Nord Stream: Żurawlow zatrzymany w Chorwacji. Polska odmówiła wydania

dzienniknarodowy.pl 1 dzień temu
Zdjęcie: Nord Stream: Żurawlow zatrzymany w Chorwacji. Polska odmówiła wydania


Niemiecka prokuratura poinformowała 19 sierpnia, iż w Puli w Chorwacji zatrzymano obywatela Ukrainy podejrzanego w sprawie sabotażu Nord Stream. Chodzi o mężczyznę identyfikowanego w Polsce jako Wołodymyr Żurawlow. W październiku 2025 r. warszawski sąd odmówił jego wydania Niemcom. Stawką jest spór o energię, suwerenność i granice niemieckiej jurysdykcji.

Zatrzymanie w Puli

Federalna Prokuratura Generalna Niemiec podała w komunikacie z 19 sierpnia, iż ukraiński obywatel oznaczony jako Vladimir Z. został zatrzymany w Puli w Chorwacji na podstawie europejskiego nakazu aresztowania. Niemcy podejrzewają go o udział w grupie, która we wrześniu 2022 r. miała podłożyć ładunki wybuchowe na gazociągach Nord Stream 1 i Nord Stream 2 w rejonie duńskiej wyspy Bornholm.

Associated Press podała, iż rzecznik niemieckiej prokuratury potwierdził, iż chodzi o tego samego mężczyznę, którego wcześniej zatrzymano w Polsce i którego polskie władze identyfikowały jako Wołodymyra Żurawlowa. To ważne rozróżnienie: mężczyzna jest podejrzany, nie skazany. Do czasu prawomocnego wyroku obowiązuje domniemanie niewinności.

Polska powiedziała Niemcom „nie”

17 października 2025 r. Sąd Okręgowy w Warszawie odmówił wydania Żurawlowa Niemcom i nakazał jego zwolnienie. Dziennik Narodowy pisał wtedy szerzej o sprawie, gdy sąd odmówił ekstradycji do Niemiec Wołodymyra Żurawlowa. Polski wymiar sprawiedliwości uznał, iż niemiecki wniosek nie powinien zostać wykonany.

To rozstrzygnięcie miało wymiar większy niż jedna sprawa procesowa. Nord Stream był projektem, przed którym Polska ostrzegała latami. Berlin budował energetyczną arterię z Moskwą ponad głowami państw Europy Środkowej, a potem oczekiwał, iż inni będą traktować niemiecką wrażliwość energetyczną jak europejski dogmat. Polska ma prawo pytać, gdzie była niemiecka odpowiedzialność, gdy kolejne rządy w Berlinie wzmacniały zależność od rosyjskiego gazu.

Niemieckie zarzuty i ostrożność faktów

Według niemieckich śledczych zatrzymany jest wyszkolonym nurkiem. Prokuratura twierdzi, iż miał należeć do grupy wokół Serhii K., przeciwko któremu wniesiono akt oskarżenia przed sądem w Hamburgu. Grupa miała wypłynąć z Rostocku na jachcie wynajętym przy użyciu sfałszowanych dokumentów i umieścić ładunki na rurociągach.

Te zarzuty są poważne, ale są zarzutami. Nie wolno z nich robić gotowego wyroku ani pretekstu do odpowiedzialności zbiorowej wobec Ukraińców. Polska linia powinna być trzeźwa: bronić własnego interesu, nie przyjmować niemieckiej narracji bez kontroli, a równocześnie nie uciekać od faktów śledztwa. Właśnie tak wygląda realizm narodowy.

W październiku 2025 r. DN opisywał również, iż sabotaż Nord Stream stawiał Ukrainę pod lupą niemieckiego wymiaru sprawiedliwości. Dzisiejsze zatrzymanie w Chorwacji pokazuje, iż Berlin nie zamknął tego wątku i będzie szukał drogi do procesu.

Nord Stream był problemem, zanim został wysadzony

Najważniejsza lekcja dla Polski nie dotyczy samego zatrzymania. Dotyczy Nord Stream jako symbolu strategicznej ślepoty Zachodu. Gazociągi wzmacniały Rosję, omijały Polskę i państwa bałtyckie, dawały Kremlowi narzędzie wpływu, a Niemcom komfort taniej energii. To był projekt polityczny przebrany za biznes.

Kiedy rurociągi zostały uszkodzone 26 września 2022 r., Europa zaczęła mówić o sabotażu. Słusznie. Ale wcześniej zbyt wielu polityków udawało, iż samo uzależnianie kontynentu od rosyjskiego gazu nie jest sabotażem zdrowego rozsądku. Polska płaciła za tę naiwność mniejszym bezpieczeństwem regionu i marginalizowaniem własnych ostrzeżeń.

Interes Polski przed interesem Berlina

Chorwacki etap sprawy oznacza, iż Niemcy ponownie będą dążyć do sprowadzenia podejrzanego przed swój sąd. Polska nie musi przepraszać za własną decyzję z 2025 r. Musi natomiast pilnować, by spór o Nord Stream nie został opowiedziany wyłącznie niemieckim językiem krzywdy. Rurociąg był od początku wymierzony w bezpieczeństwo naszego regionu.

Dla Polaków stawka jest jasna: żadna wielka stolica, ani Berlin, ani Bruksela, nie ma prawa przesłaniać naszej oceny strategicznej. jeżeli Polska mówiła, iż Nord Stream wzmacnia Rosję, to mówiła prawdę. Dzisiejsze postępowania śledcze są ważne, ale nie wymazują politycznej odpowiedzialności tych, którzy przez lata budowali energetyczną zależność od Kremla.

Źródło: Federalna Prokuratura Generalna Niemiec, Associated Press, Kresy.pl.

Źródło: Kresy.pl

Idź do oryginalnego materiału