Od ministra kultury do hejtera. Zdanie, które mówi wszystko o opozycji

5 godzin temu

W polskiej debacie publicznej granice ostrego sporu politycznego przesuwają się od lat. Coraz rzadziej chodzi w nim o fakty, a coraz częściej o emocjonalny cios, najlepiej taki, który dobrze „poniesie się” w mediach społecznościowych. W tym sensie reakcja Piotra Glińskiego na wpis premiera o cenach paliw jest nie tylko kolejnym epizodem twitterowej wojny, ale także przykładem słów, które nigdy nie powinny paść z ust byłego wicepremiera i ministra kultury.

Zaczęło się niewinnie. Donald Tusk opublikował na platformie X zdjęcie porównujące ceny paliw z 2022 roku i z grudnia 2025. „Paliwo po 5.18. Mogę być winny grosika?” – napisał, wskazując na różnicę między niemal 6,80 zł za litr PB95 w czasach rządów PiS a 5,18 zł pod koniec 2025 r. gwałtownie wyszło na jaw, iż taka cena obowiązywała na jednej stacji w województwie zachodniopomorskim, a średnie ceny były wyższe.

Tu do gry wkroczył Demagog. „Pokazanie jednej wyjątkowo niskiej ceny, pomijając informacje o znacznie wyższej średniej, to wybiórcze wykorzystanie danych pasujących do tezy. Oceniamy to na manipulację” – stwierdził Demagog, powołując się m.in. na dane Komisja Europejska, Reflexu i AutoCentrum.pl. Była to rzeczowa, merytoryczna korekta narracji premiera, jakiej w zdrowej demokracji potrzebujemy więcej.

Ale Piotr Gliński wybrał inną drogę. „Byłem na Orlenie. Zapłaciłem 5,81 za litr. Czeski błąd czy polskim premierem jest pajac?” – napisał, odnosząc się do wpisu Tuska. To zdanie, choć krótkie, mówi o stanie debaty publicznej więcej niż niejeden długi esej. Nie ma w nim argumentu, nie ma próby polemiki z danymi, nie ma choćby ironii w stylu politycznej satyry. Jest za to czysta inwektywa.

Można – i należy – krytykować premiera za uproszczenia czy manipulacje. Można pytać, czy pokazywanie jednej, wyjątkowo niskiej ceny nie jest próbą budowania propagandowego przekazu. Ale nazwanie urzędującego szefa rządu „pajacem” nie jest krytyką. Jest degradacją języka polityki i własnej wiarygodności. W ustach byłego wicepremiera brzmi to szczególnie źle.

Warto przypomnieć, iż Gliński przez lata występował w roli strażnika „poważnego państwa” i obrońcy godności urzędów. Dziś sam te standardy podkopuje. Jak zauważa jeden z politologów, cytowany nieoficjalnie: „Jeśli byli ministrowie pozwalają sobie na taki język, nie powinni się dziwić, iż debata publiczna zamienia się w rynsztok”.

Spór o ceny paliw to w istocie spór o coś więcej niż kilka groszy na litrze. To spór o to, jak rozmawiamy o polityce i jakie granice uznajemy za nienaruszalne. Premier może popełnić błąd, może ulec pokusie skrótu myślowego. Od opozycji – zwłaszcza tej doświadczonej – oczekuje się jednak czegoś więcej niż obelg.

Stacje Orlen nie są ani argumentem politycznym, ani sceną dla personalnych wycieczek. A słowa, które padły z ust Piotra Glińskiego, nie tylko nie wnoszą nic do dyskusji o realnych kosztach życia, ale także obciążają jego autora. Bo w polityce, podobnie jak w kulturze, nie wszystko wolno – choćby wtedy, gdy kusi szybki aplauz własnej bańki.

Idź do oryginalnego materiału