NIK 21 sierpnia 2026 r. ogłosiła, iż Wody Polskie w latach 2021-2025 utrudniały gospodarkę rybacką i łamały przepisy. Chodzi o programy „Nasze łowiska” i „Opłata krajowa”, ponad 75,5 tys. zezwoleń oraz 7,4 mln zł przychodów. Stawką jest wolność działalności i kontrola nad państwowym monopolem.
Państwo weszło w buty rynku
Najwyższa Izba Kontroli opublikowała 21 sierpnia 2026 r. ustalenia dotyczące gospodarki rybackiej na publicznych wodach śródlądowych. Według Izby Wody Polskie w latach 2021-2025 zamiast zapewniać warunki do racjonalnej gospodarki rybackiej, utrudniały ją i łamały przepisy. To mocny zarzut wobec instytucji zarządzającej dobrem należącym do Skarbu Państwa.
Sedno sprawy jest proste. Wody Polskie mają zarządzać wodami publicznymi w interesie państwa i obywateli, a nie budować wokół siebie uprzywilejowany system, który wypycha z rynku innych użytkowników rybackich. Gdy państwowa instytucja sama staje się graczem, sama ustala reguły i sama ogranicza konkurencję, cierpi nie abstrakcyjny „rynek”, ale konkretni przedsiębiorcy, stowarzyszenia, Polski Związek Wędkarski i w końcu zwykli Polacy korzystający z rzek i jezior.
„Nasze łowiska” i mniej obwodów dla użytkowników
Kontrola objęła Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej Wód Polskich, pięć regionalnych zarządów oraz pięć urzędów marszałkowskich. Badany okres to lata 2021-2025, do 29 sierpnia. NIK sprawdzała, czy organy publiczne stworzyły adekwatne warunki do prowadzenia racjonalnej gospodarki rybackiej na publicznych wodach płynących.
Wynik jest dla aparatu państwa fatalny. Izba podała, iż w okresie kontroli zmniejszyła się liczba i powierzchnia obwodów rybackich oddawanych przez Wody Polskie w użytkowanie. Równocześnie liczba obwodów, w których dyrektorzy RZGW samodzielnie prowadzili gospodarkę rybacką, wzrosła z 27 do 126, a ich powierzchnia z 5,7 tys. ha do 14,4 tys. ha. W 2021 r. takie obwody stanowiły 2,5 proc. ogólnej liczby obwodów rybackich, a w 2024 r. już 5,7 proc.
NIK wiąże ten skok z programem „Nasze łowiska”, obowiązującym w latach 2022-2024. Wody Polskie prowadziły na zarządzanych przez siebie akwenach gospodarkę typu wędkarskiego i ustalały relatywnie niższe opłaty dla wędkarzy. Dla użytkownika końcowego mogło to wyglądać atrakcyjnie. Dla państwa prawa problem jest jednak inny: instytucja publiczna nie może pod pozorem taniej usługi obchodzić zasad, które mają chronić uczciwy dostęp do wspólnego zasobu.
Opłata krajowa i przymus pod ścianą
Drugi program, „Opłata krajowa”, ruszył 1 stycznia 2023 r. i zakończył się 26 czerwca 2024 r. Pozwalał wędkarzom łowić na podstawie zezwolenia wydanego przez Wody Polskie także w obwodach zarządzanych przez innych użytkowników rybackich uczestniczących w programie. NIK wskazała, iż uruchomienie programu było niezgodne z ustawą o rybactwie śródlądowym.
Najcięższy zarzut dotyczy przymusu. Według NIK przystąpienie do programu nie było dobrowolne: brak zgody oznaczał odmowę zawarcia umowy użytkowania obwodu, a rezygnacja z udziału automatyczne rozwiązanie obowiązującej umowy. To już nie jest zwykły spór o cennik. To uderzenie w swobodę działalności gospodarczej, którą gwarantuje konstytucja.
Taka praktyka pokazuje chorobę polskiej administracji: urzędnik i państwowa jednostka za łatwo uznają, iż skoro zarządzają zasobem publicznym, mogą dyktować warunki bez oglądania się na obywatela i przedsiębiorcę. W narodowym interesie nie leży ani dzika prywatyzacja rzek i jezior, ani etatyzm, który dławi ludzi pracujących na własny rachunek. Dobro wspólne wymaga silnego państwa. Silnego, czyli praworządnego, przewidywalnego i odpornego na pokusę monopolu.
