Rząd Polski wprowadza interwencję w rynek paliwowy, która ma ograniczyć ceny na stacjach. Tymczasem wojna w Iranie sprawiła, iż zainteresowanie pojazdami elektrycznymi wystrzeliło. Nie tylko w innych częściach świata, ale i w Polsce.
Czwartkowe (26 marca) nadzwyczajne posiedzenie rządu poświęcone było drastycznym wzrostem cen na stacjach benzynowych. A dokładniej temu, co zrobić, by spowodowane wojną na Bliskich Wschodzie podwyżki ograniczyć.
„W ostatnich tygodniach z uwagi na sytuację na Bliskim Wschodzie ceny ropy wzrosły o 45 proc., ceny oleju napędowego o ponad 40 proc., a benzyny o 25 proc. Dlatego podejmujemy działania o charakterze podatkowym, aby ceny na stacjach były wyraźnie niższe” – powiedział w trakcie posiedzenia Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki.
- Czytaj także: Oficjalny koniec dopłat do elektryków. Minister: państwo zrobiło swoje
CPN, czyli Ceny Paliwa Niżej
Rząd zaproponował pakiet „CPN – Ceny Paliwa Niżej”. Zakłada on m.in.:
- obniżenie VAT na paliwa z 23 do ok. 8 proc.,
- obniżenie akcyzy na paliwa do minimalnych stawek dopuszczonych przez Unię Europejską,
- wprowadzenie maksymalnych cen detalicznych na benzynę i olej napędowy, dzięki czemu obniżki nie zostaną „zjedzone” przez marże sprzedawców,
- a jeżeli mimo to marże będą zbyt wysokie, możliwe będzie wprowadzenie podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych.
Co ważne, po wprowadzeniu maksymalnej ceny detalicznej paliw ich sprzedawanie powyżej tego progu będzie złamaniem przepisów. Potencjalna kara finansowa może wynieść choćby 1 mln zł i będzie wymierzana przez szefa Krajowej Administracji Skarbowej w drodze decyzji administracyjnej.
Według zapowiedzi rządu interwencje te mają sprawić, iż ceny na stacjach spadną o ok. 1,20 zł na litrze każde z paliw (benzyna i olej napędowy). Oznaczałoby to obniżki o kilkanaście procent względem aktualnych stawek.
Politycy zadziałali tym razem błyskawicznie. Przepisy błyskawicznie zostały przyjęte przez Sejm i Senat, a prezydent podpisał je w równie ekspresowym tempie, w trakcie podróży na konferencję do USA.
Według ministra Domańskiego niższych stawek na stacjach benzynowych powinniśmy spodziewać się już we wtorek (31 marca).
Polacy szukają pojazdów elektrycznych
Tymczasem według danych OTOMOTO użytkownicy coraz częściej szukają pojazdów elektrycznych (EV). Od końca lutego, gdy Izrael i USA zaatakowały Iran, liczba bezpośrednich zapytań o tego typu samochody wzrosła o niemal 40 proc. – i rośnie każdego kolejnego tygodnia. Jak podaje portal 300gospodarka.pl, na platformie pojawia się też więcej ogłoszeń dotyczących aut elektrycznych. Jednocześnie maleje zainteresowanie samochodami z silnikiem Diesla.
– Obecna sytuacja na rynku motoryzacyjnym to moment przełomowy: zainteresowanie samochodami elektrycznymi przestało być stymulowane wyłącznie przez dopłaty rządowe, a zaczęło wynikać z twardej kalkulacji ekonomicznej – mówi Adam Simon z OLX Group/OTOMOTO.
W rozmowie z 300gospodarka.pl podobnie ocenia to Maciej Gis z Polskiego Stowarzyszenie Nowej Mobilności.
– Dla polskich kierowców nieprzewidywalność kosztów tankowania przestaje być abstrakcyjnym ryzykiem – staje się rzeczywistością. Ceny na stacjach paliw potrafią zmienić się z dnia na dzień o kilkadziesiąt groszy za litr, co znacząco utrudnia planowanie domowego budżetu. Samochód elektryczny ładowany w domu oferuje przewidywalność kosztów i jest nieporównywalnie tańszy w eksploatacji od wariantów o napędzie konwencjonalnym – komentuje Gis.
- Czytaj także: Nowe dane o SCT w Krakowie: 9 mln zł wpływów i 2 tys. kontroli. Mandaty rzadkością
Boom na elektryki przyspieszył
Ale podobne sygnały napływają z całego świata.
OLX Group informuje, iż od połowy lutego popyt na elektryki we Francji, Rumunii i Portugalii wzrósł o 40-54 proc. Z kolei Reuters przytacza przykład Niemiec, gdzie ruch związany z pojazdami elektrycznymi dla internetowego dealera samochodowego MeinAuto wzrósł od początku wojny o 40 proc. U francuskiego internetowego sprzedawcy samochodów używanych Aramisauto udział w sprzedaży pojazdów elektrycznych wzrósł od 16 lutego do 9 marca, z 6,5 do 12,7 proc.
W Australii od początku wojny w Iranie platforma Carsales odnotowała zaś wzrost poszukiwań pojazdów elektrycznych sięgający 77 proc. w tej chwili 25 proc. Australijczyków rozważa zakup EV po raz pierwszy, przed konfliktem – zaledwie 7 proc. „Przez lata pojazdy elektryczne były tematem żartów. Za drogie. Za mały zasięg. Nie ma gdzie ładować. Większość australijskich kupujących samochody miała jasny przekaz: dziękuję, ale nie. A potem USA i Iran zaczęły bombardować Iran” – komentuje autor tekstu.
„Nie czas spowalniać wysiłki”
– Zdecydowanie nie jest to czas na spowalnianie wysiłku w technologiach przyszłości – komentuje dla SmogLabu Adam Guibourgé-Czetwertyński, dyrektor polskiego biura think tanku Transport & Environment.
Według niego obecna elektromobilność przypomina energetykę sprzed kilku lat. Co prawda odnawialne źródła energii nie były jeszcze najtańsze wszędzie, ale kierunek zmian był już jasny.
– Podobnie jest dziś z samochodami elektrycznymi – które są coraz tańsze, w wielu przypadkach na podobnej cenie są warianty elektryczne i spalinowe, a ceny baterii przez cały czas spadają – tłumaczy ekspert.
- Czytaj także: Za wojnę Trumpa zapłacimy droższymi wakacjami. Linie lotnicze ostrzegają
–
Zdjęcie tytułowe: shutterstock/Sheviakova Kateryna

2 godzin temu








.webp)





