajemnego zaufania. Powstaje jednak pytanie: czy taka konstrukcja może przetrwać? Brak współczucia, miłosierdzia i miłości nie jest bowiem wyłącznie problemem etycznym. Może stać się początkiem procesu, który prowadzi do katastrofy cywilizacyjnej, a w skrajnym przypadku choćby do zagłady człowieka jako gatunku.
Paradoksalnie, człowiek nie odniósł sukcesu ewolucyjnego dlatego, iż był najsilniejszym drapieżnikiem. Jego przewaga wynikała przede wszystkim ze umiejętności współpracy. Samotna jednostka była bezbronna, natomiast wspólnota potrafiła zapewnić przetrwanie swoim członkom. Altruizm, opieka nad słabszymi, zaufanie i zdolność do tworzenia więzi stały się fundamentem ludzkiego świata. Miłość można więc rozumieć nie tylko jako uczucie, ale również jako zasadę organizującą wspólnotę. Miłosierdzie natomiast powstrzymuje człowieka przed uznaniem drugiego człowieka za przedmiot, przeszkodę lub wroga. Kiedy te mechanizmy zanikają, społeczeństwo zaczyna niszczyć warunki własnego istnienia.
Pierwszym wymiarem tej katastrofy jest możliwość eskalacji konfliktów. Społeczeństwo pozbawione empatii łatwo zaczyna postrzegać relacje międzyludzkie jako grę o sumie zerowej: jeżeli ktoś zyskuje, ktoś inny musi stracić. W takim świecie kompromis staje się oznaką słabości, a przeciwnik przestaje być człowiekiem, z którym można się porozumieć. Zostaje sprowadzony do kategorii zagrożenia. Właśnie dehumanizacja otwiera drogę do przemocy, ponieważ człowiek, którego nie uznaje się za osobę, może zostać potraktowany jak rzecz. Szczególnie przerażające znaczenie ma to w epoce broni jądrowej, biologicznej i coraz bardziej autonomicznych technologii wojskowych. Techniczna zdolność niszczenia jest dziś ogromna, dlatego tym ważniejsze stają się moralne hamulce. jeżeli rozum zostanie całkowicie odłączony od współczucia, może stać się narzędziem zagłady. Wtedy katastrofa nie musi być wynikiem szaleństwa – może być rezultatem chłodnej kalkulacji.
Drugim zagrożeniem jest rozpad wspólnoty. Każde społeczeństwo opiera się na pewnej niepisanej umowie: jednostka zgadza się ograniczyć część własnych interesów w zamian za bezpieczeństwo i możliwość wspólnego życia. Miłosierdzie jest jednym z warunków trwania tej umowy, ponieważ przypomina, iż wartość człowieka nie zależy wyłącznie od jego użyteczności. o ile jednak słabi, biedni, chorzy czy wykluczeni zostają uznani za ciężar, więź społeczna zaczyna pękać. Narastają nierówności, frustracja i poczucie niesprawiedliwości. W pewnym momencie społeczeństwo przestaje być wspólnotą, a staje się zbiorem grup walczących o własne interesy. Katastrofa przychodzi wówczas od wewnątrz: państwo może zachować swoje instytucje, ale traci fundament, którym jest zaufanie.
Jeszcze szerszy wymiar ma katastrofa ekologiczna. Brak miłości można bowiem rozumieć jako brak troski nie tylko o innych ludzi, ale również o przyszłość. Człowiek kierujący się wyłącznie interesem własnym i teraźniejszością nie musi przejmować się światem, który odziedziczą następne pokolenia. Ziemia zostaje potraktowana jak magazyn zasobów, a nie wspólny dom. Krótkowzroczna eksploatacja środowiska może prowadzić do degradacji ekosystemów, niedoboru wody, utraty żyznych terenów i masowych migracji. W ten sposób katastrofa ekologiczna może przekształcić się w katastrofę polityczną i społeczną. Walka o podstawowe zasoby może ponownie uruchomić mechanizm przemocy, który wcześniej doprowadził do rozpadu wspólnoty.
Najbardziej paradoksalnym zagrożeniem jest jednak technologia. Rozum pozbawiony empatii może stworzyć świat niezwykle skuteczny, ale całkowicie nieludzki. Człowiek może zostać oceniony wyłącznie przez pryzmat wydajności, przydatności i ekonomicznej wartości. Technologia, która miała służyć człowiekowi, może wówczas zacząć służyć kontroli człowieka. Powstaje wizja dystopijna: społeczeństwo doskonale monitorowane, w którym jednostki nieefektywne, chore, stare czy po prostu niepasujące do systemu są marginalizowane. Najstraszniejsza katastrofa nie musi więc oznaczać fizycznego końca ludzkości. Być może bardziej przerażająca jest sytuacja, w której ludzie przez cały czas istnieją biologicznie, ale utracili wszystko, co czyni ich wspólnotę ludzką.
W tym sensie katastrofizm nie jest jedynie przepowiednią końca. Jest ostrzeżeniem przed procesem, który zaczyna się znacznie wcześniej niż sama katastrofa. Zagłada może mieć swój początek w pozornie niewielkich aktach obojętności: w odmowie pomocy, w pogardzie wobec słabszego, w przekonaniu, iż cierpienie drugiego człowieka nie ma znaczenia. Stopniowo obojętność przeradza się w dehumanizację, dehumanizacja w przemoc, a przemoc – dzięki współczesnej technologii – może osiągnąć skalę wcześniej niewyobrażalną.
Dlatego miłość, współczucie i miłosierdzie nie są sentymentalnymi dodatkami do cywilizacji. Są jej warunkiem przetrwania. Cywilizacja nie istnieje naprawdę dzięki budynkom, maszynom czy systemom informatycznym, ale dzięki przekonaniu, iż drugi człowiek nie jest naszym wrogiem tylko dlatego, iż jest inny, słabszy lub mniej użyteczny. o ile to przekonanie zniknie, człowiek może zachować całą swoją techniczną potęgę, a jednocześnie utracić zdolność do wspólnego istnienia.
Największy paradoks katastrofy polega więc na tym, iż człowiek może zostać pokonany nie przez naturę ani przez brak technologii, ale przez własne osiągnięcia pozbawione moralnego fundamentu. Możemy stworzyć narzędzia zdolne podporządkować sobie świat, ale jeżeli zabraknie nam współczucia, możemy użyć ich przeciwko samym sobie. Ostateczna katastrofa zaczyna się wtedy, gdy drugi człowiek przestaje być kimś, za kogo jesteśmy odpowiedzialni. Współczucie jest zatem nie tylko wartością moralną. Jest jednym z ostatnich zabezpieczeń przed tym, aby cywilizacja, która miała służyć człowiekowi, nie stała się narzędziem jego samozagłady.



Postscriptum

Oczywiscie publikuję tu za pelnym pozwoleniem Jana Eremity, z zastrzeżeniem tego, iż każdy piszący złosliwe kometarze , niestey, ma być zablokowany w ramach oczyszcznia środowiska z negatywnej energii (nowy projekt ekologiczny).
.
Idź do oryginalnego materiału