Rządowy projekt na 2027 r. przewiduje płacę minimalną w wysokości 4950 zł brutto i minimalną stawkę godzinową 32,30 zł. To wzrost o 144 zł wobec 2026 r., ale mniej niż postulowała strona związkowa. Dla Polaków sprawa jest szersza niż jedna liczba: chodzi o realną wartość pracy, koszty życia i ciężar, jaki państwo nakłada na małe firmy.
Projekt po fiasku rozmów w RDS
Rząd nie zmienia kierunku w sprawie najniższego wynagrodzenia na 2027 r. W wykazie prac Rady Ministrów opublikowano projekt rozporządzenia w sprawie minimalnego wynagrodzenia za pracę, który przewiduje od 1 stycznia 2027 r. kwotę 4950 zł brutto oraz minimalną stawkę godzinową 32,30 zł.
To te same kwoty, które wcześniej Rada Ministrów przedstawiła Radzie Dialogu Społecznego. Skoro w ustawowym terminie nie uzgodniono wspólnego stanowiska, rząd ma obowiązek ustalić stawki w drodze rozporządzenia do 15 września. Tak działa procedura. Politycznie oznacza to jednak jedno: gabinet Donalda Tuska nie posłuchał związków, które chciały wyraźnie wyższej podwyżki.
Nowa stawka płacy minimalnej i twarde liczby
Według rządowych danych obecna płaca minimalna w 2026 r. wynosi 4806 zł brutto, a minimalna stawka godzinowa 31,40 zł. Propozycja na 2027 r. daje więc podwyżkę o 144 zł miesięcznie, czyli 3 proc. Stawka godzinowa wzrosłaby o 90 groszy.
Rząd wcześniej argumentował, iż przy prognozowanej inflacji poniżej 5 proc. w 2027 r. będzie jeden termin zmiany minimalnego wynagrodzenia, od 1 stycznia. Na forum Rady Dialogu Społecznego wskazywano także prognozowany średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem na poziomie 102,5 proc. To urzędowy język. W portfelu zwykłego człowieka brzmi to prościej: państwo proponuje podwyżkę, która ledwie przesuwa najniższą pensję ponad obecną kwotę.
Związki chciały 5200 zł
Strona społeczna chciała więcej. NSZZ Solidarność informowała, iż związki zawodowe postulowały wzrost minimalnego wynagrodzenia w 2027 r. co najmniej do 5200 zł brutto. Różnica między tym postulatem a rządowym projektem to 250 zł miesięcznie.
Nie trzeba być entuzjastą manualnego sterowania gospodarką, by widzieć napięcie. Ceny usług, żywności, energii i mieszkań przez ostatnie lata przyzwyczaiły Polaków do nieustannej presji. Z drugiej strony każda administracyjna podwyżka płacy minimalnej podnosi koszty pracy, a te szczególnie mocno czują małe polskie firmy. Właśnie dlatego spór o minimalne wynagrodzenie nie może być sprowadzany do licytacji przy stole. Potrzebna jest poważna polityka pracy, podatków i kosztów państwa.
Pensja brutto to nie cała prawda
Największym problemem polskiego pracownika jest to, iż państwo zabiera zbyt dużo po drodze. Kwota brutto wygląda lepiej na konferencji prasowej niż na koncie. Składki, podatki, ceny energii, czynsze, opłaty lokalne i drożejące usługi publiczne zjadają część każdej podwyżki. Dlatego przy sporze o minimalne wynagrodzenie trzeba wracać do pytania, dlaczego rząd wciąż nie daje Polakom realnej ulgi podatkowej. Pisaliśmy o tym przy sprawie, w której kwota wolna pozostaje zamrożona, a Polacy płacą coraz więcej.
Jest też drugi kłopot: zasady liczenia płacy minimalnej. Rząd już wcześniej wycofał się z najdalej idącego wariantu zmian i zapowiedział etapowe wyłączanie części składników wynagrodzenia. Ten spór opisaliśmy w tekście o tym, jak premie mają być wyłączane z płacy minimalnej etapami. To ważne, bo sama kwota minimalna nie mówi jeszcze, ile pracownik faktycznie dostaje za swoją pracę i jak łatwo pracodawca może obudować pensję dodatkami.
Stawka dla Polski
Polska potrzebuje wynagrodzeń, które pozwalają rodzinie żyć godnie z pracy. Potrzebuje też firm, które mają siłę zatrudniać, inwestować i konkurować, a nie tylko przetrwać kolejny rok regulacji. Rządowa propozycja 4950 zł próbuje zamknąć temat tabelą. Nie zamknie.
Stawka dla Polaków jest większa: mniej jałowych sporów o jedną urzędową kwotę, więcej wolności gospodarczej, niższe daniny, tańsze państwo i realna ochrona pracy. Bez tego każda podwyżka płacy minimalnej będzie wyglądała podobnie. Jedni powiedzą, iż za mało. Drudzy, iż za drogo. A zwykły pracownik dalej będzie pytał, dlaczego z jego pensji tak wiele znika, zanim trafi do domu.
Źródło: Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Rada Dialogu Społecznego, NSZZ Solidarność.
