Miliony z zezwoleń, zero kontroli ministra
NIK podała, iż w ramach obu programów roczne opłaty za zezwolenie wynosiły 350 zł w 2023 r. i 400 zł w 2024 r., a stawki ulgowe 175 zł i 200 zł. W latach 2021-2024 Wody Polskie wydały ponad 75,5 tys. zezwoleń i uzyskały z tego ponad 7,4 mln zł przychodów. W pięciu skontrolowanych RZGW sprzedano niemal 68 tys. zezwoleń, czyli prawie 90 proc. wszystkich sprzedanych przez PGW WP.
Jeszcze poważniej brzmi wątek nadzoru. Pracownicy resortu rolnictwa wiedzieli o nieprawidłowościach dotyczących działań Wód Polskich, zwłaszcza dwóch programów. Mimo to, jak ustaliła NIK, minister w okresie objętym kontrolą nie przeprowadził w PGW WP ani jednej kontroli dotyczącej gospodarki rybackiej i nie zapobiegł łamaniu przepisów.
To jest realny koszt słabego państwa. Polak widzi instytucję z wielkimi kompetencjami, widzi przedsiębiorcę postawionego przed ścianą, widzi resort, który ma nadzorować, ale nie reaguje. Potem słyszy z ust elit kolejne frazesy o standardach. Standardem powinno być coś prostszego: prawo obowiązuje także państwowy podmiot.
Zarybianie, dokumenty i sądowy zakaz
Kontrolerzy wskazali również, iż regionalne zarządy w Gdańsku i Szczecinie nie prowadziły zarybiania w zbiornikach, na których same prowadziły gospodarkę rybacką, choć miały taki obowiązek. NIK opisała też braki w dokumentacji. W Szczecinie w zestawieniach rocznych dwóch obwodów podano błędne dane, a w Gdańsku nie wypełniono wszystkich danych za 2023 r. w ewidencjach połowów i zarybień.
Osobny przykład dotyczy dyrektora RZGW w Gdańsku. NIK podała, iż mimo postanowienia Sądu Rejonowego w Ostródzie udostępnił do amatorskiego połowu ryb jeden z obwodów rybackich. Sąd zakazał Wodom Polskim podejmowania działań, w tym wydawania zezwoleń, w związku z zabezpieczeniem roszczeń poprzedniego użytkownika akwenu. Dyrektor tłumaczył, iż umożliwił połów, bo złożył odwołanie od postanowienia sądu.
Tu znów widać ten sam problem. Państwo ma być strażnikiem ładu, a nie jego największym beneficjentem. jeżeli prywatny użytkownik rybacki narusza obowiązki, może stracić umowę. jeżeli podobne uchybienia popełnia państwowy zarządca, system długo nie potrafi go rozliczyć.
Potrzebna nowelizacja i koniec uznaniowości
NIK uznała, iż konieczna jest nowelizacja ustawy o rybactwie śródlądowym. Izba chce jednoznacznego wskazania, iż dyrektorzy regionalnych zarządów gospodarki wodnej mają prowadzić racjonalną gospodarkę rybacką tylko w tych obwodach, których nie zdołali oddać w użytkowanie innym podmiotom w drodze konkursu. Marszałkowie województw powinni zaś oceniać gospodarstwa rybackie oraz dyrektorów RZGW, jeżeli sami prowadzą połowy i zarybianie.
To minimum. Polska potrzebuje administracji, która chroni wspólny majątek, ale nie zamienia go w folwark własnych procedur. Wody publiczne są dobrem narodowym. Ich zarządzanie musi służyć zasobom przyrody, obywatelom i uczciwej działalności, a nie rozpychaniu się państwowego monopolu.
Raport NIK jest więc czymś więcej niż kontrolą w niszowej branży. To ostrzeżenie przed modelem państwa, które mówi o interesie publicznym, a potem przestaje szanować wolność tych, którzy mają pracować zgodnie z prawem. Takiego państwa Polska nie potrzebuje. Potrzebuje państwa silnego, ale ograniczonego prawem.
Źródło: Najwyższa Izba Kontroli, Bankier.pl/PAP.
Źródło: Bankier.pl
Czytaj także
- EBC uderza w polski SAFE 0%. Spór o złoto NBP i pieniądze na wojsko
- Alior zeruje prowizje na IKE i IKZE. Dobra wiadomość dla oszczędzających
- Niemcy jadą do Polski po fryzjera. 25 euro pokazuje siłę rynku
















